| Zamiast wiewiórek |
Rio
de Janeiro... Nasz pierwszy przystanek w Ameryce Południowej. Miasto
tak niezwykłe, że nasz pobyt tutaj zdecydowaliśmy się przedłużyć.
Bo Rio nie można po prostu zaliczyć. By poczuć atmosferę miasta
warto leniwe i niespieszne przechadzać się po sennych zakamarkach
Santa Terezy, pospacerować wzdłuż piaszczystych plaż Copacabany,
Ipanemy czy Flamengo, odwiedzić uliczne targi, zajadać się
miejscowymi specjałami, wdrapać się na jedno z okolicznych
wzniesień by delektować się widokiem, nad którym czuwa sam
Chrystus.
To
wszystko a nawet i więcej udało nam się w kilka dni. Choć niemała
w tym zasługa naszych gospodarzy – najpierw przesympatycznej pary
Irene i Davi a później Glaubert.
English version at the very bottom ;)
| Tu nas zabrał Davi |
Kolejnemu
z nich Glaubertowi, brazylijskiemu dziennikarzowi, zawdzięczamy
nocną odsłonę Rio. Choć w jego mieszkaniu w dzielnicy Flamengo
spędziliśmy jedynie jedną noc to wystarczyło by poczuć, że
przygotowania do karnawału ruszyły – place dzielnic zapełniają
się miejscowymi, którzy przy rytmie dzwięków samby niespiesznie
sączą piwo kupione od przechodnych samozwańczych sprzedawców.
Niby nielegalnie sprzedają, ale kto by się przejmował skoro wokół
i tak roznosi się zapach popalanych skrętów z marihuany.
| Favela |
Ale
trzeba pamiętać, że Rio to nie tylko plaże, góry i wycieczki. To
miasto kontrastów, gdzie przepych przeplata się z skrajnym
ubóstwem. Spora część obywateli mieszka w dzielnicach dalekich od
widoków, do których przywykliśmy z pocztówek. Favele nie są
zielone, brak tam infrastruktury, domy budowane są jeden na
drugim... W żadnej z najbiedniesjzcyh faveli nie zdążyliśmy być,
choć nasz spacer przy zejściu z Dwóch Braci przez dzielnicę
Vidigao dał nam obraz życia w stłoczonej, tętniącej życiem,
zatęchłej dzielnicy.
To
tyle z Rio. Właściwie to o wiele więcej ale nie marnujemy czasu i
zamiast pisać ruszamy na południe!
| Widok z "restauracji" w Santa Tereza / Vieuw from on of Santa Tereza's "restaurants" |
| Kacwin i teatr |
All
of that we've succeded to do because of our wonderfull hosts –
Irene and Davi for first days and Glaubert on our last night.
Irene
and Dawi treated us as a pair of really good friends. They hosted us
in their beautiful apartment near the lake Logao and took a lot of
their time to show us around and explain us things we couldn't know.
Thanks to them we discovered that Rio isn't only nice turistic
destination but also very pleasent place to settle. However I can
imagine how difficult it could be for us if we ever decided to do so.
There would be so many new things to learn – starting from very
melodic but saying you nothing language, on huge amount of types of
fruits ending. But I quess our efforts would be awarded – the
vieuws, unique nature, rainforests, palm trees on the streets,
wonderful tapiocas (kind of kebab(?) from maniok with cheese and
coconut), different types of bananas and last but not least –
meetings with cariocas, how local people call themselfs.
One
of them – Claubert, brazilian journalist showed us nightlife of
Rio. In his apartment in Flamengo quarter we spent only one night but
it was enough to see that preparations to big Rio's carnaval already
started. Claubert took us to one of the square's where people play
music, dance and slowly sip bears talking with friends. Enjoying
life.
Still,
we should remember that Rio it's not only sandy beaches, mountains
and samba. This is the city of contrasts where rich and famous meets
poor and dangerous. A poor quarters of the city , called favelas
aren't green at all, people leave there in smalls houses built one on
the other, it's hot and dangerous. Unfortunately we didn't have a
chance to look into very poor favelas but walking madness ride up to
Two Brothers and then walking down by streets of Vildigao gave us at
least some idea of favela.
That's
all from Rio! Well, there is more but we don't have time to write
everything.
We're
heading South! Stay tunned!
| Just Rio... |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz