W związku z tym, że wydarzenia ostatnich dni przyćmiły historię zatrucia pokarmowego oraz tym, że niekoniecznie chce mi się do tych nieszczególnie pięknych momentów wracać, o pierwszym mieście w Peru, do którego zawitaliśmy nie dowiecie się wiele. Powiedzmy, że byliśmy w Puno, nie dotarliśmy na pływające wyspy Uros i zapamiętamy stąd nocleg na dworcowym hostelu oraz pana riksiarza, który chciał nas oszukać na pieniądzach. Reszta leczenia przebiegła nam już w drugim największym mieście Peru – Arequipie, w doborowym towarzystwie naszych couchsurfingowych gospodarzy – Henry'ego i Juana Carlosa. A potem to jeszcze fajniej było ;)
English version at the bottom