30.03.2012

Z Taboretem do oceanu...

"Powiedziałbym, że to rodzaj sztuki eksperymentalnej. Jeśli chodzi o mnie, sam nie wiem... Myślę, że dla każdego z osobna wiąże się to  z sensem życia w ogóle, jego życia, a sens życia według mnie leży w poznaniu. I jeśli zajmujesz się czymś i jednocześnie dowiadujesz się czegoś o sobie, o świecie to jest super" 
Dmytro Kanter

źródło: http://lorna-l.livejournal.com/204497.html

Niektórym do szczęścia potrzebne jest mieszkanie w centrum miasta, wygodny samochód, stała praca, ale są też tacy dla których słowo "szczęście" zawiera się w słowach "przygoda", "zaskoczenie", "podróż". I nieważne jest dla nich, że w kieszeniach mają kilkanaście dolarów...Tylko ci drudzy wpaść mogą na pomysł "gry" doprowadzenia do 4 oceanów 4 kuchennych taboretów, zamurowania ich niczym pomnika nad brzegiem oceanu i postawienia obok niego flagi państwowej. Pomnik zwycięstwa nad siedzącym trybem życia. Na taki pomysł wpadła grupa młodych Ukraińców i co więcej - pomysł ten udało im się zrealizować i udokumentować.

W winnickim Centrum Sztuki Współczesnej w dniach 29-30.03.2012 odbył się pokaz filmowej trylogii "Z Taboretem przez Himalaje" pokazującej podróż kijowskich zapaleńców szlakiem: Ukraina - Rosja - Chiny - Tybet - Nepal - Indie - Sri-Lanka. 80 tysięcy kilometrów przebytych w przeciągu 90 dni. Osiem osób, dwie kamery i jeden aparat. Najmłodszy uczestnik wycieczki - 18 lat, najstarszy - 25. Każdy miał w kieszeni 33 dolary i 33 centy. Rezultat? Niesamowite opowieści, wspomnienia, doświadczenia i 100 godzin materiału filmowego, którego fragmenty złożyły się na wyżej wspomnianą trylogię.
Pierwszego wieczoru winniczanie obejrzeć mogli pierwszą część: "Królewski koń albo Taboret w Mongolii". Drugiego dnia odbyła się prezentacja drugiej części "Tybet-Nielegal" oraz spotkanie z jednym z uczestników-pomysłodawców wyprawy - Dmytrem Kanterom. Trzecia część filmu - "The Stool" zaprezentowana była dwa dni później.

Kilka fotek ze spotkania tutaj-> Z Taboretem do oceanu

22.03.2012

"Mówi Iwano-Frankowsk!" O huculskim punk-folku słów kilka

Przed wyjazdem na Ukrainę troszkę sobie jeździłam pociągami po Polsce. W czasie jednego z powrotów do Krakowa spotkałam w pociągu dwie dziewczyny - Aśkę i Maję. Podróż miała być długa, ja byłam zmęczona, po wejściu do mojego przedziału dziewczyny z dzieckiem nie byłam zbyt zachwycona...
Jestem na Ukrainie parę miesięcy - kto odwiedza mnie tutaj jako pierwszy? No właśnie Aśka - "dziewczyna z pociągu". Jakkolwiek absurdalnie i pokręcenie by to nie brzmiało. Cóż, jednym słowem - i w polskim PKP spotkać można ludzi pozytywnych. 
W nagrodę za dzielne spisanie się w pierwszej podróży na dziki wschód (do tego samotnej!) zaprosiłam Aśkę na koncert Perkalaby, jednego z bardziej rozpoznawalnych zespołów ukraińskich. Jeśli kiedykolwiek myśleliście, że nie da się połączyć w jedno - reggae, folku i punku, nie mieliście racji. Świadczy o tym choćby istnienie wspomnianej Perkalaby - grupy powstałej w 1998 roku w Iwano-Frankowsku (używanie nazwy Stanisławów nie wydaje się tutaj odpowiednie).
Nazwa zespołu nawiązuje do niewielkiej ukraińskiej miejscowości Perkalaba położonej w Karpatach, w której do lat 80. XX w. znajdował się duży szpital psychiatryczny, w którym przymusowo przetrzymywano osoby sprzeciwiające się systemowi panującemu w ZSRR. Zamykani tam byli również niepokorni artyści i osoby żyjące w myśl zasad innych niż te wyznaczane przez władzę komunistyczną. 
Muzyka Perkalaby inspirowana jest muzyką etniczną z całego świata choć najlepiej czuć brzmienia charakterystyczne dla różnych regionów Ukrainy - Huculszczyzny, Bukowiny i Zakarpacia.Z ich bogatej dyskografii wymienić należy przede wszystkim: "Horrry!", "Qzzaargh vs Perkałaba" i (moja ulubiona) "Howoryt' Iwano-Frankowsk!" 

Kilka zdjęć z koncertu na którym szalałyśmy z Aśką tutaj -> koncert Perkalaby 



Chyba moja ulubiona piosenka Perkalaby: Paragwaj :)

15.03.2012

Wiosenne spotkanie - albo - prezentacja sukcesów pedagogicznych...

Kacwin&kids
O mojej niechęci do dzieci wie zdecydowana większość znajomych. Wielkie zatem zdziwienie wywołała informacja, że jedna z moich grup języka polskiego składa się wyłącznie z 9-10 latków. I co więcej - jest to moja ulubiona grupa! 
Świat staje na głowie... Kacwin lubi dzieci...
To prawda. Kacwin lubi dzieci i jak się okazuje potrafi się z nimi porozumieć. Ale dotyczy to jedynie wybranych dzieci :) Kochani moi przyjaciele - nie bójcie się - rozwrzeszczane, płacząco-wydzierające się katastrofy nadal pozostają w obszarze mojej niechęci i wzroku "Odejdź stąd!".

Dzierżenie kaganka oświata nie jest zajęciem łatwym. Dopiero kiedy samemu spróbuje się stanąć po tej ciemnej stronie mocy można zrozumieć, co mieli na myśli nasi dziadowie wymyślając przekleństwo "obyś cudze dzieci uczył". Zaiste, ciężki to kawałek chleba. Chylę czoło przed wszystkimi nauczycielami, których spotkałam w swym 25-letnim życiu a których pracy nie doceniałam. 

Ale do rzeczy...

Wlad, Witia i Nazar
Sasza, Katia i Ania
Z grupą pięcioklasistów na lekcjach języka polskiego spotykam się jakoś od grudnia. Już pierwsze zajęcia z nimi uświadomiły mi, że będziemy się lubić. Bo jak tu nie lubić dzieciaków, które: są grzeczne, nie krzyczą, jeśli za dużo mówią nie na temat po zwróceniu uwagi od razu się uspokajają, które w obliczu kryzysu "potencjalnego nie otrzymania wizy przez mnie" stwierdzają, że albo mnie gdzieś schowają, albo powiedzą, że jestem Ukrainką, albo pójdą protestować, obsypują Cię kwiatami na Dzień Kobiet (i z innych okazji), zadają milion pytań testujących twoją znajomość języka, kultury, literatury, komplementują twój wygląd pytając "gdzie kupiłaś takie piękne kolczyki? ładnie Ci w nich. chciałbym kupić takie mamie"...itd, itd....
Imiona tych urwisów: Kateryna, Ania, Dasza, Margo, Aleksandra, Wlad, Wiktor, Nazar, Aleksander. I oczywiście ich wspaniała nauczycielka, która namówiła mnie na prowadzenie lekcji polskiego z nimi - Ludmyła (dodam, że przymiotnik wspaniała jest jak najbardziej na miejscu, ponieważ nie jest regułą, że wszystkie nauczycielki tutaj mają tyle oleju w głowie co ona;))


I tak spotykamy się raz albo dwa razy w tygodniu z nimi i zgłębiamy tajniki naszego pięknego polskiego języka. W najbliższym czasie wybierają się moje dzieciaki na wycieczkę do Polski. W planie mają Kraków, Wieliczkę, Wrocław. Prócz tego chcą jeszcze odwiedzić Lwów i Drezno. W związku z zbliżającym się terminem wyjazdu ich zainteresowanie tym co potencjalnie mogą zobaczyć sięga zenitu i "normalne" lekcje prowadzić ciężko. I zamiast tego śpiewamy, recytujemy, opowiadamy...

Kacwin, Pan konsul i dzieciaki
Swoją wiedzę i umiejętności dzieciaki miały okazję niedawno zaprezentować. Zaproszenie na spotkanie przyjął i zjawił się u nas konsul RP w Winnicy Pan Damian Ciarciński. Na początek podjął wyzwanie wytłumaczenia dzieciom kim jest konsul i czym się zajmuje (z sukcesem :)). Dzieciaki szybko przełamały barierę pewnej nieśmiałości i poszło: wierszyki, opowiadanie legend, pytania do Pana konsula i wspólne śpiewanie. I niespodzianka - Pan konsul obdarował przyszłych biegłych "użytkowników" języka polskiego drobnymi podarunkami w postaci książek, map Polski, gier i rozmaitych akcesoriów. Dziękujemy!

Krótki mix tego co się działo zobaczycie poniżej, a więcej zdjęć mojej ukochanej grupy w albumie "Pięcioklasiści".

Jeszcze raz dziękuję za udział w spotkaniu Panu konsulowi Damianowi Ciarcińskiemu. Mam nadzieję, że to nie nasze ostatnie spotkanie :)

