Wysiadając z autobusu po
całonocnej podróży oczekiwałam od Buenos Aires bardziej
latynoamerykańskich widoków. Tak jak Rio uderza swą egzotyką, tak
stolica Argentyny aparencją nie wydaje się różnić czy odstawać
od miast europejskich.
/English version at the very
bottom/
Przykłady można by mnożyć.
Najlepiej przekonamy się o tym spacerując wzdłuż ulic
otaczających Plaza de Mayo. Znajdziemy tu totalny misz-masz stylów,
architektoniczny Disneyland – z barokową katedrą mieszczącą
prochy uwielbianego przez Argentyńczyków Generała Jose de San
Martina i powstały z dwóch budynków Casa Rosada, z którego
balkonów Evita Perron przemawiała do tłumów.
Wszystko to jednak blednie, gdy
przekroczymy próg cmentarza Recoleta. To tutaj w mini pałacach,
grotach, w cieniu kolumnad spoczywają szczątki najbogatszych i
najznamienitszych obywateli miasta. Doczesne dobra nie były
wystarczające i na wieczny odpoczynek również postanowili
zafundować sobie odrobinę splendoru. Zaglądając w okna grobów
możecie podziwiać rzeźbione trumny, malarstwo ścienne, mini
posągi... Czasami koło nogi przebiegnie Wam jeden z 19 kotów
utrzymujących ekosystem „bezmyszowy“. Natkniecie się też
pewnie na spory tłum przy jednym, niepecjalnie imponującym grobie.
Niech Was nie zwiedzie jego niepozorność. Tutaj, głeboko pod
ziemią, w grobie rodzinnym Duarte spoczywa jedna z ikonowych postaci
argentyńskiej historii Eva Perron, przez tłumy zwana Evitą.
Na zdjęciach zobaczycie tylko
namiastkę z tego, co funduje Wam wizyta na cmentarzu. Bo wrażenia
nie da się ubrać w słowa – błąka się gdzieś między
zachwytem, zdziwieniem a miejscami strachem.
Totalnie inne oblicze miasta
odkryjecie w kolejnych jego dzielnicach – Palermo uwiedzie Was
parkami i glamourem, San Telmo to dzielnica artystów i tanga zaś w
La Boca możecie próbować zrozumieć życie przybyłych tu,
biednych imigrantów.
Mnie najbardziej przypadła do gustu właśnie
La Boca. Maleńkie domy, ścieśnione blisko siebie, zbijane z blachy
malowane były resztkami farb, używanymi do malowania statków w
pobliskim porcie. Obecnie miejsce wysoce turystyczne – pełne
tysiąca barów z pokazami tanga i woskowymi figurami papieża
Franciszka dzielnie strzegącego ( i zapewne błogosławiącego)
okoliczne kramy. Ale i tak warto powspinać się po kolorowych,
trzeszczących schodach bo choć na końcu znajdziemy teraz sklepik z
pamiątkami, z łatwością (i trudem jednocześnie) wyobrazimy sobie
trudne warunki życia imigrantów.
By ochłonąć z wrażeń, gdy
już miastem jesteście przesyceni możecie zdecydować się na
odwiedzenie jednego z tutejszych muzeów. Jest ich t doprawdy wiele.
Światowej klasy. Zatem i Kacwin się wybrał – za cel obrał
Muzeum Sztuk Pięknych. Już na początku się zaskoczył, bo po
pierwsze wstęp za darmo (co przy cenach argentyńskich bardzo
cieszy), po drugie German Warszatska która miała oprowadzać po
angielsku okazała się młodym studentem Akademii Sztuk Pięknych.
Później było już tylko milej – gdy tylko reszta anglojęzycznych
dowiedziała się, że darmowa wycieczka po muzem obejmuje
wyjaśnianie tylko sztuki argentyńskiej zrezygnowali z jej
uczestniczenia i od razu pobiegli oglądać Renoirów, Manetów.
Cezannów czy Picassów a Kacwin dostał indywidualny kurs historii
sztuki Argentyny. Tadam!
No ale, ale – jeśli Buenos
Aires to i tango! Obejrzeć występy można niemal wszędzie, niemal
na każdym rogu znajdziecie też ofertę nauki tańca. Opcja numer
dwa zostaje zakomunikowana gospodarzom i jednego z wieczorów
lądujemy pośród grupy wielu, którzy będą uczeni. W miejscu, do
którego zabrali nas Claudia i Maxi brakuje jednak turystów. Co
prawda lądujemy w grupie „początkującej“ (oddzielonej dwoma
krzesłami od dwóch grup ewidentnie zaawansowanych) ale od bycia
najśmieszniejszymi na parkiecie ratuje nas para zabłąkanych
Japończyków, którzy nie tylko nie ogarniają, ale i słowa nie
rozumieją. Po wielokrotnych próbach dopasowania kroków do muzyki
poddajemy się – rytm chyba trzeba mieć we krwi. Ale odwiedzić
miejsce było warto – czas jakby zatrzymał się w miejscu: okrągłe
stoliki otaczają parkiet na którym pochłonięci tangiem pląsają
nie młodzi już mieszkańcy miasta...
Well, to be honest I was
expecting Buenos Aires to be more „latinamerican“. As much as Rio
screems to your face with its egzotic, same is with capital of
Argentina with exeption it's screaming how European it is. All
because of immigrants which started to colonize South America in XVII
century. Apogeum of „architectural boom“ was in XIX century but
it wasn't linear or one style. No! Italians and Spanish who came here
decided to build whole new Europe for themself. So they built –
gothic and greek style buldings crossing them with french art deco
and brutalism... But all with fantasy! Architecture lowers will
easily discover the true by spotting mistakes/changes they made in
the canon i.e. building imitating Italian renesaince couldn't be
build in Italy as it has to many levels....
And there is more examples. We
will see this diversity especially if we decide to walk streets near
Plaza de Mayo and the squre itself. Architectual Disneyland - with
baroque catedral (with grave of beloved general Jose de San Martin),
pink Casa Rosada (where Evita Perron was speaking to the crowds),
fallic obelisk at the end of the widest street in the world (Av 9 de
Julio), second biggest opera house in the world (Opera in Sydney is
the biggest since 1973) – Teatro Colon.
But everything is nothing if we
compare it to the cementary of Recoleta. Here in small palaces we can
see remains of the city's elite. Impressive hovever for a moment you
may feel it's a bit creepy. Don't worry but walk together with the 19
cats taking care of cementary's mises and spot not so impressive
grave with hundreds of people. Yes, here's the place where Evita was
also burried.
Totally different face of the
city can be discovered in many districts of Buenos Aires. Park and
shopping lovers should visit Palermo, San Telmo is famous for its
tango shows and schools and La Boca is the district which was built
by poor immigrants. For me the best experience was definitely
visiting La Boca. Tiny houses, built one on the other, painted with
remains of colours bought in the nearest port. Today part of La Boca
is very alive and full of turists – there is a lot of bars and
resraurants with tango shows and the souvenir shops are guarded by
plastic figures of pope Francisco. But it's worth to visit and try to
imagine how difficult was live of the immigrants the other days.
If there will be to much city in
your head you may want to try to visit one of the world class museums
here. I choose to visit Art Museum as it was promised to have guided
tour in English. The first surprise was that entrance was for free
(which with Argentinian prizes is a big relief) and the second one –
English speaking guide with beautiful Polish surname for the women
(Warszatska) turned out to be a young man – student of Art who make
a really interesting introduction to Argentinian painting style. And,
yeah, you can also (mainly;)) find some Renoir, Manet, Cezanne and
Picasso paintings here ;)
That's not everything I want to
tell you about Buenos Aires but for the rest you need to wait to the
next post. And to be clear – I couldn't write you all above if not
great guides from free tours, German Warszatska and our wonderfull
hosts. Gracias por todo amigos!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz