28.02.2012

Zaklinamy wiosnę! Warsztaty z Maryną Naumczuk

To było już moje drugie spotkanie z Maryną Naumczuk (poprzednie spotkanie opisane w poście: "U prząśniczki siedzą jak anioł dziewieczki..."
Tradycyjnie, warsztaty odbyły się w Księgarni "Є", ale - uwaga - w nowej siedzibie, dosłownie rzut beretem od mojego mieszkania! :)
Tym razem - w związku z nadchodzącą wiosną - Maryna prowadziła warsztaty: jak przygotować kartkę z wiosennym motywem :) Kartki robione były z papieru, serwetek, wstążeczek i wszystkiego, co było pod ręką. Wykorzystano metodę decoupage'u.

Co z tego wyszło, zobaczycie na zdjęciach w galerii:






 Przy okazji polecam stronę gdzie obejrzeć możecie cuda, które robi (i sprzedaje!) Maryna. Ja jestem szczęśliwą posiadaczką dwóch par kolczyków-motanek:) -> Mavki-rukotvori

27.02.2012

Magic midnight pig - albo - o szkoleniach wolontariuszy

Po raz kolejny Kijów... Niektórzy pytają mnie czy nie czuję się tam już jak w domu. Hmm... Prawie. Jeszcze ze 3-4 razy i nawet komunikacja miejska nie będzie mi straszna :)
Ale do rzeczy!
Nasze chatki :)
Bo właściwie Kijów pojawił się tak jakby przy okazji.  Właściwe miejsce, w którym razem z Iwoną spędziłyśmy 4 dni nazywało się Українське село (Wioska ukraińska) niedaleko stolycy (jakaś godzina jazdy marszrutką jeśli trafi się na korek). Świetne miejsce do przeprowadzania wszelakiego rodzaju seminariów, treningów, spotkań, integracyjnych zjazdów - ogrodzone drewnianym płotem, ogromne terytorium z drewnianymi chatami, domowymi zwierzątkami, cerkwią, restauracją stylu "karczmianego", świetnym jedzeniem. Wszystko głęboko w lesie - do najbliższego sklepu (po piwo) jakieś 2 kilometry ( w naszym wypadku - brodząc w śniegu:))... Круто!

Czekamy!
Trening mój i Iwony rozpoczął się od tego, że poproszono nas (jako jedyne z grupy wolontariuszy znające polski i ukraiński) o zebranie wszystkich przyjeżdżających z rana w jednym miejscu pod palmą na Dworcu Południowym w Kijowie. Po uzupełnieniu zapasów nikotyny dla siebie oraz osób, które od kilku już dni z dala od cywilizacji oraz dotarciu zbłąkanej grupy wolontariuszy z Mołdawii szybki telefon do super-uprzejmego kierowcy marszrutki, która miałą nas w wioskę zawieźć. Dość szybko udało nam się zapakować w nasz środek lokomocji i dotrzeć jak raz na obiad.
A później już tylko - jedzenie, treningi, integracja z ludźmi, których jeszcze nie znamy (bo część z nich znajoma nam była z on-arrival). Tym razem grupa wolontariuszy z Polski składała się ze mnie, z Iwony oraz Dominiki (ale o tym, że wolontariuszka z Niemiec jest właściwie Polką dowiedziałam się dopiero drugiego dnia). Językiem komunikacji był oczywiście angielski jednak w kuluarach częściej usłyszeć można było niemiecki z racji dużej ilości osób z Autrii oraz Niemiec. Kolorytu dodawali wolontariusze z Litwy, Francji, Szwecji oraz Szkocji.

Marine uczy francuskiego
Make a Love story!
Treningi jak to treningi – bywają momenty ciekawe, bywają i nudne. Na naszym "mid-termie" tych pierwszych było na szczęście więcej. Być może dlatego, że trochę się już znamy i sporo czasu poświęcono temu, co nas interesowało najbardziej – dzieleniu się doświadczeniami, opowieściami o swoich EVS-ach.  Panel „sharing experiences” wzbudził takie zainteresowanie, że otrzymał nawet swe przedłużenie w wolnym czasie po kolacji ;)

salsa time!
Można było odkryć w sobie na nowo coś z dziecka. Jedna z zabaw – zaprezentowana przez Maxa – wolontariusza z Austrii, który pracuje w Mińsku, polegała na ułożeniu „miłosnej historii”  na podstawie wybranych z plakatu rzeczy i zaprezentowaniu rezultatu reszcie grup ( poniżej możecie zobaczyć fragment jednego z przedstawień, który wyjąśnia tytuł "Magic midnight pig"). Marine z Francji, ucząca francuskiego w Kiszyniowie zrobiła nam pokazową lekcję „How to survive in France?” i uświadomiła  jak wiele rzeczy Francuzi wyrażają gestami (u niektórych stereotyp „romantycznego” Francuza został mocno nadwyrężony).  Alina – Niemka pracująca w Kiszyniowie, zaprezentowała jak prowadzi swoje lekcje śpiewu a Milad zrobił after party z nauką salsy!

                                                                                      "Magic midnight pig"

lepimy z gliny nasze projekty
Jednak nie było tylko wesoło. Zdobywane przez nas doświadczenia to nie tylko zabawa i tańce, hulanki, swawole – w końcu nie jest to istota wolontariatu.  Mnie najbardziej uderzyła historia Stefani – Niemki pracującej w Sankt Petersburgu z osobami niepełnosprawnym (zarówno fizycznie jak i umysłowo). Na kilku metrach kwadratowych od poniedziałku do piątku pomaga kilkorgu niepełnosprawnym w codziennych czynnościach typu mycie zębów, jak również organizuje im czas w ośrodku. Szokująca była informacja, że siedzi ona z tymi osobami w zamknięciu i że właściwie niewiele osób spoza interesuje co się dzieje w środku. Stoicki spokój z jakim Stefani opowiadała o warunkach w jakich żyją niepełnosprawni, które jak dla nas istnieją na granicy łamania praw człowieka – uderzył niemal każdego. Stefani zwróciła uwagę, że owszem – stopień świadomości co do praw człowieka jest mały jednak ważne jest że cokolwiek tam dla tych ludzi się robi. Takie osoby jak Stefani są jaskrawym przykładem jak potrzebna jest idea międzynarodowego wolontariatu.

Trzeciego dnia wywieziono nas (w końcu!) do cywilizacji – Kijów! Czasu na zwiedzanie było niewiele ponieważ czekało nas spotkanie w Przedstawicielstwie Unii Europejskiej na Ukrainie, ale ostatecznie każdemu coś dla siebie udało się odkryć jeśli nie wówczas to dnia następnego.
Dziękuję wszystkim za super spędzony czas - było super i na pewno jeszcze się zobaczymy!:)
Thank you guys for all - it was fun, i'm sure we will met some day in future! :)

Zadanie: Namalować co będzie po EVS. Ja z Dominiką

Zdjęcia z Kijowa:
Ukraińska wioska
szkolenie w Kijowie

Na zakończenie jeszcze kilka słów co "po Kijowie". Nie dane nam było wrócić do Winnicy - nocnym pociągiem przejechałyśmy do Lwowa na kolejny trening. Tym razem był to trening organizowany przez organizację "Центр освітніх ініціатив": gdzie razem z wybranymi członkami ukraińskich organizacji non-profit mieliśmy zaplanować i nagrać krótki film promujący udział w młodzieżowych projektach. Nie było łatwe – tym bardziej, że każdy na trening przyjechał z innymi oczekiwaniami jednak mam nadzieję, że wkrótce zobaczymy efekt naszej pracy.  Choć dla mnie osobiście – jakikolwiek by on nie był – i tak będzie przykro – ponieważ w międzyczasie kiedym we Lwowie była ominął mnie koncert DaxaBraxa w Winnicy…

Cóż… Буває... – jak mawiają Ukraińcy i przeżywać zbyt mocno nie będę.

Trochę zdjęć z lwowskiego treningu -> tutaj   


17.02.2012

W poszukiwaniu straconego czasu albo Chruściana opowieść

Kochani moi...
Za nami jakże urocze święto Walentynek. Ulice, sklepy, restauracje i kina w Winnicy, podobnie pewnie jak te polskie dość intensywnie promowały swoje oferty na ten szczególny dzień. 
Jako fanka anty-walentek i zwolenniczka świętowania naszego starego pięknego zwyczaju Nocy Kupały, dzień ten spędziłam na nauce i czytaniu - z uśmiechem na ustach i myślą, że przecież za dwa dni mamy wspaniałe święto, z miłością również (jak dla mnie) powiązane - Tłusty Czwartek.

Mam wałek i nie boję się go użyć ;)
Z samego rana, zaraz po przebudzeniu moim (czyt.11 godzina) ruszyłyśmy z Iwoną kupić słodkie, lukrowane, pudrowane pączusie. Coś co miało być szybkim pójściem do cukierni przerodziło się w dwugodzinne błądzenie po mieście w poszukiwaniu (w końcowej fazie) już czegokolwiek co pączka by przypominało. Niestety - mission failed. Sklepy, bazar, lwowska cukiernia czy sklep Warszawa - pączków niet!
Buuu!
Oczywiście nie jesteśmy z tych, co biorą sobie porażkę do serca i siedzą w kącie płacząc i użalając się nad sobą. O nie! Postanowiłyśmy wziąć sprawy w swoje ręce. Najpierw trzeźwo oceniłyśmy sytuację - "oczywiście, że nie uda nam się samodzielnie upiec pączków" Później głośno wydychając powietrze wypowiedziałam słowa: "Usmażę chrust!"
Słów na wiatr nie rzucam i tak oto ja - Kacwin, co dwie lewe ręce ma, gotować nie potrafi, ale spalić, przypalić, zepsuć owszem - wypiekłam - drugi po pączkach - symbol Tłustego Czwartku - chrust (czy też faworki - nazwę dobierzcie sobie sami). 

Post factum mogę napisać, że największą trudnością w całym wydarzeniu okazało się być kupienie wałka do ciasta (który ostatecznie udało się nabyć w sklepie z pamiątkami ukraińskimi :DDD). Kuchnia nasza  - bidulka maleńka, totalnie nieprzygotowania na wypieki więc przygotowania i sam proces wyrobnictwa odbywał się na stole w moim pokoju. Czysty profesjonalizm. Chrust podano na stół!
Wydarzenie godne uczczenia więc i naszych znajomych na świętowanie Tłustego Czwartku (oraz moich pierwszych kroków kulinarnych) zaprosiłyśmy na wieczór. 

I tu niespodzianka! Na spotkaniu pączki się pojawiły! Jedna z naszych uczennic - Olena upiekła specjalnie dla nas pyszne maleńkie pączki z nadzieniem jabłkowym, za co jej ogromnie dziękujemy!!

A później już tylko "jedzą, piją, lulki palą..."
Tłusty Czwartek 2012 zaliczam do udanych!
(Choć dzień następny niekoniecznie - piosenka opisująca nastrój do posłuchania poniżej :))

Zdjęcia "proces wyrobnictwa faworków" w galerii "Tłusty czwartek" :)





16.02.2012

Jak skończyła się bajka o smoku wawelskim...

Post pod tytułem: chwalę się :)

 Końcem grudnia wysłałam kilka swoich zdjęć na konkurs fotograficzny "Wolontariat EVS" mający za cel promocję idei wolontariatu. Konkurs organizowany był przez ukraińskie przedstawicielstwo programu "Młodzież w Działaniu"  we współpracy z SALTO EECA oraz Przedstawicielstwem Unii Europejskiej na Ukrainie. Na konkurs przesłano ponad 80 zdjęć i kilka filmów. Zostały one umieszczone na stronie yia.org.ua i można było na nie głosować, co niektórzy z Was skrzętnie uczynili. Spośród zdjęć o największej ilości głosów (za które dziękuję) komisja konkursowa nagrodziła 3 zdjęcia m.in. moje zdjęcie pt. "Bajka o smoku wawelskim" ( 2 miejsce). 

Wyniki konkursu - tutaj

Historia zdjęcia: niektórzy z Was być może je pamiętają - pojawiło się ono w jednym z pierwszych wpisów na blogu dotyczącym wizyty w domu dziecka ("I przed narodem niosą oświaty kaganiec"). W czasie spotkania opowiedziałam dzieciakom bajkę-legendę o smoku wawelskim.

Odbiór nagród odbył się w siedzibie przedstawicielstwa Unii Europejskiej na Ukrainie w Kijowie. Poniżej link do kilku zdjęć zrobionych przeze mnie na spotkaniu:

15.02.2012, Kijów

Link do artykułu o konkursie po ukraińsku -> eu.prostir.ua  (nawet się dla mediów wypowiadam :D)




7.02.2012

Apocalypsis cum figuris w Kijowie... I trochę winnickiej zimy!

Pivdennyj Boh :)
W końcu! Prawdziwa zima zawitała i do Winnicy. Wprawdzie mrozy okropne są tu już od jakichś dwóch tygodni, ale właściwa ilość śniegu zjawiła się tutaj jakieś trzy dni temu. Akurat na moje powitanie po weekendowej wycieczce do Kijowa. A wycieczkę wytłumaczyć można nie tylko wielką chęcią, ale i na przykład tym, że w czasie mrozów zajęcia w szkole się nie odbywają... Tak, tak - szkoła ma tzw. kwarantannę a dzieciaki wolne coby nie zamarzały (albo po prostu na sanki...) Jak się domyślacie niespecjalnie mi było przykro z powodu odwołanych zajęć - choć bynajmniej nie tuliłam się do kaloryfera całymi dniami. O nie! Taka pogoda cudna na robienie zdjęć zimowej aury - no bo jak tu siedzieć w domu jeśli Pivdennyj Boh skuty lodem i można pieszo po rzece przejść na wyspę? 

Zdjęcia zimowej Winnicy w albumie - "Zimowa Winnica"

A teraz wracając do tytułu posta i tematu Kijowa...

Wyprawa do Kijowa zainspirowana została chęcią spotkania polskich znajomych i uczestnictwa w  Dniach Jerzego Grotowskiego na Ukrainie (3-4.02.2012). Zorganizowane one zostały we współpracy dwóch ośrodków: Instytutu im. Jerzego Grotowskiego we Wrocławia oraz Centrum Sztuki Teatru im. Łesia Kurbasa w Kijowie. Dwudniowe spotkania z teatrem Grotowskiego prowadzone były w sali Centrum Kurbasa przez polskich badaczy teatru: Dariusza Kosińskiego oraz Ireneusza Guszpita.

Dariusz Kosiński
Pierwszego dnia posłuchać można było wykładu Dariusza Kosińskiego Zapomniany teatr Jerzego Grotowskiego. Wczesne przedstawienia teatru "13 rzędów". Profesor przybliżył ukraińskim słuchaczom przedstawienia Grotowskiego zrealizowane w teatrze "13 rzędów" w latach 1959-1962. Była mowa o spektaklach takich jak: Orfeusz wg Cocteau, Kain wg Byrona, Misterium-Buffo wg Majakowskiego, Siakuntala wg Kalidasy Dziady wg Mickiewicza oraz Kordian wg Słowackiego. Kosiński starał się pokazać ww. przedstawienia jako samodzielne dzieła sztuki scenicznej, które demonstrowały mniej znane źródła inspiracji Grotowskiego (m.in. zainteresowanie teatrem Meyerholda). Po wykładzie zaprezentowano audiowizualne materiały archiwalne teatru "Laboratorium" wraz z komentarzem Kosińskiego (pokazano m.in zapis Akropolis wg Wyspiańskiego, premiera jakiego miała miejsce w 1962 roku).

Ireneusz Guszpit
Drugi dzień spotkań to spotkanie z Ireneuszem Guszpitem  oraz opowieść (a nawet miejscami dialog z publicznością) na temat afiszu, który reklamował spektakl Apocalypsis cum figuris Grotowskiego (1969 I wersja, 1971 II wersja, 1973 III wersja) zrealizowany w Teatrze "Labolatorium". Później słuchacze mogli sami obejrzeć zapis filmowy tego spektaklu, uznawanego za pełną realizację idei teatru ubogiego. 
Na koniec goście z Wrocławia zaprezentowali jeszcze fragmenty innych materiałów archiwalnych oraz odpowiadali na pytania słuchaczy. 


Dni Grotowskiego spotkały się z niemałym zainteresowaniem ukraińskiego społeczeństwa - pomimo śniegu, który zaskoczył w weekend stolicę sala centrum Kurbasa była zapełniona ludźmi co - przyznajmy - cieszy ogromnie. Miejmy nadzieję, że z podobnym zainteresowaniem spotkają się kolejne planowane spotkania, zarówno te o polskim teatrze, jak i te o teatrze ukraińskim (organizowane przez Instytut Grotowskiego we Wrocławiu)

Zdjęcia ze spotkania w Kijowie - jak zwykle - w "picasowkim" albumie :)  -> Dni Grotowskiego

Trochę historii...
Dni Grotowskiego to nie pierwsza wspólna inicjatywa ośrodków z Wrocławia i Kijowa. Zarówno jeden jak i drugi intensywnie promują wiedzę o teatrze sąsiadów. Ja chciałabym wspomnieć o kilku wydarzeniach już zorganizowanych:
--3-6.11.1992  we Wrocławiu zorganizowano Dni Lesia Kurbasa (Sympozjum z udziałem ukraińskich teatrologów) oraz zaprezentowano wystawę „Człowiek, który był teatrem” ze zbiorów Muzeum Teatru, Muzyki i Kinematografii w Kijowie.Odbyło się również przedstawienie Kolego Li Bo, bracie Du Fu wg Ołeha Łyszehi Ukraińskiego Teatru Studio „Bud’mo!” w reżyserii Serhija Proskurnia.
--We wrześniu i na początku października 2011 roku  w Kijowie odbywały się wykłady o polskim teatrze współczesnym prowadzone przez osoby związane z Instytutem im. Jerzego Grotowskiego oraz z Uniwersytetem Jagiellońskim. Mowa była o Osterwie, Grotowskim, Kantorze i teatrze muzyczności.
--30.11.20 w Instytucie Grotowskiego odbyły się Wykłady o teatrze ukraińskim - jednodniowa sesja poświęcona współczesnemu teatrowi ukraińskiemu.
-- nakładem  Centrum Sztuki Teatru w Kijowie wydana została również książka PolskaKulturaUkraina. Wykłady o teatrze prezentująca wybrane zagadnienia teatru polskiego i ukraińskiego (przyznam nieskromnie że przekładem z ukraińskiego zajmowałam się ja:))

Więcej informacji o Dniach Grotowskiego, samym Grotowskim, jego teatrze czy teatrze w ogóle i wydarzeniach tam mających miejsce znajdziecie na stronach Instytutu i Centrum.