8.03.2012

8 Marta! Witam!

"moje" dzieciaki  :)
No ba!
W tym roku Dzień Kobiet zaczęłam świętować już 6 marca :) Wszystko przez moje kochane dzieciaki z pierwszej szkoły, które od progu gdy weszłam do sali zaatakowały mnie z różami, tulipanami i czekoladkami krzycząc: "Марта Вітаємо Тебе з 8 березня!" 
Następnego dnia miałam zajęcia z grupami dorosłych - tutaj również  mnie przywitano (na szczęście już bez kwiatów) z tym wspaniałym świętem kobiecym. Wcześniej jeszcze - przygotowując się do zajęć w bibliotece, załapałam się na koncert chłopięcego chóru Akademii Muzycznej, przygotowanego specjalnie dla wspaniałych Pań pracujących tutaj:)
bombonierka
Zaiste święto wspaniałe - zwłaszcza tutaj, na Ukrainie. Myślę, że w Polsce nie doceniamy możliwości jakie ono niesie ze sobą. Międzynarodowy Dzień Kobiet na Ukrainie jest świętem państwowym, wolnym od pracy. W tym roku wypadł on w czwartek - zatem jak sami się domyślacie doszedł do tego długi weekend ;)
Ukraińcy - gdybyście nie wiedzieli - to mężczyźni szarmanccy, którzy kobiety kwiatami na codzień niemal obsypują. Możecie się zatem domyślić jakie zatrzęsienie w kwiaciarniach i sklepach panuje tutaj 8 marca. O paniach nie zapomina również lokalna władza i tak np. obok budynku Rady Miejskiej w Winnicy pojawiły się zrobione z lampek tulipany :D (Co uwiecznić na zdjęciu mi się udało). Nawet pudełka czekoladek wyglądają tego dnia jakoś inaczej...
Tulipany przed urzędem
kolekcja :)
Mnie właściwie do szczęścia już nic w tym dniu nie było potrzebne- były czekoladki, było wino.
I humor na szczęście od rana dopisywał - wszystko dzięki Panu Premierowi Donaldu Tusku (dziękuję za życzenia, również uważam, że tyramy, i że życie kobiet w Polsce musi być lepsze) Buranowskim Babuszkom oraz moim niezastąpionym Stachowiczanom (którzy podjęli trud konwersacji i zadumaliśmy się wspólnie nad dniem tym szczególnym).
Wieczór spędzony w wspaniałym towarzystwie Grzegorza i Natalii w pubie o dźwięcznej nazwie "Nicolaus", gdzie na saksofonie grano i kwiaty wszystkim paniom rozdawano :)

Donaldu Tusku
Jak reagować na kwiaty - krótka lekcja

I jeszcze poniżej Buranowskie Babuszki - reprezentacja Rosji na Eurowizję 2012!


7.03.2012

Księga zdarzeń zawsze otwarta w połowie... Wieczór poezji Wisławy Szymborskiej

Kacwin
Z biernego uczestnika wydarzeń mających miejsce w Księgarni "Є" przemianowałam się wczorajszego wieczoru na uczestnika czynnego. Razem z managerem mojej ulubionej winnickiej księgarni - Oleksandrem Veszeleni (Олександр Вешелені), za "błogosławieństwem" czy jak to się mówi "pod patronatem" konsulatu RP w Winnicy zorganizowaliśmy wieczór poezji poświęcony pamięci Wisławy Szymborskiej. 

Jako osobie dzierżącej kaganek oświaty przyszło mi na początek powiedzieć kilka słów o Szymborskiej. Mówić mogę sporo jak większość z Was wie - również i w tym temacie. Uwinęłam się tym razem dość szybko, ale chyba tylko dzięki temu, że bardziej zależało mi na prezentacji fragmentów filmów o Szymborskiej z uczestnictwem samej poetki (głównie maleńkie, ciekawe fragmentu z długiego i niekoniecznie w całości fajnego filmu Kolendy-Zalewskiej "Chwilami życie bywa znośne"; pomocą w stworzeniu był - jak zwykle nieoceniony - youtube:)). Później przemówić miała poezja...

I tak i ona przemówiła - w polskiej naszej ojczystej mowie moimi ustami,a w wariancie ukraińskim ustami winnickiego poety Dmytra Sztofela (Дмитро Штофел). On również opowiadał później o wierszach Szymborskiej, jej eseistyce oraz przemówieniu po otrzymaniu Nagrody Nobla. Kilka słów refleksji dodało od siebie dwoje innych poetów winnickich: Kateryna Kalytko (Катерина Калитко) oraz Wasyl Pastuszyna (Василь Пастушина). 

                                                                              Dmytro czyta wiersz Szymbrskiej

Vasyl Pastuszyna
Na koniec zgromadzonej publiczności zaproponowaliśmy podzielenie się z nami refleksjami, które nasunęły im na myśl nasze wystąpienia. Spośród sentencji "komisja" składająca się z 3 poetów wybrała dwie i osoby te otrzymały piękny album z wierszami Szymborskiej (po polsku i ukraińsku) "Może to wszystko". Niespodzianką było wystąpienie z wierszem małej dziewczynki, która wyrecytowała nam wiersz Szymborskiej oraz podarowała rysunek z dziecięcym wyobrażeniem świata przedstawionego w wierszu (ona również otrzymała od nas książkowy podarunek).
Nasz event spotkał się ze sporym zainteresowaniem ze strony lokalnej społeczności. Do księgarni "Є" przybyli oni tłumnie - miejsc siedzących zabrakło, ale nawet ten spory tłum ludzi stojących dotrzymał do końca. Zdjęć niewiele (w związku z tym, że byłam w innym charakterze i tylko kilka samodzielnie zrobiłam za resztę dziękuję Irenie Skoriak:)) można obejrzeć pod linkiem podanym poniżej: