29.01.2016

Do you know Grotowski?

Hola! Tak jak zapowiedziane dziś dalsza część Buenos Aires i okolic. Zanim zaczniemy - wszystkich, którzy nie wiedzą kim był wspomniany w tytule posta odsyłam na stronę: grotowski.net Bo owszem można wykazać się ignorancją na miarę pani W., ale miło jest wiedzieć kogo z Polaków tu znają. Ba! Nie tylko znają, ale obok Stanisławskiego to jego wykładnia teatru znalazła uznanie na ziemi (teatrze) argentyńskiej i jest nauczana w uniwersytetach i szkołach akorskich. Mnie pytanie o polskiego reżysera zaskoczyło na razie dwukrotnie, ale czekam na dalsze dyskusje. Choć te momentami mogą być utrudnione o ile znajomość języka angielskiego nie jest tak powszechna a nasze wygibasy okołohiszpańskojęzyczne pozostawiają wiele do życzenia. Ale co tam, ważne żeby mówić.
English version at the very bottom :)
 
A w Buenos Aires rozmawiać mieliśmy z kim. Mieszka tu bowiem dość duża (jak się okazało) rodzina Mateja. Zrozumieć rodzinne konotacje nie było łatwo, ale chyba podołaliśmy – w sensie Matej podołał, bo ja do tej pory napotykam trudności w przypasowaniu imion do rodzinnych koligacji.
Ogólnie rzecz ujmując, gdzieś na początku ubiegłego wieku brat jego pradziadka – Pavol zdecydował się na przeprowadzkę do Argentyny. Tu założył rodzinę i to właśnie z jego potomkami i ich rodzinami mieliśmy niekłamaną przyjemność spędzić kilka dni. Rodziny Jurka, Palka i Janka (a w rzeczywistości Jorhe, Pabla i Juana :)) ugościły nas najlepszym co tylko Argentyna może zaoferować. Spędzone z nimi chwile zapamiętamy na długie lata – rozmowy, wspólne biesiadowanie przy suto zastawionych stołach, zorganizowane specjalnie dla nas indywidualne zwiedzanie stolicy i okolic... Brak słów po prostu. Nic tylko mieć nadzieję, że kiedyś w podobny sposób się im zrewanżujemy.
Ale od początku.
W Buenos Aires jak już pisałam z dworca zgarnęła nas Claudia z Maxim. To oni dali nam dach nad głową, obwozili po całym mieście, zabrali na lekcje tanga, urodziny przyjaciół, rejs barką w okolicznym Tigre, zwiedzanie Lujanu i wreszcie do części rodziny żyjącej w Juninie. To dzięki nim już początek naszej wizyty w Argentynie dał nam wyobrażenie o rodzimej kuchni... Mięso, mięso i jeszcze raz mięso! I to jakie! Potężne kawałki cielęciny, wołowiny i wieprzowiny wędzone dymem z parilli (taki grill argentyński), milanesy (panierowane kotlety), zakręcone kiełbaski, przeboskie empanady (pierożki z mięsnym lub innym nadzieniem). A wszystkie zapijane winem, mate lub terere (wersja mate na zimno). Raj dla podniebienia. Mojego oczywiście. Mój mąż już od początku zdawał się być problemem. Ale czegóż nie zrobi dla ciebie rodzina! Ci, nawzajem sobie telefonując (główne do Claudii) z pytaniami co to dziwo słowackie je, stanęli na głowach żeby i jego posiłki były imponujące. Najbardziej niezwykłe były canelones oraz jajko ugotowane w grilowanej papryce. I oczywiście frytki! Ale nie takie półprodukty jak u nas – normalne, wielkie, z ziemniaków. Prawdę powiedziawszy przy nich to i ja nie muszę jeść mięsa ;) Chociaż nie jeść mięsa tutaj... nie jestem w stanie sobie wyobrazić...

I takie zastawione stoły czekały na nas wszędzie – u Pabla z Carmen, Kariny z Augustiną i Francesco, Juana z Lily, Pablita z Leticią, Eugenii z Dariem... I wszyscy tacy mili i zabawni. Do łez niemal wzruszali Pablo z Juanem, którzy słowo po słowie odkurzali swój słowacki. I każdy pokazywał nam to co tylko się dało – Augustina z Leo zabrali nas do centrum Junina i domu gdzie ślub brała Evita (obecnie jest tam prywatna firma, ale pan szef nie miał problemu z otworzeniem nam drzwi i oprowadzeniem), Karina z Pablo zorganizowali nam ucztę w rodzinnej firmie cateringowej, Juan pokazał winnice i jeziora wokół Junina, a relaksować mogliśmy się w chacie i basenie Pablita i Leticii... No to się dopiero nazywa odpoczynek! All inclusive :) Śmiejemy się z Matejem, że to nie jest najlepszy początek bo zbyt lenimi się staniemy a kilometrów sporo przed nami!

Ostatecznie jednak udało nam się wydostać z Buenos Aires! Nie było to proste ponieważ chcąc ucieć przed wysokimi cenami postanowiliśmy, że ekonomiczniej (jakieś 6 razy taniej) będzie pociągiem. W związku z tym, że obrany przez nas kierunek Mar del Plata okazał się dość turystycznie obleganą destynacją spragnionych morza Argentyńczyków bilety wyprzedane były na dwa tygodnie do przodu (dodam, że pociągów zbyt wielu tu nie ma – jeden dziennie ;)) Po poszukiwaniach staliśmy się po chwili szczęśliwymi posiadaczami biletów do miejscowości o dźwięcznej nazwie Tandil. Pożegnani pysznym śniadaniem i obiadem u Eugenii i Daria, odwiezieni klimatyzowanym samochodem Maxiego i Claudii zajęliśmy miejsca w wysoce nieklimatyzowanym pociągu, który kołysząc się po torach to w prawo to w lewo szczęśliwie powiózł nas dalej...



I na koniec jeszcze kilka ciekawostek które nie zostały zawarte w poprzednim poście z Buenos Aires:
Mieszka tutaj największa po Izraelu społeczność żydowska;
Argentyna w swej historii przeżyła tylko jeden atak terrorystyczny – wysadzona została ambasada Izraela;
Jeszcze do niedawna w konstytucji Argentyny był zapis, że prezydentem kraju musi być katolik. Jeden z kandydatów na prezydenta przeszedł z islamu na katolicyzm a po wygraniu wyborów postawił w Buenos Aires meczet;
W Argentynie nie mówi się po hiszpańsku, ale w w cartegano – jak dla mnie hiszpański z włoskim akcentem i gestykulacją, gdzie zamiast „j“ wymawiają „sz/ź“;
Wszyscy się całują. Mężczyźni, kobiety, dopiero co spotkani ludzie, nieważne że widzicie się przez 5 minut – witacie i żegnacie się całując z wszystkim (więc wyobraźcie sobie stoł z ponad dwudziestoma osobami do obskoczenia dwukrotnie :))

Hola! As mentioned in previous post today we're continue with Buenos Aires. Before we start, whoever doesn't know who is Grotowski, please check on the website: grotowski.net/eu As it's nice to know who was the Polish guy who is quite known here. So far I was asked about him twice but you'll never know when will be next time for similar discussion!

Well, but let's go back to Buenos Aires. We've stayed here so long as part of the Matej's family leave here. At the beginning of XX century his grandfather's brother moved here and today we were happy to meet his sons with their families. It was such a pleasent and nice time to be with them – talk, eat, drink, discover similarities... Those precious moments will stay with us for a long, long time. We only hope one day we could revenge the same hospitality to them when they will visit us!
We have no words to thank them for all they've done for us. Because of them we could be more close to Argentinian culture, history and cuisine. Thanks to Claudia and Maxi, Eugenia and Dario (and Ciro!), Pablo and Carmen, Juan and Lili, Pablito and Leticia, Karina, Augustina, Francesco, Leo, Paula, Juan Pablo we felt all the time like we're home or with good friends. They've introduced us to many beautiful places near Buenos Aires (trip to Tigre), in Luhen, in Junin (for exampe house where Evita get married and very nice lakes around)... Not to mention all this amazing food they've prepared! Yes, yes, yes – Argentina is a country for a meatlovers. You just cannot resit to not try everything made on parilla, all different types of empanadas, „not fake“ french fries (papas fritas). And when you think you cannot eat more new things are appearing on the table. So you drink wine, mate or terere (cold version of mate) and you try to do your best ;) Of course all this makes you lazy and creating attitude „not to move anywhere“ but... Everything what is good must finish and our trip should go on. Thank you once again for all and we're going to the South.

Of course it's not so easy to get out of Buenos Aires in a cheap way (meaning: by train). On the train station we discovered there is only one train per day to Mar del Plata and all tickets are sold till first week of February. So... welcome Tandil!

And few more facts about Argentina which were not mentioned till now:
In capital of Buenos Aires leaves the biggest Jew community after Israel;
It was only one terrorist attack in the history of Argentina – embassy of Israel was bombed;
It is only couple of years when constitution of Argentina doesn't require from president of the country to be catholic. Previously it was such article. One of the candidates who was muslim changed religion and after winning he builded big mosque in the capital;
In Argentina they do not speak Spanish but cartegano – for me it sounds like Spanish with Italian accent and despite „j“ tehy use „sh“
Everybody are kissing here. Men, women, people you've just met. Even if you see each other for 10 minutes :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz