| Przed odlotem... / Still before the flight... |
W planowaniu
podróży nie jesteśmy chyba najlepsi... Zawsze na ostatnią chwilę
- jeśli w ogóle - a zazwyczaj na kolanie już w trakcie bycia na
trasie. Podróż, jakby nie było poślubna, musi się jednak czymś
wyróżniać dlatego wyjazd z Bratysławy i droga na lotnisko w Rio
de Janeiro zostały dokładnie zaplanowane. Zatem jeśli
chcielibyście wiedzieć jak dostaliśmy się do Brazylii z
Bratysławy proszę bardzo. Kto nie chce niech czeka na następny
post ;)
*English version below
Najpierw Zwoleń i
wizyta u babci, później dwoma autobusami dostajemy się do Spiskiej
Starej Wsi, tam przekochana ciocia zgarnia samochodem do Szczawnicy.
Tu trochę odpoczywamy i nawiedzamy rodzinę, która zapewne z
odwiedzin szalenie się cieszy tylko trochę niezręczne pytania o
nasze plany zadaje. Bo plan jest – przeżyć lot do Rio...(dla
niewtajemniczonych – Kacwin ma ogromny, paniczny wręcz lęk
wysokości). Trochę kultury nie zaszkodzi przed wyjazdem więc i
koncert kolęd i bałkańsko-góralskie nuty Folkopowera, który i na
weselu nam przygrywał musi być. A potem już z górki – blablacar
zawozi nas z Nowego Targu do Łodzi, gdzie witamy Nowy Rok i witamy
się z łódzką familią (Asik, Olga – don't worry następnym
razem zagramy!). Kolejny blablacar zabiera nas do miasta z koziołkami
i dwóch kochanych i najsłodszych na świecie bratanic (za suto
zastawiony stół przeogromnie wdzięczni jesteśmy ich rodzicom). I
ostatni z blablacarów z pięknego miasta Poznań zabiera nas do
naszego pierwszego couchsurfigowego gospodarza w Frankfurcie – Iva.
Krótkie spojrzenie na miasto i wycieczka na lotnisko, gdzie Kacwin
umiera. Wsiada jednak na pokład i oglądając przez 12 godzin
Przyjaciół docieramy do Rio!
Tadam! Jesteśmy w
Brazylii!
Teraz już z górki - dostać się do Argentyny, później do Chile i Peru a potem jakoś przetransportować na kontynent azjatycki...
Teraz już z górki - dostać się do Argentyny, później do Chile i Peru a potem jakoś przetransportować na kontynent azjatycki...
As a travelers
we are not very good in planning things... Almost every time we do it
on the last minute or we're simply planning already being on a road.
However this suppose to be our honey moon therefore this trip should
be different so - trip to the Rio de Janeiro's airport was planned in
details! If you're curious how we get from Bratislava there, here you
are!
First, we
stopped to visit Matej's grandma in Zwolen, then we took two buses
and arrived to Spiska Stara Ves where my lovely aunt grab us by car
to my hometown Szczawnica. We had a pleasure to meet my wonderfull
family there who, by the way, were asking questions we have no
answers for, like „what your plan is?“ And plan was simple – to
survive the flight to Rio... (I'm so afraid of flying...). Well, we
were still in Poland and we have used blablacar service to get to
Łódź where we've spent New Year's Eve and Poznań where my brother
with his family lives. Blablacar took us from Poznań to our first
couchsurfing host Ivo in Frankfurt. Later on I was dying on the
airport but I get into the plane.
And here it is
– after 12 hours we are in Rio!
Now, it will be easy - explore Argentina, Chile, Peru and later on, somehow get to Asia!
Now, it will be easy - explore Argentina, Chile, Peru and later on, somehow get to Asia!
| meanwhile in Rio... |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz