Kochani...
Coś się kończy, coś się zaczyna... Nasza wspaniała podróż
poślubna musiała w końcu dobiec końca. Pisanie
tego posta odwlekałam i odwlekałam, ale w końcu trzeba stawić
czoła rzeczywistości. Jesteśmy
już w domku,
rozpakowaliśmy
WSZYSTKO,
zaliczyliśmy kilka imprez, jeden festiwal teatralny nawet i w
związku z tym, że przyszedł czas na pisanie doktoratu postanowiłam
napisać posta :)
Poczytajcie
jak
to dotłukliśmy się z tego Kazachstanu do domu, troszkę
podsumowania
i podziękowań
wszystkim, dzięki którym ta podróż nie byłaby tak wyjątkowa,
wspaniała i fantastyczna.
Kazachstan
jak pamiętacie opuszczaliśmy z nieskrywaną radością.
Czego
oczekiwać od tego skrawka Rosji, przez które dane nam będzie dość
"szybko" (cóż, pięciodniowa wiza robi swoje) przejechać,
nie mieliśmy pojęcia. Okazało się, że odwiedzone przez nas
miasta Astrachań, Wołgograd i Woroneż to naprawdę przyjemne
miejsca! Architektonicznie plasujące się gdzieś między Lwowem a
Moskwą, nie przytłaczające ale też nie prowincjonalne, takie do
spacerów i odkrywania. Więc spacerowaliśmy i odkrywaliśmy. Choć
czasu nam w istocie brakowało astrachański Kreml zdeptaliśmy, do
pomnika wzywającej Matki Ojczyzny i Muzeum Bitwy o Stalingrad
dotarliśmy a Matej to nawet kanał Wołga-Don zobaczył i największy
na świecie pomnik Lenina. Zresztą, co tu dużo mówić, Matej
bardziej tą Rosją był zainteresowany niż ja. Ja już godziny
odliczałam do przekroczenia granicy z ukochaną Ukrainą. Bo Ukraina
to przecież przyjaciele i drugi dom więc jak tu będąc kilkaset
kilometrów od granicy spokojnie się przechadzać po rosyjskich
jakby nie było brukach?
Charków, Kijów, Winnica,
Iwano-Frankiwsk i Lwów a tutaj tak wspaniałe i kochane twarze
Janiny z rodziną, Ani, Oksany, Ulanki z Jurą, Wojtiego, Natalki z
Saszą i kochanej Oleńki, która bosą przywitała mnie przed jednym
z lwowskich teatrów :)))
Historie, miejsca,
spotkania... I ludzie. Przede wszystkim ludzie. Nie tylko na
Ukrainie, wszędzie spotykaliśmy się z pomocą, gościnnością i
uprzejmością. Oczywiście nie zawsze taką w naszym "polskim"
stylu, ale przecież po to podróżujemy nie? Żeby poznawać i
rozumieć. Nie wiem na ile nam się udało poznać, a tymbardziej
cokolwiek zrozumieć, ale gdybyśmy jeszcze raz stanęli przed
decyzją czy rzucić wszystko i wyjechać, wątpliwości byśmy nie
mieli. Także - OGROMNE DZIĘKI. Milion ciepłych myśli i życzeń
płynie do Was z jesiennej już Bratysławy.
Kilka podsumowań w liczbach (taki przejaw trendu):
Liczba odwiedzonych krajów:
12
Liczba
przeżytych lotów samolotem: 4
Liczba
krów zjedzonych przeze mnie w Argentynie: co najmniej 3 ;)
Liczba
zniszczonych obrączek ślubnych: 1
Liczba
prawie zgubionych obrączek ślubnych: 1
Liczba
rzeczy ukradzionych: 1 (płaszcz przeciwdeszczowy:D)
Liczba zatruć pokarmowych: 1
Liczba
napotkanych dziwnych i momentami szalonych kierowców-przewodników:
1
Liczba ugryzień przez komary:
co najmniej milion
Liczba
napotkanych wspaniałych ludzi, którym należą się podziękowania:
100 do potęgi nieskończonej :)))
Wszystkim bardzo dziękujemy! Czekamy na Was w Bratysławie!
>>> Rodzinie i przyjaciołom;
>>> Wam
towarzyszącym mi w blogowych opowieściach;
>>>szalonej rodzince
argentyńskiej (Claudia&Maxi, Euhenia&Dario&Ciro, Olga,
Juan Pablo, Pablo&Carmen, Juan&Lily, Pablito&Leticia,
Augustina&Leo, Francesco, Karina
>>> podwożących nas biednych stopujących
>> tirowcom pamiętanym z
imienia: Jorge, Gaston, Daniel (Argentyna i Chile) oraz wszystkim pozostałym;
>> oraz: Fernando&Virginia (Penisula Valdes), Cacho (Rio Grande),
Ivan&Patricia (kilka dni w Chile), Euhenio (kilka dni w Chile),
Johny&drunk family (Karakol lake) oraz pozostałym;
>>> przyjmującym nas
couchsurferom: Irene&David (Rio de Janeiro), Glaubert (Rio de
Janerio), Eulalia&Greison (Kurytyba), Fabio (Foz de Iguazu),
Sebastian (Puerto Madryn), Freddy&Jamais&Kimcze&Norlam&NeWen&Kume
(Chile), Victor (Valparaiso), Oscar (Calama), Henry&Juan Carlos
(Arequipa), Lisa (Guayaquill), Juan (Cuenca), Natali&Hugo (),
Mathias (), Leslie (Puno), Andres (Quito), Bru&Lolo (Medellin),
Ling (Szanghaj), Isou (Xian), Diana (Chengdu)
>>> goszczącym nas
nie-couchsurferom: Oscar&Irene (Santiago), Euhenio&family
(Santiago), Ivan&Patricia (Santiago), Fabiola&Pablo(Santiago),
Javier San Juan (Brusselas), Sunny (Tajping), Aj Dżamal (Karakol
lake), Szekerbek (Karakol Lake)
>>> towarzyszącym nam w jakimś
etapie podróży: Firet&Paz, Michael&Urpi, Chan, Eden&family,
Lenka&Jarda, Gabriella, Reece&San
>>> przewodnikom Free walking
tours w Buenos Aires, Valparaiso, Cuzco oraz mnichowi-śmieszkowi z
Labrangu
>>> i jeszcze tym "zrzeszonym
w organizacjach": pan właściciel w Shakana Hostel (Puerto
Natales), Juan Carlos z Bajo Caracoles, Jesus z San Andres
Expediciones (Potosi), Jose z agencji Escorpion (Rurrenabaque),
załoga Let's Go Bananas hostel (Cuzco), Amigo Hostel (Almaty), Yak
Tours (Karakol) oraz dziewczyna z Mystical Tatoos w Cuzco ;)
Podpisano:
Bardzo szczęśliwi MY



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz