30.09.2016

Something Ends, Something Begins... or Thank you note

Kochani... Coś się kończy, coś się zaczyna... Nasza wspaniała podróż poślubna musiała w końcu dobiec końca. Pisanie tego posta odwlekałam i odwlekałam, ale w końcu trzeba stawić czoła rzeczywistości. Jesteśmy już w domku, rozpakowaliśmy WSZYSTKO, zaliczyliśmy kilka imprez, jeden festiwal teatralny nawet i w związku z tym, że przyszedł czas na pisanie doktoratu postanowiłam napisać posta :)
Poczytajcie jak to dotłukliśmy się z tego Kazachstanu do domu, troszkę podsumowania i podziękowań wszystkim, dzięki którym ta podróż nie byłaby tak wyjątkowa, wspaniała i fantastyczna.

26.07.2016

Kazakhstan Experience

Drodzy... Melduję, że rosyjskie wizy tranzytowe otrzymaliśmy, przez Kazachstan się przeprawiliśmy i właściwie to jeszcze chwilka i już będę mogła na urocze polskie realia narzekać :) Ale to za chwilę, póki co – historie kazachskie Was czekają. Tych być może sporo nie będzie i nie tak już ekscytujące, ale po tylu dniach w drodze energia jakoś z nas uszła i postanowiliśmy się polenić. A najlepszą wymówką do lenistwa może być właśnie wpomniany ,czas oczekiwania na wizę.

English version at the bottom

8.07.2016

In Just Perfect Country

I znowu z opóźnieniem będzie... My to już o rosyjskie wizy się prosimy w Kazachstanie, ale grzechem byłoby nie pozachwycać się na łamach tegoż bloga małym, górzystym i niezwykłym Kirgistanie. Tak więc zapraszam na podróż od tętniacego życiem bazaru w Osh, przez prowincjonalny Biszkek aż po wody Issyk-Kula!

English version at the bottom

22.06.2016

In The Country Where YOU Are The Tourist Attraction

Chiny. A więc totalna zmiana w porównaniu z Ameryką Południową. Inny klimat, inne zachowania, inny język... Już pierwsze dni zapowiadały, że może to być niezły ubaw. Do tego jak dla mnie kulinarny raj – pałeczkowe jedzenie uliczne jest numerem jeden we Wszechświecie. Nic tylko podpatrywać co, jak i z czym i może wkrótce uda mi się w końcu  przyrządzić nie tylko sushi. A tak poza tym przygotujcie się na długaśnego posta... My już w Kirgistanie więc chińskie opowieści dostajecie rzutem na taśmę w całości. Enjoy!

English version at the very, very bottom :)

3.06.2016

Bye-bye South America!

Uff, ten post będzie takim szybkim skrótem z Kolumbii, gdzie to po ekwadorskich przygodach trafiliśmy. Szybkim bo jesteśmy już w Chinach! Po dwóch przesiadkach (3 starty, 3 lądowania, 10 godzin czekania i łącznie niemal 23 godziny w powietrzu); ci, którzy mnie znają są właśnie pełni podziwu, że nie zwariawałam, albo nie zeszłam na zawał w trakcie nawet pisania tego zdania). Szanghaj powitał nas deszczem i smogiem zatem powrót myślami do kilkunastu ostatnich dni na kontynencie południowoamerykańskim jest więcej niż przyjemnością. Tu tez chce sie usprawiedliwic za forme wizualna posta - niestety szyfrowane polaczenie vpn mamy tylko na telefonie i to stad plyna dosc pokracznie wygladajace wpisy.

15.05.2016

In The Middle Of The World

Zanim udamy się z wizytą na równik kilka słów o tym co słonko widziało po drodze :) A widziało na przykład jezioro położone w kraterze wygasłego wulkanu. Co więcej krater ten sapiąc i parskając obeszło wokół, widoki nie osłonięte mgłą podziwiając. A potem zapadło nad stolicą kraju Quito.

English version at the bottom

11.05.2016

Ecuadorians

Ekwador a więc państwo, którego odwiedzenia początkowo nie mieliśmy w planach. A szkoda. Bo naprawdę warto. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że wizyta jedynie w tym jednym kraju da Wam przekrój tego, co w Ameryce Południowej zobaczyć można. Bo kraj maleńki a spotkacie tu wszystkie południowoamerykańskie krajobrazy – piękne wybrzeże, wysokie Andy, wulkany, jeziora, dżungla... Do tego jesteście w kraju położonym na równiku i odwiedzić możecie miejsce zwane Środkiem Świata (Mitad del Mundo). A i Ekwadorczycy przyjaznymi ludźmi są. Czegóż chcieć więcej? Ale od początku.

English version at the bottom. 

10.05.2016

Last days in Peru

Hmmm... My już jesteśmy w Ekwadorze, zanim jednak opowiem Wam co tu ciekawego wyrabiamy jeszcze wrócę na chwilę myślami do Peru i pięknego zakończenia wizyty w Cuzco. Bo jak się okazało ostatnia noc w tym uroczym mieście okazała się być nocą jednak przedostatnią. A wszystko przez Michaela, Peruwiańczyka rodem z Cuenci, poznanego przez nas podczas feralnej przygody w Uyuni, i jego propozycję wycieczki samochodem przez Świętą Dolinę (Valle Sacrado). 

English version at the bottom

22.04.2016

Let's Turn 30!

W związku z tym, że wydarzenia ostatnich dni przyćmiły historię zatrucia pokarmowego oraz tym, że niekoniecznie chce mi się do tych nieszczególnie pięknych momentów wracać, o pierwszym mieście w Peru, do którego zawitaliśmy nie  dowiecie się wiele. Powiedzmy, że byliśmy w Puno, nie dotarliśmy na pływające wyspy Uros i zapamiętamy stąd nocleg na dworcowym hostelu oraz pana riksiarza, który chciał nas oszukać na pieniądzach. Reszta leczenia przebiegła nam już w drugim największym mieście Peru – Arequipie, w doborowym towarzystwie naszych couchsurfingowych gospodarzy – Henry'ego i Juana Carlosa. A potem to jeszcze fajniej było ;)

English version at the bottom

14.04.2016

So... Let's Go Back To The Jungle!

Lenistwo i obserwowanie życia w Rurre nie mogło skończyć się inaczej... Gdy niespiesznie zbieraliśmy się na poszukiwanie motorowej taksówki na dworzec, z nieba spadła nam przecudowna para Boliwijczyków – Fabiola i Pablo... 

English version at the bottom

6.04.2016

In The Jungle

Ufff... Kochani, piszę tego posta kołysząc się w hamaku w niemiłosiernym i nieznośnym dla mnie upale w miejscowości o wdzięcznej nazwie Rurrenabarque. Skraplam się stopniowo i mam nadzieję, że zdążę skończyć pisać zanim mi się odechce ;) Czego wykluczyć nie można, zwłaszcza że kilka ostatnich dni sponsorują nam dwa słowa: „nic nierobienie“ oraz „lenistwo“. Ale wpis ma być generalnie dżunglowy więc bierzcie i czytajcie.

English version at the bottom

30.03.2016

Easter Time

Tegoroczna Wielkanoc spędzona została przez nas w Boliwii. Niestety nie udało nam się ogarnąć żadnego couchsurfingu a więc i wprosić w gościnę do tutejszych i z nimi celebrować święto, ale i tak odrobinę kolorytu lokalnego zażyliśmy. 

English version below 

Salt Of The Earth

Uyuni... Czyli setki turystów. Bo Boliwię opłaca się ponoć odwiedzić jedynie na tydzień – byle tylko zobaczyć największe solnisko świata. Położone ponad 3500 m.n.p.m i płaskie, gdzie okiem sięgnąć - bagatela ponad 10 tysięcy kilometrów kwadratowych. Zatem po wyjeździe z samego miasta na takiej przestrzeni i tych turystów zdarza nam się nie widzieć. 
 
English version at the bottom

27.03.2016

Under Desert Moon


Udało się! Po ponad szesnastu godzinach jazdy dotarliśmy na północ Chile. Miasto Calama przywitało nas uśmiechniętą twarzą naszego przyjaciela Oscara i dość mocnym słońcem. Na to drugie nie możemy narzekać – w końcu jesteśmy pośrodku jednego z najbardziej suchych miejsc na ziemi. Pustynia Atacama ciągnąca się 450 km wzdłuż i 100 km wszerz, usiana kamieniami i kaktusami to krajobraz w końcu dla mnie egzotyczny lub przynajmniej westernowy.

English version at the bottom

19.03.2016

Heading North...

Z tym podróżowaniem na północ to nie jest jednak w tym Chile tak prosto. I tak na naszej drodze do spotkania z przyjacielem Oscarem, mieszkającym w Calamie pojawiły się jeszcze, mniej lub bardziej oczekiwane, destynacje – Valparaiso, La Ligua, Pichicuy, La Serena, Vicuna, Valle de Elqui... Ale po kolei.

English version at the very bottom :)

16.03.2016

The Real Beauty Of Travelling

W ostatnim poście obiecałam piękną historię okołostopową związaną z Freddym. Ale post będzie nie tylko o nim i jego rodzinie – od spotkania z nimi zaczyna się bowiem cały maraton spotkań z kolejnymi niezwykle przyjaznymi udźmi. Choć od razu przyznam – wpis o tych pierwszych zdominuje narrację całości. 

English version at the bottom

7.03.2016

Chilean chillout

Dzisiejszy post dedykuję drodze i niezwykłym przypadkom przytrafiającym się tym, którzy swych kroków nadto do przodu nie planują (czytaj: nam). Sporo się wydarzyło w ciągu ostatnich kilkunastu dni i choć ciężko będzie ubrać w słowa część z przeżyć postaram się Wam pokrótce opisać nasze stopowanie w Chile. 

22.02.2016

Adventure With Two "L"


I znowu Argentyna... I znowu wydatki... Rzędu kwot dość wysokich o ile zdecydowaliśmy się na dwie destynacje super turystyczne – El Calafate i El Chalten. W tym poście powiem Wam czy obydwa „El“ warte są swej ceny...

English version below

20.02.2016

Two Towers

Tadam! Jesteśmy w Chile! Wprawdzie teraz będziemy tu często i na przemian z Argentyną, ale – jak wiadomo – pierwsze wrażenie jest najważniejsze. I na to pierwsze wrażenie nie mogliśmy sobie wybrać lepszego miejsca niż miasteczko Puerto Natales i Park Narodowy Torres del Paine. Ale po kolei.

English version below

15.02.2016

At the edge of the world


Ushuaia. Fin del mundo. Koniec świata. A może nie taki i koniec świata, ale najbardziej wysunięte miasto na południe na półkuli ziemskiej. A właściwie to nie bardzo – prężnie rozwijające się Puerto Williams na stronie chilijskiej powinno nosić ten tytuł. Więc co? Może koniec trasy numer 3? W każdym razie koniec świata czy nie koniec, tyle o tym mówią, że przyjechaliśmy sprawdzić jak ta Ziemia Ognista (nazwę zadzięczająca jak pamiętacie z geografii Magellanowi, rok 1520 się kłania) naprawdę wygląda.

English version at the bottom

9.02.2016

Penguins! Penguins Everywhere!

Z tymi pingwinami to nie tak łatwo jak się okazuje. Już po przyjeździe do Puerto Madryn w jednym z hosteli dowiadujemy się o absurdalnych cenach tu panujących (dla zagranicznych turystów cena wzrasta wszędzie dwukrotnie – i nie da się oszukać, bo Argentyńczyków prosi się o dowody...) No cóż, to rozkładamy namiot i następnego dnia jedziemy dalej?

English version at the very bottom ;) 

5.02.2016

Argentina's Firts Hitchhiking Experience

Hola Amigos! Piszę do was wygodnie siedząc na łóżku w tirze marki scania. Pan kierowca jest z gatunku tych mniej rozmownych więc mam czas opowiedzieć Wam co się u nas dzieje i jakim krajem dla autostopowiczów jest Argentyna. 

English version at the very bottom :) 

29.01.2016

Do you know Grotowski?

Hola! Tak jak zapowiedziane dziś dalsza część Buenos Aires i okolic. Zanim zaczniemy - wszystkich, którzy nie wiedzą kim był wspomniany w tytule posta odsyłam na stronę: grotowski.net Bo owszem można wykazać się ignorancją na miarę pani W., ale miło jest wiedzieć kogo z Polaków tu znają. Ba! Nie tylko znają, ale obok Stanisławskiego to jego wykładnia teatru znalazła uznanie na ziemi (teatrze) argentyńskiej i jest nauczana w uniwersytetach i szkołach akorskich. Mnie pytanie o polskiego reżysera zaskoczyło na razie dwukrotnie, ale czekam na dalsze dyskusje. Choć te momentami mogą być utrudnione o ile znajomość języka angielskiego nie jest tak powszechna a nasze wygibasy okołohiszpańskojęzyczne pozostawiają wiele do życzenia. Ale co tam, ważne żeby mówić.
English version at the very bottom :)

27.01.2016

In the Disneyland of architecture

Wysiadając z autobusu po całonocnej podróży oczekiwałam od Buenos Aires bardziej latynoamerykańskich widoków. Tak jak Rio uderza swą egzotyką, tak stolica Argentyny aparencją nie wydaje się różnić czy odstawać od miast europejskich. 
Wszystko za sprawą imigrantów, którzy od XVII wieku zaczęli zasiedlać ziemie Ameryki Południowej. Wielki boom budowniczy nastąpił w XIX wieku, ale nie należy oczekiwać, że w związku z tym architektura miasta cechować się będzie jednorodnością. O nie, nie! Bo przybyli tutaj Włosi czy Hiszpanie powiedzieli sobie: „hmm....zrobimy sobie tutaj taką małą Europę, ok?“ A więc zbudujemy po trochu ze wszystkich stylów: począwszy od gotyku czy greckiej klasyki na art deco i brutalizmie skończywszy. Nie brakowało im przy tym fantazji – wprawnemu oku łatwo zorientować się, że dana budowa nie może pochodzić z „epoki“, bo choć niby prezentuje sobą doskonały przykład włoskiego renesansu, to według kanonu zdecydowanie jest o kilka pięter za wysoka...

/English version at the very bottom/

18.01.2016

Buenos días, Buenos Aires!

Wydawało się, że w Foz de Iquacu nic nas już tak nie zachwyci tak jak wodospady... W związku z tym, że nasz autobus do Buenos Aires wyjeżdżał dopiero po obiedzie, w godzinach porannych opuściliśmy z Matejem dom Fabia każde z własnym planem: ja oglądać Park Ptaków zaś mój mąż drugą (zaraz po Chinach) największą na świecie hydroelekrownię...

English version at the bottom 

15.01.2016

Don´t go jumping waterfalls


Jestem tukanem!
Dziś piszę do Was z Foz de Iquacu, które od Rio oddalone jest o bardzo dużo kilometrów (mogłabym sprawdzić, ale internety nie działają tak szybko jakby człowiek sobie życzył więc sami sprawdźcie;)) Podróż tutaj była na tyle interesująca i obfitująca w moc przeżyć, że zanim opowiem Wam jak pięknie jest tuż przy granicy z Argentyną, najpierw kilka słów o tym, gdzie w Brazylii było pięknie do tej pory. Niezainteresowanym polecam obejrzenie zdjec ponizej:)

English version – at the very bottom

10.01.2016

Resting in Rio...

Zamiast wiewiórek
Rio de Janeiro... Nasz pierwszy przystanek w Ameryce Południowej. Miasto tak niezwykłe, że nasz pobyt tutaj zdecydowaliśmy się przedłużyć. Bo Rio nie można po prostu zaliczyć. By poczuć atmosferę miasta warto leniwe i niespieszne przechadzać się po sennych zakamarkach Santa Terezy, pospacerować wzdłuż piaszczystych plaż Copacabany, Ipanemy czy Flamengo, odwiedzić uliczne targi, zajadać się miejscowymi specjałami, wdrapać się na jedno z okolicznych wzniesień by delektować się widokiem, nad którym czuwa sam Chrystus.
To wszystko a nawet i więcej udało nam się w kilka dni. Choć niemała w tym zasługa naszych gospodarzy – najpierw przesympatycznej pary Irene i Davi a później Glaubert.

English version at the very bottom ;) 

5.01.2016

We are the passengers...

Przed odlotem... / Still before the flight...
W planowaniu podróży nie jesteśmy chyba najlepsi... Zawsze na ostatnią chwilę - jeśli w ogóle - a zazwyczaj na kolanie już w trakcie bycia na trasie. Podróż, jakby nie było poślubna, musi się jednak czymś wyróżniać dlatego wyjazd z Bratysławy i droga na lotnisko w Rio de Janeiro zostały dokładnie zaplanowane. Zatem jeśli chcielibyście wiedzieć jak dostaliśmy się do Brazylii z Bratysławy proszę bardzo. Kto nie chce niech czeka na następny post ;) 

*English version below