27.01.2016

In the Disneyland of architecture

Wysiadając z autobusu po całonocnej podróży oczekiwałam od Buenos Aires bardziej latynoamerykańskich widoków. Tak jak Rio uderza swą egzotyką, tak stolica Argentyny aparencją nie wydaje się różnić czy odstawać od miast europejskich. 
Wszystko za sprawą imigrantów, którzy od XVII wieku zaczęli zasiedlać ziemie Ameryki Południowej. Wielki boom budowniczy nastąpił w XIX wieku, ale nie należy oczekiwać, że w związku z tym architektura miasta cechować się będzie jednorodnością. O nie, nie! Bo przybyli tutaj Włosi czy Hiszpanie powiedzieli sobie: „hmm....zrobimy sobie tutaj taką małą Europę, ok?“ A więc zbudujemy po trochu ze wszystkich stylów: począwszy od gotyku czy greckiej klasyki na art deco i brutalizmie skończywszy. Nie brakowało im przy tym fantazji – wprawnemu oku łatwo zorientować się, że dana budowa nie może pochodzić z „epoki“, bo choć niby prezentuje sobą doskonały przykład włoskiego renesansu, to według kanonu zdecydowanie jest o kilka pięter za wysoka...

/English version at the very bottom/


Przykłady można by mnożyć. Najlepiej przekonamy się o tym spacerując wzdłuż ulic otaczających Plaza de Mayo. Znajdziemy tu totalny misz-masz stylów, architektoniczny Disneyland – z barokową katedrą mieszczącą prochy uwielbianego przez Argentyńczyków Generała Jose de San Martina i powstały z dwóch budynków Casa Rosada, z którego balkonów Evita Perron przemawiała do tłumów. 
Wsłuchując się w historię miasta nie zdziwi nas ogromny falliczny obelisk zwieńczający miejską, najszerszą na świecie (jak powiadają) ulicę Avenida 9 de Julio jak również wiadomość, że do roku 1973 kiedy wybudowano Operę w Sydney największy budynek opery na świecie znajdował się w Buenos Aires (Teatro Colon).
Wszystko to jednak blednie, gdy przekroczymy próg cmentarza Recoleta. To tutaj w mini pałacach, grotach, w cieniu kolumnad spoczywają szczątki najbogatszych i najznamienitszych obywateli miasta. Doczesne dobra nie były wystarczające i na wieczny odpoczynek również postanowili zafundować sobie odrobinę splendoru. Zaglądając w okna grobów możecie podziwiać rzeźbione trumny, malarstwo ścienne, mini posągi... Czasami koło nogi przebiegnie Wam jeden z 19 kotów utrzymujących ekosystem „bezmyszowy“. Natkniecie się też pewnie na spory tłum przy jednym, niepecjalnie imponującym grobie. Niech Was nie zwiedzie jego niepozorność. Tutaj, głeboko pod ziemią, w grobie rodzinnym Duarte spoczywa jedna z ikonowych postaci argentyńskiej historii Eva Perron, przez tłumy zwana Evitą.


Na zdjęciach zobaczycie tylko namiastkę z tego, co funduje Wam wizyta na cmentarzu. Bo wrażenia nie da się ubrać w słowa – błąka się gdzieś między zachwytem, zdziwieniem a miejscami strachem.
Totalnie inne oblicze miasta odkryjecie w kolejnych jego dzielnicach – Palermo uwiedzie Was parkami i glamourem, San Telmo to dzielnica artystów i tanga zaś w La Boca możecie próbować zrozumieć życie przybyłych tu, biednych imigrantów. 

Mnie najbardziej przypadła do gustu właśnie La Boca. Maleńkie domy, ścieśnione blisko siebie, zbijane z blachy malowane były resztkami farb, używanymi do malowania statków w pobliskim porcie. Obecnie miejsce wysoce turystyczne – pełne tysiąca barów z pokazami tanga i woskowymi figurami papieża Franciszka dzielnie strzegącego ( i zapewne błogosławiącego) okoliczne kramy. Ale i tak warto powspinać się po kolorowych, trzeszczących schodach bo choć na końcu znajdziemy teraz sklepik z pamiątkami, z łatwością (i trudem jednocześnie) wyobrazimy sobie trudne warunki życia imigrantów.
By ochłonąć z wrażeń, gdy już miastem jesteście przesyceni możecie zdecydować się na odwiedzenie jednego z tutejszych muzeów. Jest ich t doprawdy wiele. Światowej klasy. Zatem i Kacwin się wybrał – za cel obrał Muzeum Sztuk Pięknych. Już na początku się zaskoczył, bo po pierwsze wstęp za darmo (co przy cenach argentyńskich bardzo cieszy), po drugie German Warszatska która miała oprowadzać po angielsku okazała się młodym studentem Akademii Sztuk Pięknych. Później było już tylko milej – gdy tylko reszta anglojęzycznych dowiedziała się, że darmowa wycieczka po muzem obejmuje wyjaśnianie tylko sztuki argentyńskiej zrezygnowali z jej uczestniczenia i od razu pobiegli oglądać Renoirów, Manetów. Cezannów czy Picassów a Kacwin dostał indywidualny kurs historii sztuki Argentyny. Tadam!

No ale, ale – jeśli Buenos Aires to i tango! Obejrzeć występy można niemal wszędzie, niemal na każdym rogu znajdziecie też ofertę nauki tańca. Opcja numer dwa zostaje zakomunikowana gospodarzom i jednego z wieczorów lądujemy pośród grupy wielu, którzy będą uczeni. W miejscu, do którego zabrali nas Claudia i Maxi brakuje jednak turystów. Co prawda lądujemy w grupie „początkującej“ (oddzielonej dwoma krzesłami od dwóch grup ewidentnie zaawansowanych) ale od bycia najśmieszniejszymi na parkiecie ratuje nas para zabłąkanych Japończyków, którzy nie tylko nie ogarniają, ale i słowa nie rozumieją. Po wielokrotnych próbach dopasowania kroków do muzyki poddajemy się – rytm chyba trzeba mieć we krwi. Ale odwiedzić miejsce było warto – czas jakby zatrzymał się w miejscu: okrągłe stoliki otaczają parkiet na którym pochłonięci tangiem pląsają nie młodzi już mieszkańcy miasta...
To jeszcze nie wszystko z Buenos Aires. Ale byliśmy tu tak długo i tyle jeszcze do opowiedzenia, że musicie poczekać na drugiego posta. Na koniec tego dodam tylko, że taka mądra nie jestem sama z siebie. Owszem, trochę sobie poczytaliśmy przewodniki przed przyjazdem, ale skarbnicą wiedzy okazali miejscowi – przede wszystkim freelancowi przewodnicy z Free Tours, German oraz nasi gospodarze. Gracias a todos!

Well, to be honest I was expecting Buenos Aires to be more „latinamerican“. As much as Rio screems to your face with its egzotic, same is with capital of Argentina with exeption it's screaming how European it is. All because of immigrants which started to colonize South America in XVII century. Apogeum of „architectural boom“ was in XIX century but it wasn't linear or one style. No! Italians and Spanish who came here decided to build whole new Europe for themself. So they built – gothic and greek style buldings crossing them with french art deco and brutalism... But all with fantasy! Architecture lowers will easily discover the true by spotting mistakes/changes they made in the canon i.e. building imitating Italian renesaince couldn't be build in Italy as it has to many levels....

And there is more examples. We will see this diversity especially if we decide to walk streets near Plaza de Mayo and the squre itself. Architectual Disneyland - with baroque catedral (with grave of beloved general Jose de San Martin), pink Casa Rosada (where Evita Perron was speaking to the crowds), fallic obelisk at the end of the widest street in the world (Av 9 de Julio), second biggest opera house in the world (Opera in Sydney is the biggest since 1973) – Teatro Colon.
But everything is nothing if we compare it to the cementary of Recoleta. Here in small palaces we can see remains of the city's elite. Impressive hovever for a moment you may feel it's a bit creepy. Don't worry but walk together with the 19 cats taking care of cementary's mises and spot not so impressive grave with hundreds of people. Yes, here's the place where Evita was also burried.

Totally different face of the city can be discovered in many districts of Buenos Aires. Park and shopping lovers should visit Palermo, San Telmo is famous for its tango shows and schools and La Boca is the district which was built by poor immigrants. For me the best experience was definitely visiting La Boca. Tiny houses, built one on the other, painted with remains of colours bought in the nearest port. Today part of La Boca is very alive and full of turists – there is a lot of bars and resraurants with tango shows and the souvenir shops are guarded by plastic figures of pope Francisco. But it's worth to visit and try to imagine how difficult was live of the immigrants the other days.
If there will be to much city in your head you may want to try to visit one of the world class museums here. I choose to visit Art Museum as it was promised to have guided tour in English. The first surprise was that entrance was for free (which with Argentinian prizes is a big relief) and the second one – English speaking guide with beautiful Polish surname for the women (Warszatska) turned out to be a young man – student of Art who make a really interesting introduction to Argentinian painting style. And, yeah, you can also (mainly;)) find some Renoir, Manet, Cezanne and Picasso paintings here ;)
Well, what else? If Argentina then tango! Watch the performances you can almost in the each corner but you can also try to make a course. Option number two was voted and Claudia with Maxi took us to the really nice, rather oldschool, place to dance. We could easily see that many people here already know tango and they are only improving their skills... But there was also beginners group in which we identified ourselfs. From being totally miserable we were saved by some Japanese couple who not only were lost in the movements (as we were) but also didn't speak a world in Spanish :)
That's not everything I want to tell you about Buenos Aires but for the rest you need to wait to the next post. And to be clear – I couldn't write you all above if not great guides from free tours, German Warszatska and our wonderfull hosts. Gracias por todo amigos!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz