23.10.2011

Ja wiem, że ty wiesz, że ja wiem...


"Ja wiem, że ty wiesz, że ja wiem"
Spotkań z ukraińską kulturą ciąg dalszy...

Księgarnia "Є" tym razem zorganizowała spotkanie winnickich czytelników z Iren Rozdobu'dko oraz  Igorem Żukiem. Okazją ku temu było wydanie nowej książki Iren - "Ja wiem, że ty wiesz, że ja wiem" (<<Я знаю що ти знаєш що я знаю>>) oraz płyty z poezją jej męża, Igora Żuka, "Listy".
Spotkanie przebiegło w miłej atmosferze - Iren przybliżyła postaci bohaterów swojej nowej książki, opowiedziała o swoim podejściu do wyjazdów zagranicznych ("ucieczek z Ukrainy"), o swojej współpracy z Igorem, o swoim życiu, pisaniu, przekładach swoich książek... 

Zdjęcia -> galeria

Polska Wikipedia nic nie wie w temacie więc dla niewtajemniczonych słów kilka o Iren Rozdobud'ko oraz Igorze Żuku. 

Iren Rozdobud'ko

Iren Rozdobud'ko
Urodziła się 3 listopada 1962 roku w Doniecku. Ukończyła dziennikarstwo na Uniwersytecie Kijowskim. Pracowała jako telegrafistka, dziennikarka oraz prowadząca program w radiu. Od 1988 roku mieszka w Kijowie gdzie pracowała min w gazecie "Родослав", jako korektor czasopisma  "Współczesność" ("Сучасність" ), jako felietonistka w pierwszym i drugim programie ukraińskiego radia oraz gazecie "Всеукраїнські відомості", jako zastępca redaktora w czasopiśmie "Наталі", jako główny redaktor gazety "Караван історій. Україна"oraz jako dziennikarka w gazecie "Академія". Zajmowała również stanowiska absolutnie nie związane ze swoim zawodem: była kelnerką w restauracji, konferansjerką w cyrku, Śnieżynką w filmie "Święto" :)
Jest autorką ilustracji do książek Larysy Masenko, Eleonory Solowej, Łesia Taniuka. Autorka dwóch tomików poezji. 
Znana przede wszystkim jako pisarka. Poniżej bibliografia jej książek:
- "Пастка для жар-птиці (2000) - książka detektywistyczna, dzięki której zajęła drugie miejsce w konkursie  "Коронація слова" w 2000 roku w kategorii "powieść". Wydana została pod nazwą "Мерці" 
-  (Кальварія) 
-  "Він: Ранковий прибиральник. Вона: Шості двері" (On: ranna sprzątaczka. Ona: Szóste drzwi" - роwieść
- "Ґудзик" ("Guzik") - dramat psychologiczny, pierwsze miesjce w konkursie "Коронація слова" w 2005 roku w kategorii "powieść"
- "Дванадцять, або Виховання жінки в умовах, не придатних для життя"("Dwanaście. Albo wychowanie kobiety według zasad nieprzydatnych w życiu")
- "Зів'ялі квіти викидають" ("Zwiędłe kwiaty wyrzucają") - рowieść
- "Останній діамант міледі"  ("Ostatni diament Milady") - książka detektywistyczna
"Żebyś nie gubiła guzików. A jeśli zgubisz - nie szukaj ich"


















- "Амулет Паскаля" ("Amulet Pascala") - роwiesć
- "Життя видатних дітей" ("Życie zdolnych dzieci")
- "Коли оживають ляльки" ("Kiedy ożywają lalki")
- "Оленіум" (Olenium") - komedia absurdu
- "Ескорт у смерть" ("Śmierć pod eskortą") - thriller psychologiczny
- "Переформулювання"  ("Przeformułowania")
- "Дві хвилини правди" ("Dwie minuty prawdy")
 - "Все, що я хотіла сьогодні..."("Wszystko, co chciałam dzisiaj...")
- "Гра в пацьорки" ("Gra w paciorki")
- "Перейти темрряву" ("Obejść ciemność")
- "Мандрівки без сенсу і моралі" ("Wędrówki bez sensu i morału")
- "Я знаю що ти знаєш що я знаю" ("Ja wiem że ty wiesz że ja wiem")

 Poniżej - fragment nowej książki czytany przez Iren (wiersz śpiewa potem Igor z akompaniamentem gitary).



Igor Żuk
Igor Żuk 

Urodził się 7 grudnia 1951 roku we wsi Ruda Selecka w obwodzie lwowskim. Obecnie mieszka w Kijowie. W roku 1972 ukończył fizykę na Uniwersytecie Lwowskim. Doktorat z fizyki obronił w Instytucie fizyki Akademii Nauk Ukrainy. Jest również specjalistą grafiki komputerowej.
Naukową pracę od dawna łączy z twórczością teatralną oraz kinowo-dramaturgiczną. Jest autorem radio-przedstawień, sztuk dziecięcych, scenariuszy do ponad 30 filmów studia "Киевнаучфильм". Napisał również trzy niewielkie książki dla dzieci. Od 1972 pisze własne wiersze, komponuje do nich muzykę oraz jest tych pieśni wykonawcą :)


Poniżej dwie piosenki z jego płyty "Listy" zaśpiewane podczas spotkania.








22.10.2011

Powracając do Krymu...

Otwarcie wystawy
20 października o godz 15. w Winnickim Muzeum Krajoznawczym odbyło się otwarcie wystawy fotograficznej pt. "Powracając do Krymu" («Все ще повертаючись до Криму…»), które było zwieńczeniem ogólnoukraińskiego projektu  "Powracając do Krymu: doświadczenie historii i oświata w kontekście praw człowieka" (organizowany przez Stowarzyszenie "Rezonans" ze Lwowa, finansowany przez niemieckie Stowarzyszenie "Pamięć,odpowiedzialność i przyszłość"), w którym brało udział 25 osób w  wieku 13-15 lat.



Młodzież w kwietniu tego roku odwiedziła wieś Khodzha Sala (Ходжа-Сала) u stóp góry Mangup na Krymie, gdzie gromadziła materiały na temat życia krymskiej mniejszości, która powróciła po deportacji na swe ziemie. Tak powstało kilkanaście artykułów oraz reportaż fotograficzny, które zaprezentowano na wystawie. Fotografie oraz fragmenty wywiadów przedstawić miały pogląd młodych ludzi na historię oraz współczesność Tatarów Krymskich, na prawa człowieka oraz następstwa ich pogwałcenia.

Pocztówki ze zdjeciami

Wystawę można oglądać w winnickim muzeum do 31 października.
Poniżej dwa fragmenty historii opowiedzianych przez prezentowane fotografie, więcej można poczytać klikając w link: Powracając do Krymu - fotografie i historie 
Relację fotograficzną z otwarcia wystawy można obejrzeć klikając w link galeria



Zdjęcie Sary Jag'jajevej

"Sara Jag'jajeva" wróciła na Krym 9 kwietnia 1992 roku. Na początku mieszkała bez wody i światła. Po wodę chodziła do strumienia, światło pojawiło się dopiero 4 lata później. Obecnie Sara mieszka w Khodzha-Sali. Jej rodzina jest jedną z dziesięciu które mieszkają zaraz przy zejsciu z góry Mangupu. Jeśli zdecydujecie sie zdobyć szczyt góry przejdziecie ulicą, która nosi imie badacza mniejszości Tatarów krymskich - Jevlji Czelebi, zobaczycie ją z pewnością. Szczera, z łagodnym spojrzeniem, mieszka tam skąd wywieźli do Uzbekistanu jej babcię. Jest w domu."

Jedna z uczestniczek projektu opowiada historię Rustema

"Rustem Umjerov na wygnaniu spędził 40 lat. Nie dano nam nawet minuty na spakowanie się - co miałem na sobie, w tym mnie zabrali. Jechaliśmy 18 dni w waganach przeznaczonych dla krów. Póki nie opuściliśmy Krymu nie otrzymywaliśmy ani jedzenia ani wody (to trwało ponad dobę). W Uzbekistanie mieszkaliśmy w stodołach, starych domach, tam gdzie nas zostawiono...Bardzo długo szukaliśmy się nawzajem, żeby zebrać rodzinę do kupy: ojca, matkę, czwórkę braci i siostrę. Cały czas żyliśmy myślą że kiedyś jeszcze zobaczymy Bakczysaraj, każdego dnie szukaliśmy sposobu na ucieczkę i powrót do ojczyzny. Za opuszczenie regionu groziło 20 lat zsyłki bez sądzenia czy śledztwa. Pamiętam kiedy wróciliśmy                                                                                                na Krym - to był kwiecień 1987 roku..."


Z historii:

Wysiedlenie Tatarów krymskich w 1944 roku (tat.  Sürgünlik, wygnanie) – wielka sowiecka akcja deportacyjna, zorganizowana w maju 1944 na Krymie Miała być zbiorową karą dla narodu za współpracę Tatarów z Niemcami, jaka zdaniem władz sowieckich miała miejsce w czasie II wojny światowej. W czasie akcji wysiedlono z Krymu około 200 tysięcy Tatarów.
"18 maja 1944 roku na Krymie rozpoczęła się masowa akcja deportacyjna całej ludności Tatarskiej do Azji Średniej  (głównie do Uzbekistanu.)  Oddziały NKWD nocą otoczyły wszystkie wioski i miasteczka, dano ludziom bardzo krótki czas na spakowanie rzeczy. Mogli ze sobą wziąć tylko to, co uniosą. Następnie pod konwojem prowadzono całymi grupami na stacje kolejowe (osoby, które mieszkały z dala od kolei - dowożono ciężarówkami) i wsadzano do bydlęcych wagonów. Transporty - tysiące wagonów ruszyły na Południowy Wschód. W czasie, gdy na froncie trwały ciężkie walki, i brakowało tam ludzi oraz środków transportu, wielkie siły ludzkie oraz techniczne zaangażowano do pastwienia się nad obywatelami ZSSR. Najpierw przeprowadzono deportacje całych narodów na Kaukazie (np. 23 lutego -w dzień sowieckiej armii - wywieziono Czeczenów i Łiguszy do Kazachstanu), a w maju przyszedł czas na Krymskich Tatarów. Były wypadki, gdy NKWD do meczetu spędzała całą ludność jakiegoś niedostępnego aułu i podpalała. Tylko dlatego, iż ze względu na trudności transportowe spowodowane przez brak drogi do osiedla (zazwyczaj w górach), nie mogli ludzi tych wywieźć. Wielu mężczyzn - Tatarów Krymskich była w tym czasie na froncie. Nic nie wiedzieli o wywiezieniu swych żon, matek, ojców i krewnych do Uzbekistanu Gdy wracali po zakończeniu wojny do domu na Krymie, zastawali w swych mieszkaniach obcych Rosjan. Miejscowe organy NKWD natychmiast byłych żołnierzy sowieckiej armii zamykały do aresztu, a następnie odsyłały do Uzbekistanu, jako... wrogów narodu sowieckiego! Gdy zaczęli nielegalnie powracać pod koniec lat 80-tych na Krym, czasami wykupywali od Rosjan za horrendalne sumy własne domy, które kazano im opuścić w maju 1944 roku. Nigdy nie otrzymali za nie żadnego odszkodowania od sowieckiej władzy". 
Zapraszam do zapoznania się z artykułami Stanisława Ciesielskiego -  Deportacje z Krymu




19.10.2011

Twoje ulubione psy i inne zwierzęta

Czas łyknąć co nieco ukraińskiego życia kulturalnego.
Okazja nadarzyła się dość szybko - winnicką Księgarnię "Є" odwiedziła młoda ukraińska poetka Bogdana Matiasz, gdzie zaprezentowała najnowszy tom swoich wierszy pod tytułem Twoje ulubione psy i inne zwierzęta («Твої улюблені пси та інші звірі»). Zdjęcia ze spotkania można obejrzeć klikając tutaj

Bohdana Matiasz

Dla czytelników bloga kilka słów o Bohdanie Matiasz:

Poetka, tłumacz, redaktor wydawnictwa i czasopisma "Krytyka". Laureatka konkursu literackiego wydawnictwa "Смолоскип" w 2004 roku. Autorka dwóch tomów poetyckich: "Непроявлені знімки" ("Ukryte zdjęcia") oraz «Розмови з Богом» ("Rozmowy z Bogiem"). Jej twórczość często określa się mianem "nurtu franciszkańskiego" we współczesnej poezji. "Twoje ulubione psy i inne zwierzęta" to trzeci tomik poezji, który w jakimś stopniu stanowi kontynuację "Rozmów z Bogiem". 



Rozmowa z Bogdaną Matiasz w Księgarni "Є" dotyczyła jej najnowszej książki. Autorka opowiedziała o swojej wizji świata "tutaj i teraz", w którym ze zwierzętami można  porozmawiać. Świat przedstawiony w wierszach Bohdany to świat, gdzie nie trzeba bać się być sobą - jest to świat dobry i prosty, gdzie ludzie i zwierzęta są przyjaciółmi, gdzie nie istnieje pojęcie strachu.

Już na samym początku Bohdana podzieliła się anegdotą, że kiedy była w trakcie pisania wierszy do zbioru zostałą ugryziona dość mocno przez bezpańskiego psa. Zapytana przez kolegę czy nie stoi to jakoś w opozycji do wizji świata tworzonego przez nią w wierszach odpowiedziała: "kiedy jakiś człowiek zrobi Ci coś złego - wybaczasz mu. Dlaczego tak samo nie postępować ze zwierzętami?" (chyba nie trudno się domyślić czemu jej poezja reprezentuje "nurt franciszkański" i od razu przywodzi na myśl poezję "naszego" księdza Twardowskiego;) )

"Twoje ulubione psy i inne zwierzęta"
Później poetka opowiedziała jak w jej przypadku "odbywa się" proces tworzenia oraz podzieliła refleksją, że tak naprawdę pisze nie dla czytelników, ale dla siebie. Być może brzmi to dość patetycznie, ale słuchając jej, jestem skłonna w to uwierzyć. Tym bardziej, że Bohdana jest świetnie wykształconą kobietą, ukończyła Akademię Kijowsko-Mohylańską (jedną z najlepszych uczelni na Ukranie), wydział filologiczny i - co ciekawe - wiersze zaczęła pisać, kiedy zrozumiała, że praca naukowca badającego dzieła literackie  tak naprawdę nie dotyczy samego utworu, autora, ale wszystkiego co się z nim wiążę w tym całej historii jego opracowań. Samo pisanie opisała jako stąpanie po cienkim lodzie - "nigdy nie wiesz czy dojdziesz na drugi brzeg".  Dlatego jej wiersze są bardzo krótkie jak wytłumaczyła:)

Bohdana opowiada jedną z anegdot dotyczących pisania

Poetka czyta kilka swoich wierszy

Co ciekawego jeszcze?

Kilka słów od Bohdany na moim egzemplarzu:)
Bohdana Matiasz zajmuje się także przekładem. Przetłumaczyła na ukraiński m.in. książkę Andrzeja Stasiuka "Fado". Obecnie pracuje nad przekładem wyboru esejów Leszka Kołakowskiego (wybór dokonany przez J. Hrycaka). Wiersze samej Bohdany można przeczytać również w języku polskim  (ich tłumaczenia podjęła się A. Kamińska, a drukowane były w czasopiśmie "Radar").


18.10.2011

Sól tej ziemi, albo: do czerwca ogłuchnę...


Dzieci. Taa-ak. Są cudowne. Zwłaszcza kiedy śpią. Wtedy nie wydobywają z siebie dźwięków. Jak wszyscy wiemy, skala którą operuje młodsza młodzież jest dość rozległa...
Jednym zdaniem - pierwsze zajęcia w tutejszym gimnazjum mamy już z Iwoną za sobą.

Anton
Nie było łatwo, ale pomimo iż prawie ogłuchłyśmy było całkiem miło i sympatycznie. Dzieciaków była garstka, choć momentami wydawało mi się, że w sali jest ich nie dziesięcioro a cały tabor cygański, który krzyczy, macha rękami przed oczyma, ma nieskoordynowane ruchy i czasem jeden z osobników wydaje z siebie dziwne dźwięki, które mają go wyróżnić spośród reszty... Cóż, przynajmniej nie można ich posądzić o flegmatyzm... Trzeba również przyznać, że wykazują  umiarkowane zainteresowanie tym, co się do nich mówi. Tak poza tym sami z siebie wyrazili chęć nauki polskiego i zarzucili nas mnóstwem własnych pomysłów - zdecydowanie przodował w nich Anton (który, nie ukrywam, został już mianowany moim ulubieńcem, oczywiście jeśli przestanie tak krzyczeć). W najbliższy piątek święto szkoły - z tej okazji występy w teatrze Sadowskiego zatem spodziewajcie się większej ilości tekstu o samej szkole i oczywiście relacji fotograficznje :) Poniżej kilka zdjęć z dnia dzisiejszego  -my i nasi podopieczni, z którymi będziemy się spotykać aż do czerwca (przy optymistycznym założeniu, że do tego czasu nie ogłuchniemy).



15.10.2011

"Ой у лузі червона калина..." Dzień Ukraińskiego Kozactwa


"Ой у лузі червона калина
Похилилася.
Чогось наша славна Україна
Зажурилася.
А ми тую червону калину піднімемо,
А ми нашу славну Україну,
Гей, гей, розвеселимо!
А ми тую червону калину піднімемо,
А ми нашу славну Україну,   
          Гей, гей, розвеселимо!..."       
                                                                

Tak jak wspomniałam w poprzednim poście - obchody święta Opieki Matki Bożej związane są nierozerwalnie z obchodami Dnia Ukraińskiego Kozactwa. 

W obwodzie winnickim istnieje kilka pułków kozackich m.in. Winnicki Pułk Kozacki im. Iwana Bohuna, należało się zatem spodziewać, że miasto obwodowe zapewni jakieś atrakcje w postaci oficjalnych wystąpień, wręczania odznaczeń, składania kwiatów pod pomnikami i koncertów. Tak oczywiście się stało. W sali Winnickiej Filharmonii odbył się uroczysty koncert  z okazji Dnia Ukraińskiego Kozactwa, połączony z oficjalnymi wystąpieniami oraz wręczeniem odpowiednich odznaczeń dla osób zasłużonych dla miasta i kozactwa. Relacja fotograficzna dostępna jest odpowiednim albumie ->zakładka "foto, foto" 


Fotogaleria -->  Dzień Ukraińskiego Kozactwa 

Naprawdę gorąco polecam każdemu wybranie się choć raz na podobny koncert. U nas już się tak nie występuje... 
Na początek odśpiewanie hymnu i słowa: "Obchody takiego a takiego święta uważa się za otwarte" a później długaśne przemówienia i podziękowania z podreśleniem niezwykłości Ukrainy (w tym przypadku objawiającej się m.in. wtrącanym co i raz hasłem "Слава Україні!" na co publiczność zgodnie odkrzykiwała "Героям Слава!"). Dodam, że wszystkim osobom wchodzącym na scenę towarzyszy muzyka w rodzaju "na scenę wchodzi Brad Pitt, aby wręczyć Oskara za najlepszą rolę drugoplanową"... Część oficjalną  kończą słowa "takie i takie święto uważa się za zakończone" i wszyscy śpiewają - a jakże! - hymn. Dopiero wówczas na scenie mogą pojawić się artyści:)
Jako pierwsi na scenie zaprezentowali się chłopcy z dziecięcego zespołu "Barwinok" z Winnicy w marszu wprowadzającym na scenę postaci sławnych kozackich hetmanów: Orlika, Sahajdacznego, Chmielnickiego oraz - uwaga moi kochani Stachowiczanie - Mazepę:)

Później posłuchać można było:  wierszy poetki Żanny Dmytrenko, ukraińskie pieśni wykonywane przez zespół "Podillya", obserwować i cieszyć ucho grą na bandurze dwóch kobzarów (starszy wykonywał dumę kozacką), podziwiać amatorskie zespoły "Shchedrospiv" oraz "Podilsky Muzyky". Koncert zakończył długo oklaskiwany pokaz hopaka w wykonaniu dziecięcego zespołu "Barwinok" z Winnicy. A później już afterparty:)
Poniżej kilka fragmentów filmików - w kiepskiej jakości, ale myślę, że oddają ciut-ciut atmosferę spotkania :) Enjoy!

 Występ chóru "Podillya"

Viktor Pashnyk - bandurzysta
 Duma kozacka

Hopak w wykonaniu dziecięcego zespołu "Barwinok" z Winnicy

i taki mały bonus jak można jeszcze wykonywać ukraińskie pieśni :) -> patrz tutaj





Święto cerkiewne, święto kozackie


Służba w cerkwi w czasie Święta Opieki MB


 Величаем Тя, Пресвятая Дево,
и чтим Покров Твой честный,
Тя во буде святый Андрей на боздусе,
за ны Хрысту молящуюця



Na dzień 14 października przypada na Ukrainie jedno z bardziej uroczyście obchodzonych świąt - święto Opieki Matki Bożej (Покрови Пресвятої Богородиці, Pokrowy Najświętszej Bogarodzicy). Dzień od zawsze szczególnie świętowany przez Kozaków.

Od dawien dawna Kozacy uznawali Matkę Bożą za swą patronkę, wierzyli, że Opieka Matki Bożej czuwa nad nimi. Zatem jej święto u Kozaków było jednym z najważniejszych świąt w kalendarzu - o jego randze  świadczyć może choćby i fakt, że tego dnia odbywały się wśród Kozaków wybory nowego atamana. Święto Opieki Matki Bożej tak bardzo zrosło się w czasie z Kozakami, że otrzymało ono nawet nazwę: Kozacka Opieka (Козацька Покрова). 

Z historii święta, czyli coś, czego polska ciocia Wikipedia Wam nie powie:

Historia oddawania czci Opiece Matki Bożej swymi korzeniami sięga czasów chrztu Rusi Kijowskiej, jednak szczególnego znaczenia nabiera święto dopiero za czasów księcia Andrija Bogolubskiego, który założył pierwszą cerkiew pod wezwaniem Opieki - na rzece Nerla, obok swego zamku. Pierwsze pokrowskie monastyry pojawiły się w na terenach północnej Rusi - Zwierin Pokrowski w Nowogrodzie (XII w.) i monastyr Pokrowski w Suzdale (1364 r.). Na terytorium Ukrainy najstarszą cerkwią poświęconą Opiece MB jest cerkiew we wsi Sutkiwce w województwie Chmielnickim wzniesiona początkowo jako forteca.

Z okazji święta w cerkwiach ukraińskich odbywają się uroczyste służby. Dzięki uprzejmości naszej nauczycielki języka Wiki, która - jak się okazało - jest członkinią jednego z przycerkiewnych chórów, dana nam była możliwość uczestnictwa w jednej z uroczystości. Obserwacji z pewnością sprzyjało nasze strategiczne "ustawienie się" na chórze :) Kilka zdjęć można obejrzeć klikając tutaj
 
Komunia
Cerkiew  widziany zza bramy

W następnym poście zdjęcia i filmiki z świętowania Dnia Ukraińskiego Kozactwa nierozerwalnie związanego ze świętem Opieki Matki Bożej.


14.10.2011

"... i przed narodem niosą oświaty kaganiec"

Namioty partii "Batkiwszczyna" na Placu Teatralnym w Winnycy
Na Ukrainie tydzień upłynął pod znakiem protestów i sądów nad Julią Tymoszenko (przypomnę: "Żelazna Julia" została uznana winną nadużyć związanych z zawieraniem kontraktów gazowych z Rosją w 2009 roku i skazana na 7 lat więzienia, otrzymała również trzyletni zakaz zajmowania stanowisk państwowych). Niestety zbyt późno zorientowałam się, że całkiem ciekawą fotorelację można by przeprowadzić z blokady przez zwolenników Julki głównej ulicy Kijowa - Chreszczatyku  i pozostało mi jedynie sfotografowanie uroczych namiotów partii "Batkiwszczyna" (partia założona przez Tymoszenko) rozłożonych na placu teatralnym w Winnicy, gdzie z głośników można było posłuchać hymnu Ukrainy naprzemian z ukraińską popsą :) Takie rzeczy tylko na Ukrainie. Chociaż... momentami czułam się jak na Krakowskim Przedmieściu :)

Zawirowania na ukraińskiej scenie politycznej  nie wpłynęły jednak w jakikolwiek sposób na nasz pierwszy wolontariacki tydzień.  Tydzień, który zasponsorowało  słowo "pierwszy". I tak za nami już: 
  • pierwsza wizyta w miejscu pracy - Centrum Informacji Europejskiej (http://vn.ukrcei.org/)
  • pierwsze przygotowanie się do spotkań/zajęć, 
  • pierwsze spotkanie Klubu Języka Polskiego,
  • pierwsza wizyta w lokalnym domu dziecka, 
  • pierwsze spotkanie z Klubem Angielskim
  • pierwsze nieformalne spotkania z rówieśnikami. 
Refleksja? Jest tego trochę, ale jeśli atmosfera i nastrój będą nadal tak dobre jak na tych dotychczasowych spotkaniach, zapewne pojawi się więcej inicjatyw.

Jeśli chodzi o Klub Języka Polskiego - fajnie być native speakerem i widzieć, że Twój język cieszy się sporym powodzeniem. Ostatecznie, po rozeznaniu się w sytuacji językowej potencjalnych uczniów sprawa wygląda tak: 3 grupy początkowe i jedna zaawansowana (każda po 15-17 osób). Nieźle jak na miasto, w którym istnieje kilka organizacji polonijnych, które starają się organizować własne szkoły językowe. Zobaczymy ile osób ostanie się u nas za pół roku:) Co mnie osobiście zaskoczyło to zróżnicowana motywacja osób przychodzących na zajęcia. Oj różna ona jest zaprawdę... - od studentów, którzy chcą jechać uczyć się do Polski, przez osoby mające krewnych w Polsce czy też chcące uzyskać Kartę Polaka, po rodziców, którzy chcą nauczyć się języka ponieważ ich dziecko uczy się w Polsce:) Wyłapałam już kilka dość charakterystycznych postaci wśród uczniów. Będzie się działo. Kaganek oświaty wzięty w dłoń:)

Największym wyzwaniem tego tygodnia była dla mnie wizyta w Domu Dziecka. Razem z trójką innych wolontariuszy odwiedziłyśmy dzieciaki w jednym z kilku winnickich ośrodków. Dość przyjazne miejsce (oczywiście na tyle, na ile takie miejsce w ogóle może być przyjazne :/ ...). Niemniej jednak - zadbane, ładnie urządzone, kolorowe, z placem zabaw przed budynkiem... 
Dostała nam się moja "ulubiona" grupa wiekowa dzieciaków, czyli od 5  do 8 latków... Małe, biega, krzyczy, 5 min nie usiedzi w miejscu, nie słucha dłużej niż 3 min - generalnie ciężko okiełznać tak młodego ducha:) Trochę się jednak udało - zabawa w odgadywanie postaci z bajek, legenda o smoku wawelskim (tak, tak Kacwin opowiadał tę zacną polską legendę), zabawa w "Oleni" oraz list od Dziadka Mroza - wszystko to znalazło uznanie w oczach dzieciaków. Pomimo harmideru, wrzasków, bieganiny jakoś udało nam się "dogadać". 
Patrząc i rozmawiając z niektórymi z dzieci naprawdę ciężko myśli się o tym, że to dzieciaki bez rodziny, które od każdego oczekują przytulenia, rozmowy czy po prostu - jakkolwiek banalnie by to nie brzmiało - czyjejś obecności... Nie jestem jakąś ogromną fanką przebywania wśród dzieci (można by nawet się pokusić o stwierdzenie, że odczuwam lekką awersję do tego typu spotkań), ale mogę zapewnić, że nie była to moja jedyna wizyta w ośrodku. Na pewno zjawię się tam jeszcze choćby i po to, aby przeczytać co napisała mi Katia w notesiku, który otrzymała...
Poniżej kilka zdjęć, które - mam nadzieję, oddają choć trochę atmosferę naszego spotkania.






Wolontariuszki - Gala i Julia

zdjęcia można obejrzeć również klikając tutaj

10.10.2011

Kochajmy się! - niech wokół rozbrzmiewa



Gołębie serce
Post specjalnie dla moich kochanych Stachowiczan -  miłośników gołębi oraz zwolenników instytucji małżeństwa :)

Jeden z wielu strojów, które mnie urzekły
Spacer po centrum Winnicy sobotnim popołudniem zaowocował   cudnymi  ujęciami, które prezentuję w niniejszym poście. Wycieczka po mieście dłuższą chwilę spędziła przyglądając się sesjom zdjęciowym nowożeńców. Okazało się że Państwo Młodzi zaraz po wyjściu czy to z cerkwi, z kościoła czy też po prostu z urzędu udają się razem z rodziną do parku obok wieży w centrum miasta, aby uwiecznić swe szczęście na fotografiach. Miasto jest na to świetnie przygotowane: w dniu udzielania ślubów przed wieżą ustawiane są 3 różne klatki, w każdej para śnieżnobiałych gołębi, zalotnie spoglądających w obiektyw. Jak się dowiedziałam dostępna jest również atrakcja w postaci "wynajęcia" sobie tych ptaszęt do zrobienia zdjęcia pod tytułem "my biegnący pośród gołębi" bądź wariantu "oto uwalniam z klatki to boskie stworzenie, które od tej pory będzie symbolem naszej miłości". Gołąbie są tresowane i po każdym takim przedsięwzięciu wracają do właścicieli. Miłość miłością a biznes biznesem ;)

"Mój piękny Panie ja go nie kocham, taka jest prawda..." :)


Z ciekawostek dotyczących ślubów na Ukrainie...

Według badań przeprowadzonych w maju tego roku przez niemiecką gazetę Die Presse dotyczących statystyki rozwodów Ukraina jest w tej kategorii absolutnym liderem. Tu na 1000 mieszkańców przypada 5,3 rozwodów. Choć to i tak nie tak źle jeśli weźmie się pod uwagę zdanie ministra sprawiedliwości Ukrainy Aleksandra Ławrynowycza, który swego czasu poinformował, że w  2010 roku na Ukrainie zarejestrowano rekordowo małą liczbę rozwodów. Według słów ministra w zeszłym roku rozwiodło się 126 tysięcy par, to znaczy o 14% mniej, aniżeli w 2009 roku, i prawie o 25% mniej, aniżeli w 2008 roku! 

Pomimo tak ogromnej ilości rozwodów nie dotarła tu jeszcze tradycja ich świętowania. Póki co panny wystrojone w złoto, srebro i koronki oraz panowie w lakierkach i błyszczących garniakach spotykają się w cerkwi/kościele/urzędzie, aby przysięgać sobie "вічну любов". A dalej niech się dzieje wola nieba.

Ale wracając do tematu sesji - spotkania w parku mają w sobie wiele uroku, wprawdzie niewiele z prywatności, zwłaszcza kiedy wokół mnóstwo innych par i fotografują Cię również obcy ludzie, ale przecież szczęściem trzeba się dzielić. Generalnie Ukraińcy nie mają problemu z tym, że się im robi zdjęcia; warto czasem tylko o tym uprzedzić lub poprosić o pozwolenie. 

Stachowiczanie (i inni odwiedzający tę stronę) zapraszam na przechadzkę urokliwymi alejkami winnickiego parku pośród młodych popijających Igristoje  i wesoło gruchoczących gołębi. Ogarniecie jako i ja ogarnąć się starałam co tuszę i na zacnych fotografijach widać ;) Pozdro!



8.10.2011

Ask me about "527"

Ania - nasza mentorka

Nasza mentorka Ania jest członkiem Klubu Angielskiego działającego w Winnicy. Już drugiego dnia pobytu postanowiła zaznajomić nas z jego uczestnikami i funkcjonowaniem.

Świetnie trafiłyśmy ponieważ, jak się okazało, tego dnia do Winnicy przyjechała większość amerykańskich wolontariuszy  z Peace Corps przebywających w obwodzie winnickim (a ku mojemu zaskoczeniu jest ich tutaj sporo). Była okazja poćwiczyć "american english" i dowiedzieć co nieco o programie "527". 

Bardzo krótko - 527 to numer telefonu dla Ukraińców, pod który mogą dzwonić i sprawdzić rzetelność, wiarygodność przyszłych potencjalnych pracodawców. Dzwoniąc pod wskazany numer dowiadujemy się czy firma/osoba fizyczna/uczelnia, która chce nawiązać współpracę rzeczywiście istnieje, prowadzi rekrutację, nie jest notowana w kartotekach policyjnych etc.

O "misji Winnica" słów kilka

Zanim na dobre się "rozbloguję" i aby formalności stało się zadość kilka słów jak, po co, dzięki czemu/komu znalazłam się w Winnicy :)

Wolontariat w ramach programu  Komisji Europejskiej "Młodzież w działaniu" *

Kraj: Ukraina
Miasto: Winnica
Organizacja wysyłająca: Polska Fundacja im. Roberta Schumana
Organizacja goszcząca:  Centrum Informacji Europejskiej "Kreativ"

I am a passenger...

Na wariackich papierach… Jak zwykle… 
Mimo przygód udało się w jednym kawałku dotransportować bagaż na dworzec główny w Krakowie. Tutaj – serdeczne dzięki dla Oli za pomoc w targaniu betów, jazdę na czerwonym oraz jazdę pod prąd ;) Bez Ciebie na pewno nie udałoby mi się ostatecznie zasiąść w trzyosobowym przedziale pociągu relacji Wrocław-Kijów o godz 12.56. Podziękowania również dla Sławka, który pomógł wnieść rzeczy a następnie rozpracował logistykę rozmieszczenia ich na 3 metrach kwadratowych :)

 Nie wiem czy to z racji tego, że pociąg międzynarodowy czy jakieś inne siły zadziałały ale pociąg wyruszył punktualnie… Punktualnie również dotarł w miejsce przeznaczenia… Dziwne. Polskie koleje pociągowe nie przyzwyczaiły mnie do komfortu przybywania na czas.
Jazda przyjemna. Już na początku jazdy nasza współtowarzyszka podróży poprosiła konduktora o rozłożenie nam łóżek, tak coby każdy miał swoje i nie wtrącał się w życie drugiego. Słusznie. Po co się integrować.  Ale z drugiej strony co to za podróż bez nowych znajomości? Skoro współspaczka nie wyraziła chęci zapoznania się, trzeba znaleźć inną naiwną duszyczkę. Okazja przytrafiła się dopiero w Przemyślu. Dwie godziny stania i zmiana kół w pociągu. Przecudny zachód słońca.


I pan ze świetnym aparatem. I jak tu nie zagadać? 
Greg. Lat 42. Szkot. Fotograf-podróżnik.  Jedzie do Czarnobyla robić reportaż. Dałby sobie rękę uciąć, że w polskim pociągu można kupić piwo i wódkę, a tu taka niemiła niespodzianka i pół litra żubrówki już mu się skończyło… Lepiej trafić nie mogłam :)  przegadane pół nocy. Pobudka o poranku i o 6.41 pociąg zajechał na stację "Winnica".
Oksana i Anna pomimo wczesnej pory dzielnie czekały na wokzalu.
1 dzień upłynął pod znakiem ogarniania mieszkania. Sympatyczne, dwupokojowe, w ceglanych domkach (jedne z starszych budynków w Winnicy; mają np drewniane schody "w klatce schodowej"). Jest klimat generalnie.
Prócz tego szybki spacerek po centrum miasta, kawa i ciasteczko (albo raczej woda mineralna i ciasteczko) u konsula, wizyta w centrum i „znajomstwo” z panią dyrektor biblioteki.
--> Misja rozpoczęta :)

Losowanie "kto, który pokój zajmuje" :)
Nowy Kacwinland i nowa przestrzeń dla czarnej dziury :)