26.01.2012

Ukraine! here I am!

Kochani moi!
Kacwinowa choinka
Miesięczne przygody i perypetie na polskiej ziemi Kacwin kilka dni temu zakończył (Hura!)
13 stycznia w piątek, po prawie półtorej godziny spędzonej na staniu w kolejce do okienka w ukraińskim konsulacie w Krakowie, udało mi się otrzymać wizę naszego wschodniego sąsiada. Wszystko trwało niezmiernie długo i wszyscyśmy drżeli czy w ogóle takową wizę otrzymam ponieważ - jak się okazuje, wprawdzie ukraińskie prawo przewiduje sytuację, w której organizacje NGO mogą zapraszać obcokrajowców, jednak żadne prawo nie reguluje jaki jest tzw "ustalony tryb wydawania i rejestracji zaproszeń". Po otrzymaniu wizy szybko spakowałam się i wróciłam tam, gdzie moje miejsce (jak to trafnie ujęła Ola). Winnica - here I am! I missed you so much :*

Przez ten prawie miesiąc pobytu w Polsce niewiele udało mi się nadrobić zaległości m.in. tych blogowych, co sobie solennie obiecywałam od dłuższego czasu. Niestety zadziałała siła wyższa i  "plan świąteczny" pozostał w sferze marzeń. Żeby więc nie zalegać i pisac już na bieżąco, w tym poście będzie  szybciutko i króciutko o tym, co do tej pory było, działo się, wydarzało...
Kacwin i dzieciory :)
A więc tak - święta spędzone z rodziną, dużo odwiedzania, tłumaczenia gdzie ja, sylwester chyba przespany, Nowy Rok spędzony w górach, wycieczka do Warszawy (kulturalnie i traumatycznie ;)) i Krakowa (Kacwin w roli oprowadzacza po mieście królów), spotkania i biesiadowanie z  fajnymi ludźmi w Szczawnicy (dzięki Wam Kochani!! Ola, Karolina - czekam na Was w Winnicy ;) Paweł, Kasia - następna sesja na Ukrainie?) , prelekcje o wolontariacie w byłym liceum oraz duuuużo fotkania w górach (choć nie tylko tam!).

Poniżej przesyłam linki do albumów, gdzie możecie popodziwiać jak ładnie jest na mych włościach oraz jak ładnych ludzi można tam sfotografować.


Pieniny 2012  - zdjęcia z wypadu na Trzy Korony w Nowy Rok,  z wycieczki górami na słowacką stronę do Leśnicy oraz z spaceru z dwoma takimi krakuskami do Wąwozu Homole





Rudość w Tylmanowej - zdjęcia z fotosesji pewnej rudej istoty :)
Gorąco polecam bloga tejże panny, co żem ją fotografowała - cytrynowy świat panny lemoniady
Jak nie lubię słuchać o łaszkach - fatałszkach to czytelniczką bloga tej pannicy jestem wierną od dłuższego już czasu. Ciekawa zarówno treść, jak i oprawa graficzna. Zdjęcia Kasi robi niezastąpiony fotograf-tyran Paweł :) Jak się zbierze i w końcu zacznie/skończy swoje portfolio to i jego zareklamuje :P


Olga Beata (bez kapelusza)
I jeszcze jeden blog przy okazji Wam polecę - w kapeluszu przez Rumunię  - tutaj dowiecie się wszystkiego o przepięknym kraju, jakim jest Rumunia. Bez uprzedzeń, bez stereotypów, nowinki kulturalne, muzyczne, architektura... dla każdego coś się znajdzie myślę :) Blog "pisze się" od niedawna, ale Olga jest osobą, która jak już coś zacznie to nie ma zmiłuj - idzie jak burza :) Dodam, że to dzięki niej odkryłam i pokochałam Rumunię, prawie tak mocno jak Ukrainę. Czytajcie, czytajcie



 A teraz - na powrót będziem pisać już o Winnicy i Ukrainie :) Aż do czerwca. Bo moja wiza jest "jednowjazdowa" :D Co będzie dalej? Who knows? - jakby to powiedział poeta :)

Ukraina przywitała mnie jak zwykle super i mimo że jestem tutaj niecały tydzień nie miałam czasu, żeby choć trochę odpocząć czy zorientować się czy zaszły tu jakieś poważne zmiany w czasie mojej nieobecności :)

Lorna
Na dzień dobry spotkanie, a gdzież by indziej jeśli nie w mojej ulubionej Księgarni E (która w czasie przedświątecznym zmieniła swą siedzibę na "bliżej mojego mieszkania":)). Tym razem wydarzenie zwane: Kipling Fest. W związku z tym, że czasu brak więcej o tym poczytajcie na stronie-blogu Larysy Tymczenko: lorna-l.livejournal oraz w jej artykułach. Oczywiście to wariant tylko dla tych znających te "ładniejsze" literki ;) Przy okazji kilka słów o blogu Larysy. Pracuje jako niezależna dziennikarka pisząc do różnych gazet.  Ku radości odbiorców sztuki prowadzi również bloga, na którym zawiadamia o wydarzeniach ciekawych, wartych zobaczenia w Winnicy i okolicach, prócz tego recenzuje tamże i dzieli się swoimi przemyśleniami i trafnymi osądami . W związku z tym, że jako jedna z niewielu zwraca w swych artykułach uwagę na sztukę, pisze teksty merytoryczne, na temat i unika stylu a la polski Fakt tudzież Pudelek nie cieszy się jako dziennikarka tzw. "braniem"... Nad czym wiele osób mocno ubolewa. Niemniej jednak społeczeństwo ukraińskie stale się zmienia i idzie naprzód. Miejmy nadzieję, że progres nastąpi również na polu kultury i teksty Larysy zagoszczą na stałe w prasie.  Czego i sobie i jej życzę :)
Ci, którzy "ładniejszych literek" nie znają niech się szybko uczą i czytają, a póki co można zaglądać na strony Larysy (vel Lorny), bo nierzadko umieszcza tam fajne zdjęcia z wydarzeń, głównie autorstwa Maksyma Kuszki. A jak już tak polecam, to i jego stronę również :)  galeria zdjęć - Maksym Kuszka


Publika na koncercie Zapaski (zdj.M.Kuszka)
Na obu stronach (Maksyma i Lorny) można pooglądać zdjęcia z koncertów dwóch grup, na które trafiłam (i oczywiście poczytać;)). Pierwszy to koncert grupy Zapaska jeszcze przed świętami - razem z Oleńką (całe kilka piosenek usłyszałyśmy :D).
Drugi - kilka dni temu w Budynku Oficerów pod koniec koncertu "Рідна музика єднає Україну" zagrał zespół Komu Vnyz - jeden z najstarszych gotyckich zespołów pochodzących z terenu byłego Związku Radzieckiego (istnieje  od 1988 roku). Patrz - tutaj

Ale najlepszy koncert (dla mnie) to ten sprzed dwóch dni - koncert dziecięcego zespołu Pieśni i Tańca Barvinok :) W związku z tym, że mam o nim do powiedzenia sporo to będzie osobny post jakoś tak...później :) A póki co - krótki filmik poniżej. Ajde!

Taniec z bębnami  



23.01.2012

Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu...

"Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu,
Wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi,
Śród fali łąk szumiących, śród kwiatów powodzi,
Omijam koralowe ostrowy burzanu.

Już mrok zapada, nigdzie drogi ni kurhanu;
Patrzę w niebo, gwiazd szukam, przewodniczek łodzi;
Tam z dala błyszczy obłok - tam jutrzenka wschodzi;
To błyszczy Dniestr, to weszła lampa Akermanu.

Stójmy! - jak cicho! - słyszę ciągnące żurawie,
Których by nie dościgły źrenice sokoła;
Słyszę, kędy się motyl kołysa na trawie,

Kędy wąż śliską piersią dotyka się zioła.
W takiej ciszy - tak ucho natężam ciekawie,
Że słyszałbym głos z Litwy. - Jedźmy, nikt nie woła."

Adam Mickiewicz, Stepy Akermańskie 

Główne wejście do fortecy nocą :)
W końcu i mnie dane było postawić stopę w miejscu, gdzie powstać miał zacytowany powyżej sonet wieszcza naszego Adama. Akerman  (Білгород-Дністровський, Biłhorod-Dnistrowśkyj,  rum. Cetatea Albă, hist. do 1944 Akerman a właściwie poprawnie pisząc Ak-Kerman)  czyli obecny Białogród Dniestrowy powitał mnie i towarzysza mej podróży - Piotra o zachodzie słońca. A właściwie to zachód ten obserwowaliśmy niemal przez godzinę jadąc marszrutką prawdziwie wyboistą drogą  z Odessy w upragnionym kierunku licząc, że uda nam się zdążyć być na miejscu jeszcze "za dnia". Bezskutecznie.
O ile na dworcu w Białogrodzie wysiedliśmy i jeszcze coś niecoś było widać to z każdym metrem przybliżającym nas do fortecy noc spowijała miasteczko coraz bardziej. Zupełnie nie po mojej myśli - w końcu miał mnie ominąć ów zapierający dech w piersiach widok na Dniestr... 

Miejsce usytuowania zamku okazało się być ciężkim do wytłumaczenia przez autochtonów. Jednak zaopatrzeni w prowizoryczną mapę, po kilku źle obranych drogach, dotarliśmy na miejsce. Ciemność okrutna dookoła. Zamek i głęboką fosę oświetlałam latareczką-czołówką. Pytanie: czy do środka w ogóle uda się wejść? Piotrek, który zapomina o tym, że jest głodny i śpiący niemal zawsze kiedy znajdzie się w pobliżu zamku/koszar/historycznej "dawności" pierwszy przebiegł most i spróbował uchylić wrota głównej bramy. Oho, otwarte! Włazimy. Wewnątrz - bajka - oświetlony minaret, stare mury, ogromniasta przestrzeń i ... dwóch ochroniarzy zbliża się do nas. Stara wzruszająca mowa o dwójce Polaków, którzy zapuszczają się w dalekie ukraińskie ziemie oraz symboliczne parę hrywien dla ochroniarzy otworzyły nam wejście na teren zamku. A co!
Kolia i Piotrek
Jeden z ochroniarzy - Kolia (skrót od Mykoły) wziął lichtar w dłoń i postanowił zostać naszym przewodnikiem. 
Refleksja powycieczkowa - szczerze polecam! Chwała i cześć wszystkim ochroniarzom, którzy nie tylko pilnują, ale i wiedzą czego pilnują. Kolia wiedzę miał rozległą. Oprowadził nas po całej twierdzy - mnie momentami mocno ściskając za rękę i ciągnąc za obą wzdłuż murów obronnych, z 4 metry nad ziemią żartując w stylu "spokojnie jeśli spadniesz to tylko na ziemię"... ha ha ... 
Później niemal na kolanach wczołgiwaliśmy się jeszcze w różne zakamarki twierdzy - z pewnością za dnia i w sezonie turystycznym nie udałoby się nam zobaczyć wielu miejsc, w które dzięki uprzejmości Koli trafiliśmy. 

A od środka, od dołu i od góry udało się nam m.in. obejrzeć basztę Puszkina. Nosi ona imię rosyjskiego poety nie przypadkiem.  Puszkin 3 lata przeżył na wygnaniu w Kiszyniowie, później przesiedlono go do pobliskiej Odessy. W mołdawskim okresie swego życia miał poeta odwiedzić Akerman co poświadczył pułkownik Iwan Petrowycz Liprandi. To on 14 grudnia 1821 roku zabrał ze sobą w podróż do Akermanu Puszkina. W fortecy zaproszony został na obiad i 2 dni spędził poeta w Białogrodzie. Tutaj powstać miały wersy jego wierszy "Do Owidiusza". 

Wnętrze baszty Puszkina
Baszta naprzeciwko tej nazwanej imieniem rosyjskiego poety nosi dwie nazwy - Dziewicza albo Baszta Owidiusza (już wiemy czemu Puszkin sobie o nim myślał :)). 
Nazwa baszty - Dziewicza, powiązana jest z legendą o córce mołdawskiego hospodara Oleksandra Dobrego. Księżniczka Tamara miała być kobietą o niebywałej urodzie, niezwykle jednak złą. Kiedy jej ojciec wyjeżdżał na wojny ona razem z czeladzią rabowała okoliczną ludność i strach siała okrutny :) Pewnego razu, kiedy ojciec wrócił z wojny, zobaczył, że za pieniądze, zostawione córce na budowę klasztoru ta wybudowała ogromną fortecę i ogłosiła się królową. Szalenie go to rozgniewało, zdobył zamek siłą a córkę przeklął. Kiedy słowa przekleństwa dotarły do uszu Tamary natychmiast zasnęła, a król kazał żywcem zamurować ją w ścianach jednej z baszt zamku... Ot, taka historyjka. 

Druga nazwa baszty - baszta Owidiusza wiąże historię tego miejsca z postacią rzymskiego poety Owidiusza. Ponoć kiedy został wygnany z Rzymu miało przyjąć go do siebie starożytne miasto Tira czyli obecny Białogród... (co ciekawe w okolicy Białogrodu położona jest jeszcze wieś "Owidiopol", w limanie Dniestru spotkamy Jezioro Owidiusza, istnieje też nieopodal miasto Owidija :))

Minaret vel Majak (latarnia morska)
Spośród 34 baszt fortecy, prócz  dwóch wyżej wymienionych, zachowało się jeszcze kilkanaście innych (choć w nie tak dobrym stanie jak te dwie. Wnętrze fortecy (ok 9 hektarów) dzieli się niby na 4 części. Jedna z nich to terytorium garnizonu - tam znajdują się ruiny cytadeli, dawnego pałacu komendanta, budynku więzienia i skarbu. 
Zaraz po wejściu główną bramą na podwórzu zobaczyć możemy wielki zachowany minaret - pozostałość po czasach tureckich. Ciekawostką jest, że po wypędzeniu Turków nie został zburzony a wykorzystywano go w funkcji latarni morskiej. 

Popołudniowo-nocna wycieczka po zamku okazała się trwać tak długo, że nie udało nam się z Piotrkiem nic więcej w Białogrodzie zobaczyć. Mamy mocne postanowienie zjawienia się tam ponownie, tym razem latem - po pierwsze, aby zobaczyć miasteczko, po drugie -  zmagania przyjeżdżających tu rycerzy i po trzecie - dla mnie najważniejsze - za dnia oniemieć z wrażenia patrząc na Liman Dniestru, zobaczyć wschodzącą lampę Akermanu i nasłuchiwać wołań z Litwy :) 

Relację z wyprawy do Białogrodu przeczytać możecie również na blogu Piotrka: www.szachcior.blogspot.com

Dla zainteresowanych: do Białogrodu co pół godziny odjeżdżają marszrutki z Odessy, z prawej strony Dworca Kolejowego. Ostatnio marszrutka z Białogrodu do Odessy wraca między 19 a 20.


1.01.2012

Co wydarzy się w Roku Smoka? Refleksyjnie...

Spojrzenie na Stary Rok
Rok 2010 zakończył się nadaniem mu przydomka "parszywy". Ani się człowiek obejrzał końca dobiegł rok 2011... Jakiż on był, czyli podsumowania, refleksji słów kilka...

Chyba nie najgorszy.  Może przyczyniło się ku temu nasze zakończenie ubiegłego i lampion z życzeniami, który spłonął na drzewie?:) Oleńka, Brysieńku pamiętacie co myśmy tam sobie życzyli?:) Czy ja tam miałam w planach jakąś Ukrainę?
Rok 2011 zapamiętam z pewnością jako rok, w którym próbowałam się poukładać i znaleźć swoje miejsce na tym łez padole ;) oraz jako rok, w którym zdarzyło się się sporo podróżować i poznać mnóstwo fascynujących ludzi. Oczywiście to również rok, w którym w końcu udało mi się na dłużej osadzić za moją ulubioną wschodnią granicą.
Misja: Winnica trwa w najlepsze.
I jest mi dobrze. Robię coś co lubię, co sprawia satysfakcję i widzę w tym sens.
Pomimo kilku rozczarowań w ciągu tych 365 dni roku 2011 bilans wydaje się być na plusie. Oby tak dalej.

Czego życzyć sobie na ten Nowy 2012 Rok?
Aby przyniósł wiele fajnych projektów polsko-ukraińskich, liczne podróże w nieznane zakątki nie tylko Ukrainy, postawił na mej drodze jeszcze więcej ciekawych i zwariowanych ludzi, abym nadal z powodzeniem łączyła przyjemne z pożytecznym, aby mój doktorat i praca naukowa zaczęły nabierać rumieńców... Ech, tyle... O szczęście w miłości nie proszę bo nie można chcieć za dużo, a relacje z cyklu "it's complicated" zaczynają być coraz zabawniejsze... ;)
Mam nadzieję, że będę pisać częściej i zawsze coś ciekawego dla siebie tu znajdziecie :)

I jeszcze... bardziej szczegółowo ;)

W tym roku jak wiecie udało mi się zimą wykąpać w Morzu Czarnym, zadanie na przyszły rok to kąpiel w zimnym Dunajcu tak jak wykonali to w ostatni dzień 2011 roku Polaczykowie ze Szczawnicy, co udało mi się uwiecznić na zdjęciu w czasie wycieczki w słowacką część Pienin.

Więcej o Baciaro-Morsach -> tutaj



Pierwszy dzień Nowego Roku 2012 powitałam z widokami, które prezentuję poniżej :)
Więcej zdjęć w mojej galerii ->1 stycznia 2012

Mam nadzieję, że wiza ukraińska już wkrótce pojawi się w moim paszporcie i będę mogła męczyć Was swoimi licznymi wpisami na blogu! :)