Hola! Tak jak zapowiedziane dziś
dalsza część Buenos Aires i okolic. Zanim zaczniemy - wszystkich,
którzy nie wiedzą kim był wspomniany w tytule posta odsyłam na
stronę: grotowski.net Bo owszem można wykazać się ignorancją na
miarę pani W., ale miło jest wiedzieć kogo z Polaków tu znają.
Ba! Nie tylko znają, ale obok Stanisławskiego to jego wykładnia
teatru znalazła uznanie na ziemi (teatrze) argentyńskiej i jest
nauczana w uniwersytetach i szkołach akorskich. Mnie pytanie o
polskiego reżysera zaskoczyło na razie dwukrotnie, ale czekam na
dalsze dyskusje. Choć te momentami mogą być utrudnione o ile
znajomość języka angielskiego nie jest tak powszechna a nasze
wygibasy okołohiszpańskojęzyczne pozostawiają wiele do życzenia.
Ale co tam, ważne żeby mówić.
English version at the very bottom :)
Ogólnie rzecz ujmując, gdzieś
na początku ubiegłego wieku brat jego pradziadka – Pavol
zdecydował się na przeprowadzkę do Argentyny. Tu założył
rodzinę i to właśnie z jego potomkami i ich rodzinami mieliśmy
niekłamaną przyjemność spędzić kilka dni. Rodziny Jurka, Palka
i Janka (a w rzeczywistości Jorhe, Pabla i Juana :)) ugościły nas
najlepszym co tylko Argentyna może zaoferować. Spędzone z nimi
chwile zapamiętamy na długie lata – rozmowy, wspólne
biesiadowanie przy suto zastawionych stołach, zorganizowane
specjalnie dla nas indywidualne zwiedzanie stolicy i okolic... Brak
słów po prostu. Nic tylko mieć nadzieję, że kiedyś w podobny
sposób się im zrewanżujemy.
Ale od początku.
Ostatecznie jednak udało nam
się wydostać z Buenos Aires! Nie było to proste ponieważ chcąc
ucieć przed wysokimi cenami postanowiliśmy, że ekonomiczniej
(jakieś 6 razy taniej) będzie pociągiem. W związku z tym, że
obrany przez nas kierunek Mar del Plata okazał się dość
turystycznie obleganą destynacją spragnionych morza Argentyńczyków
bilety wyprzedane były na dwa tygodnie do przodu (dodam, że
pociągów zbyt wielu tu nie ma – jeden dziennie ;)) Po
poszukiwaniach staliśmy się po chwili szczęśliwymi posiadaczami
biletów do miejscowości o dźwięcznej nazwie Tandil. Pożegnani
pysznym śniadaniem i obiadem u Eugenii i Daria, odwiezieni
klimatyzowanym samochodem Maxiego i Claudii zajęliśmy miejsca w
wysoce nieklimatyzowanym pociągu, który kołysząc się po torach
to w prawo to w lewo szczęśliwie powiózł nas dalej...
I na koniec jeszcze kilka
ciekawostek które nie zostały zawarte w poprzednim poście z Buenos
Aires:
Mieszka tutaj największa po
Izraelu społeczność żydowska;
Argentyna w swej historii
przeżyła tylko jeden atak terrorystyczny – wysadzona została
ambasada Izraela;
W Argentynie nie mówi się po
hiszpańsku, ale w w cartegano – jak dla mnie hiszpański z włoskim
akcentem i gestykulacją, gdzie zamiast „j“ wymawiają „sz/ź“;
Wszyscy się całują.
Mężczyźni, kobiety, dopiero co spotkani ludzie, nieważne że
widzicie się przez 5 minut – witacie i żegnacie się całując z
wszystkim (więc wyobraźcie sobie stoł z ponad dwudziestoma osobami
do obskoczenia dwukrotnie :))
Hola! As mentioned in previous
post today we're continue with Buenos Aires. Before we start, whoever
doesn't know who is Grotowski, please check on the website: grotowski.net/eu As it's
nice to know who was the Polish guy who is quite known here. So far I
was asked about him twice but you'll never know when will be next
time for similar discussion!
Well, but let's go back to
Buenos Aires. We've stayed here so long as part of the Matej's family
leave here. At the beginning of XX century his grandfather's brother
moved here and today we were happy to meet his sons with their
families. It was such a pleasent and nice time to be with them –
talk, eat, drink, discover similarities... Those precious moments
will stay with us for a long, long time. We only hope one day we
could revenge the same hospitality to them when they will visit us!
Of course it's not so easy to
get out of Buenos Aires in a cheap way (meaning: by train). On the
train station we discovered there is only one train per day to Mar
del Plata and all tickets are sold till first week of February. So...
welcome Tandil!
And few more facts about
Argentina which were not mentioned till now:
In capital of Buenos Aires
leaves the biggest Jew community after Israel;
It was only one terrorist attack
in the history of Argentina – embassy of Israel was bombed;
In Argentina they do not speak
Spanish but cartegano – for me it sounds like Spanish with
Italian accent and despite „j“ tehy use „sh“
Everybody are kissing here. Men,
women, people you've just met. Even if you see each other for 10
minutes :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz