Mam lęk wysokości. Strach paraliżuje mnie w samolocie, w górach,
ale i na siódmym piętrze bloku, w którym mieszkamy. Gruzja to
Kaukaz. Po co się tam pchać z lękiem wysokości? Z drugiej strony
wiem, że uprawiający wspinaczkę Matej „z całej tej przyrody“
najchętniej widziałby się w górach. Może nie będzie tak źle,
myślę, i ze wszystkich opcji wybieram to, co uznaję za najmniejsze
– Tuszetia. Dostać możemy się jeepem przez przesmyk Abano Pass
(2850 m.n.p.m.).
3.09.2013
1.09.2013
Za bolszewikiem z granitu
Do Gori co roku, zwłaszcza w miesiącach letnich, ciągną tłumy.
Również Polaków. Być w Gruzji i nie zobaczyć miejsca, w którym
urodził się „bolszewik z granitu“, odpowiedzialny za
śmierć kilkudziesięciu milionów ludzi? Cóż, prawdę
powiedziawszy byłabym w stanie to sobie wyobrazić. Ale jesteśmy
razem. Podróżując z człowiekiem, którego fascynacje czasami dość
mocno różnią się od twoich, musisz wybierać: rozdzielacie się
albo ćwiczycie sztukę kompromisu nawet w trakcie podróży. Ja
wybieram opcję nr 2 i idę do marmurowego skansenu, w którym, jak
się okazuje, czas zatrzymał się w roku 1953 – przewodnik
recytuje gotowe frazy, pokazuje stalinowskie pamiątki, recytuje
fragmenty z listów do matki Josifa...30.08.2013
Przypadek: Gruzja
Po pierwsze: jak?
Jeśli chodzi o transport – wątpliwości nie było. Postanowiliśmy
poruszać się w miarę możliwości autostopem, wystrzegając się
utartych szlaków turystycznych oraz nie planując trasy zanadto do
przodu. Ci, którzy choć raz byli w Gruzji z pewnością zrozumieją,
dlaczego dość szybko zaczęliśmy dziękować Stwórcy, że to nie
Gruzini wymyślili prawa ruchu drogowego. Tylko tutaj może powstać
korek przy wyprzedzaniu, auta mogą być prowadzone przez
czternastoletnich chłopców („Spokojnie, on jak miał 9, to już
tędy jeździł!“), pasy bezpieczeństwa stanowią miły, acz
niepotrzebny dodatek (zepsute można na wypadek widoku policji
przerzucić przez ramię i zahaczyć o ręczny), pierwszeństwo
sygnalizuje się trąbieniem, zaś szczytem bohaterstwa jest
przejście przez ulicę w Tbilisi. „Eto Gruzja!“ – jak
słyszeliśmy nader często.
8.02.2013
Pierwszy wpis w Nowym Roku AD 2013 :)
Kochani,
fajnie że chcecie żebym nadal tutaj się rozpisywała. Niestety czasu ostatnio brakuje na blogowe pisaniny. Żebyście nie myśleli, że misja-Winnica odeszła w zapomnienie i nic już "ukraińskiego" nie robię, polecam przeczytanie mojego artykułu na portalu Eastbook.eu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

