10.01.2016

Resting in Rio...

Zamiast wiewiórek
Rio de Janeiro... Nasz pierwszy przystanek w Ameryce Południowej. Miasto tak niezwykłe, że nasz pobyt tutaj zdecydowaliśmy się przedłużyć. Bo Rio nie można po prostu zaliczyć. By poczuć atmosferę miasta warto leniwe i niespieszne przechadzać się po sennych zakamarkach Santa Terezy, pospacerować wzdłuż piaszczystych plaż Copacabany, Ipanemy czy Flamengo, odwiedzić uliczne targi, zajadać się miejscowymi specjałami, wdrapać się na jedno z okolicznych wzniesień by delektować się widokiem, nad którym czuwa sam Chrystus.
To wszystko a nawet i więcej udało nam się w kilka dni. Choć niemała w tym zasługa naszych gospodarzy – najpierw przesympatycznej pary Irene i Davi a później Glaubert.

English version at the very bottom ;) 


Tu nas zabrał Davi
Irene i Davi mieszkający w malowniczo położonej części przy jeziorze Lagoa ugościli nas niczym parę dobrych przyjaciół – dzięki rozmowom z nimi, podążaniem za ich radami odkryliśmy Rio nie tylko turystyczne, ale po prostu fajne miasto do życia. Choć trzeba przyznać, że pewnie gdybyśmy kiedyś zdecydowali się na przeprowadzkę tutaj sporo czasu zajęłoby nam uczenie się nowości – począwszy od melodyjnego aczkowiek niewiele nam mówiącego języka po nazwy i rodzaje owoców, o których istnieniu do tej pory nie mieliśmy pojęcia. Ale chyba byłoby warto... Choćby dla tych widoków, jedynej w swoim rodzaju przyrody, lasów tropikalnych na wyciągniecie ręki, palm wyrastających wszędzie, rewelacyjnych tapiocas (smażonych placków z manioku, z dodatkiem sera, kokosu, bananów...), kilku rodzajów słodkich bananów i przede wszystkim – spotkań z cariocas, jak nazywają siebie miejscowi.

Kolejnemu z nich Glaubertowi, brazylijskiemu dziennikarzowi, zawdzięczamy nocną odsłonę Rio. Choć w jego mieszkaniu w dzielnicy Flamengo spędziliśmy jedynie jedną noc to wystarczyło by poczuć, że przygotowania do karnawału ruszyły – place dzielnic zapełniają się miejscowymi, którzy przy rytmie dzwięków samby niespiesznie sączą piwo kupione od przechodnych samozwańczych sprzedawców. Niby nielegalnie sprzedają, ale kto by się przejmował skoro wokół i tak roznosi się zapach popalanych skrętów z marihuany.
Favela

Ale trzeba pamiętać, że Rio to nie tylko plaże, góry i wycieczki. To miasto kontrastów, gdzie przepych przeplata się z skrajnym ubóstwem. Spora część obywateli mieszka w dzielnicach dalekich od widoków, do których przywykliśmy z pocztówek. Favele nie są zielone, brak tam infrastruktury, domy budowane są jeden na drugim... W żadnej z najbiedniesjzcyh faveli nie zdążyliśmy być, choć nasz spacer przy zejściu z Dwóch Braci przez dzielnicę Vidigao dał nam obraz życia w stłoczonej, tętniącej życiem, zatęchłej dzielnicy.

To tyle z Rio. Właściwie to o wiele więcej ale nie marnujemy czasu i zamiast pisać ruszamy na południe!
Widok z "restauracji" w Santa Tereza / Vieuw from on of Santa Tereza's "restaurants"
 
Wnętrze restauracji / Inside restaurant

Kacwin i teatr
Rio de Janeiro... Our first stop in South America. City so amazing that our stay here was prolonged as you can't just „tick“ Rio on your travel map by passing. To get the atmosphere of the city it's better to slow down and walk trough small streets of Santa Tereza, walk on sandy beaches of Copacabana, Ipanema or Flamengo, visit local markets with fresh food, eat delicious meals prepared by smily sellers on the streets, hike to one of the hills nearby and enjoy the vieux Christ himself is watching.
All of that we've succeded to do because of our wonderfull hosts – Irene and Davi for first days and Glaubert on our last night.

Irene and Dawi treated us as a pair of really good friends. They hosted us in their beautiful apartment near the lake Logao and took a lot of their time to show us around and explain us things we couldn't know. Thanks to them we discovered that Rio isn't only nice turistic destination but also very pleasent place to settle. However I can imagine how difficult it could be for us if we ever decided to do so. There would be so many new things to learn – starting from very melodic but saying you nothing language, on huge amount of types of fruits ending. But I quess our efforts would be awarded – the vieuws, unique nature, rainforests, palm trees on the streets, wonderful tapiocas (kind of kebab(?) from maniok with cheese and coconut), different types of bananas and last but not least – meetings with cariocas, how local people call themselfs.
Selaron

One of them – Claubert, brazilian journalist showed us nightlife of Rio. In his apartment in Flamengo quarter we spent only one night but it was enough to see that preparations to big Rio's carnaval already started. Claubert took us to one of the square's where people play music, dance and slowly sip bears talking with friends. Enjoying life.

Still, we should remember that Rio it's not only sandy beaches, mountains and samba. This is the city of contrasts where rich and famous meets poor and dangerous. A poor quarters of the city , called favelas aren't green at all, people leave there in smalls houses built one on the other, it's hot and dangerous. Unfortunately we didn't have a chance to look into very poor favelas but walking madness ride up to Two Brothers and then walking down by streets of Vildigao gave us at least some idea of favela. 

That's all from Rio! Well, there is more but we don't have time to write everything.
We're heading South! Stay tunned!

Just Rio...

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz