30.09.2016

Something Ends, Something Begins... or Thank you note

Kochani... Coś się kończy, coś się zaczyna... Nasza wspaniała podróż poślubna musiała w końcu dobiec końca. Pisanie tego posta odwlekałam i odwlekałam, ale w końcu trzeba stawić czoła rzeczywistości. Jesteśmy już w domku, rozpakowaliśmy WSZYSTKO, zaliczyliśmy kilka imprez, jeden festiwal teatralny nawet i w związku z tym, że przyszedł czas na pisanie doktoratu postanowiłam napisać posta :)
Poczytajcie jak to dotłukliśmy się z tego Kazachstanu do domu, troszkę podsumowania i podziękowań wszystkim, dzięki którym ta podróż nie byłaby tak wyjątkowa, wspaniała i fantastyczna.

Kazachstan jak pamiętacie opuszczaliśmy z nieskrywaną radością. 
Czego oczekiwać od tego skrawka Rosji, przez które dane nam będzie dość "szybko" (cóż, pięciodniowa wiza robi swoje) przejechać, nie mieliśmy pojęcia. Okazało się, że odwiedzone przez nas miasta Astrachań, Wołgograd i Woroneż to naprawdę przyjemne miejsca! Architektonicznie plasujące się gdzieś między Lwowem a Moskwą, nie przytłaczające ale też nie prowincjonalne, takie do spacerów i odkrywania. Więc spacerowaliśmy i odkrywaliśmy. Choć czasu nam w istocie brakowało astrachański Kreml zdeptaliśmy, do pomnika wzywającej Matki Ojczyzny i Muzeum Bitwy o Stalingrad dotarliśmy a Matej to nawet kanał Wołga-Don zobaczył i największy na świecie pomnik Lenina. Zresztą, co tu dużo mówić, Matej bardziej tą Rosją był zainteresowany niż ja. Ja już godziny odliczałam do przekroczenia granicy z ukochaną Ukrainą. Bo Ukraina to przecież przyjaciele i drugi dom więc jak tu będąc kilkaset kilometrów od granicy spokojnie się przechadzać po rosyjskich jakby nie było brukach?
Charków, Kijów, Winnica, Iwano-Frankiwsk i Lwów a tutaj tak wspaniałe i kochane twarze Janiny z rodziną, Ani, Oksany, Ulanki z Jurą, Wojtiego, Natalki z Saszą i kochanej Oleńki, która bosą przywitała mnie przed jednym z lwowskich teatrów :)))

Historie, miejsca, spotkania... I ludzie. Przede wszystkim ludzie. Nie tylko na Ukrainie, wszędzie spotykaliśmy się z pomocą, gościnnością i uprzejmością. Oczywiście nie zawsze taką w naszym "polskim" stylu, ale przecież po to podróżujemy nie? Żeby poznawać i rozumieć. Nie wiem na ile nam się udało poznać, a tymbardziej cokolwiek zrozumieć, ale gdybyśmy jeszcze raz stanęli przed decyzją czy rzucić wszystko i wyjechać, wątpliwości byśmy nie mieli. Także - OGROMNE DZIĘKI. Milion ciepłych myśli i życzeń płynie do Was z jesiennej już Bratysławy.

Kilka podsumowań w liczbach (taki przejaw trendu):
Liczba odwiedzonych krajów: 12
Liczba przeżytych lotów samolotem: 4
Liczba krów zjedzonych przeze mnie w Argentynie: co najmniej 3 ;)
Liczba zniszczonych obrączek ślubnych: 1
Liczba prawie zgubionych obrączek ślubnych: 1
Liczba rzeczy ukradzionych: 1 (płaszcz przeciwdeszczowy:D)
Liczba zatruć pokarmowych: 1
Liczba napotkanych dziwnych i momentami szalonych kierowców-przewodników: 1
Liczba ugryzień przez komary: co najmniej milion

Liczba napotkanych wspaniałych ludzi, którym należą się podziękowania: 100 do potęgi nieskończonej :)))


Wszystkim bardzo dziękujemy! Czekamy na Was w Bratysławie!

>>> Rodzinie i przyjaciołom;

>>> Wam towarzyszącym mi w blogowych opowieściach; 

>>>szalonej rodzince argentyńskiej (Claudia&Maxi, Euhenia&Dario&Ciro, Olga, Juan Pablo, Pablo&Carmen, Juan&Lily, Pablito&Leticia, Augustina&Leo, Francesco, Karina

>>> podwożących nas biednych stopujących
>> tirowcom pamiętanym z imienia: Jorge, Gaston, Daniel (Argentyna i Chile) oraz wszystkim pozostałym;
>> oraz: Fernando&Virginia (Penisula Valdes), Cacho (Rio Grande), Ivan&Patricia (kilka dni w Chile), Euhenio (kilka dni w Chile), Johny&drunk family (Karakol lake) oraz pozostałym;

>>> przyjmującym nas couchsurferom: Irene&David (Rio de Janeiro), Glaubert (Rio de Janerio), Eulalia&Greison (Kurytyba), Fabio (Foz de Iguazu), Sebastian (Puerto Madryn), Freddy&Jamais&Kimcze&Norlam&NeWen&Kume (Chile), Victor (Valparaiso), Oscar (Calama), Henry&Juan Carlos (Arequipa), Lisa (Guayaquill), Juan (Cuenca), Natali&Hugo (), Mathias (), Leslie (Puno), Andres (Quito), Bru&Lolo (Medellin), Ling (Szanghaj), Isou (Xian), Diana (Chengdu)

>>> goszczącym nas nie-couchsurferom: Oscar&Irene (Santiago), Euhenio&family (Santiago), Ivan&Patricia (Santiago), Fabiola&Pablo(Santiago), Javier San Juan (Brusselas), Sunny (Tajping), Aj Dżamal (Karakol lake), Szekerbek (Karakol Lake)

>>> towarzyszącym nam w jakimś etapie podróży: Firet&Paz, Michael&Urpi, Chan, Eden&family, Lenka&Jarda, Gabriella, Reece&San

>>> przewodnikom Free walking tours w Buenos Aires, Valparaiso, Cuzco oraz mnichowi-śmieszkowi z Labrangu


>>> i jeszcze tym "zrzeszonym w organizacjach": pan właściciel w Shakana Hostel (Puerto Natales), Juan Carlos z Bajo Caracoles, Jesus z San Andres Expediciones (Potosi), Jose z agencji Escorpion (Rurrenabaque), załoga Let's Go Bananas hostel (Cuzco), Amigo Hostel (Almaty), Yak Tours (Karakol) oraz dziewczyna z Mystical Tatoos w Cuzco ;)

Podpisano: 
Bardzo szczęśliwi MY


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz