Z tymi pingwinami to nie tak
łatwo jak się okazuje. Już po przyjeździe do Puerto Madryn w
jednym z hosteli dowiadujemy się o absurdalnych cenach tu panujących
(dla zagranicznych turystów cena wzrasta wszędzie dwukrotnie – i
nie da się oszukać, bo Argentyńczyków prosi się o dowody...) No
cóż, to rozkładamy namiot i następnego dnia jedziemy dalej?
English version at the very bottom ;)
English version at the very bottom ;)
Może
jednak nie. Sebastian z couchsurfingu daje nam nadzieję. Gdy już
leżymy w namiocie rozłożonym na plaży niemal w centrum miasta
dostajemy wiadomość – następnego dnia zostawcie plecaki u mnie rano i spróbujcie stopować na półwysep Valdes. Jak poradził tak
zrobiliśmy.
Niedaleko za Puerto Piramides,
gdzie dobiliśmy się
autobusem, zatrzymali się nam Fernando z Virginią. Nie dość, że zabrali nas ze sobą na wycieczkę objazdową po całym półwyspie to jeszcze okazali się znać angielski! W końcu jakaś sensowna rozmowa mogła wzniknąć, do tego z taką miłą parą o dużym poczuciu humoru.
Szczęście nam dopisywało bardzo – nie dość, że zobaczyliśmy te wszystkie cuda w postaci lwów i słoni morskich, fok i (oczywiście!) pingwinów to – uwaga, uwaga – tuż pod naszymi oczami przepłynęła rodzina orek! A do tego trzeba mać szczęście – nasz gospodarz mimo kilku pobytów na półwyspie nie widział ich nigdy! Wprawdzie widział wieloryby, ale ponoć w sezonie, gdy przypływają się tu rozmnażać i wychowywać młode to nic trudnego je dostrzec więc uznaję, że to się nie liczy ;)
Ech, ale ten półwysep... Raj po prostu. Jedziesz, jedziesz –
ponad 100-170 km a tu pampa i pampa, gdzie tylko od czasu do czasu
pojawi się jakiś guanaco (ichniejsza wersja lamy) i nagle
dojeżdżasz blisko wybrzeża gdzie jest znak „tu są
pingwiny/słonie morskie/foki“, wychodzisz z auta, podchodzisz a
tam na plaży lub tuż przy tobie całe kolonie tego wylegują się
na słońcu. Pingwiny wyginają głowy do słońca niemal na
wyciągnięcie ręki.. No i te orki... Widzisz grupę osób, która
spogląda w dal wraz z lokalnym rangerem i co chwilę robi „aj!“
„och!“ Patrzysz, nic nie widzisz. Pytasz – mówią, że orki.
Hmmm... Parę chwil później cała rodzina przepływa tuż przy
brzegu...
I te pingwiny...
Bo musicie wiedzieć, że mój mąż miał jasno powiedziane, że jeśli nie zobaczymy pingwinów to nigdy z Argentyny nie wyjedziemy. Na półwyspie myślałam, że jestem usatysfakcjonowana, że mała kolonia pingwinów Magellana została przeze mnie zobaczona. Do czasu wyjazdu z Puerto Madryn, gdy zatrzymała nam się wesoła trójka zmierzająca do Punta Tombo. Wprawdzie stopujemy już na południe, na koniec świata, ale mówią, że jadą na parę godzin więc mogą nas zabrać ze sobą a potem podrzucić na jakąś stację benzynową w drodze powrotnej. Hmmm... No dobra, przekonali mnie :D I jak bardzo nie żałuję to nie macie pojęcia.
autobusem, zatrzymali się nam Fernando z Virginią. Nie dość, że zabrali nas ze sobą na wycieczkę objazdową po całym półwyspie to jeszcze okazali się znać angielski! W końcu jakaś sensowna rozmowa mogła wzniknąć, do tego z taką miłą parą o dużym poczuciu humoru.
Szczęście nam dopisywało bardzo – nie dość, że zobaczyliśmy te wszystkie cuda w postaci lwów i słoni morskich, fok i (oczywiście!) pingwinów to – uwaga, uwaga – tuż pod naszymi oczami przepłynęła rodzina orek! A do tego trzeba mać szczęście – nasz gospodarz mimo kilku pobytów na półwyspie nie widział ich nigdy! Wprawdzie widział wieloryby, ale ponoć w sezonie, gdy przypływają się tu rozmnażać i wychowywać młode to nic trudnego je dostrzec więc uznaję, że to się nie liczy ;)
I te pingwiny...
Bo musicie wiedzieć, że mój mąż miał jasno powiedziane, że jeśli nie zobaczymy pingwinów to nigdy z Argentyny nie wyjedziemy. Na półwyspie myślałam, że jestem usatysfakcjonowana, że mała kolonia pingwinów Magellana została przeze mnie zobaczona. Do czasu wyjazdu z Puerto Madryn, gdy zatrzymała nam się wesoła trójka zmierzająca do Punta Tombo. Wprawdzie stopujemy już na południe, na koniec świata, ale mówią, że jadą na parę godzin więc mogą nas zabrać ze sobą a potem podrzucić na jakąś stację benzynową w drodze powrotnej. Hmmm... No dobra, przekonali mnie :D I jak bardzo nie żałuję to nie macie pojęcia.
Punta Tombo to miejscie gdzie żyje 40 tysięcy par
pingwinów... Normalnie idziesz sobie idziesz a tu obok, dookoła, na
horyzoncie – WSZĘDZIE – pingwiny! Raj do kwadratu jak dla mnie!
No to tyle. Spamuje zdjęciami pingwinów tym razem. Oglądajcie a my jedziemy na koniec
świata!
With seeing penguins isn't so
easy... After reaching Puerto Madryn in one of the hostels we're
finding information about insane prizes tour agencies wants for a
round trip (and as a rule prize is double when it comes to the
tourists who are not Argentinians). And we are not mad to spend such
amount for a one trip which provides you nothing besides driving you
there. What now? Sleep here one night somewhere and go further to the
south? Maybe not. While already getting ready to sleep in the tent
(put under one of the trees on the beach in the city center) we
received message from Sebastian (couchsurfing) with advise to leave
things at his place and try to hitchike. Next day, as advised, we're
taking the bus to Puerto Piramides from where we hitchhike some
Canadian couple who leave us near the road to the inside. After some
time we're lucky to meet Fernando and Virginia who not only take us
for a trip around but also they both speak English. Finally we can
talk! And the conversation with both of them is such a pleasure as
they present really good sense of humor and have a wide knowlegde
about Argentina.
Luck was in general our friend
this day. We managed not only to see from short distance animals
such us sea lions, elephant seals, seals and penguins (of course!)
but just few meter from us orca's family swam! And this is a big
thing as we found out later. For example our host never saw them
despite being here couple of the times. But on the other hand he was
here on season when the whales come here... Well, we cannot have
everything :)
Penninsula... I do not have even
words to describe it. You're driving more then 100 km with seeing
only pampa where from time to time some guanaco will appear and
suddenly you came closer to the coast and see the mark „Here you
see penguins/seas lions/seals“. You go out from the car and you see
they actually are there! All colonies! Penguins puts their faces to
the sun and they are so close you could even touch them. And the
orcas... Group of people surrounds park ranger and from time to time
they make sounds like „there it is!“ „Oh my God!“. Of course
you see nothnig and after hearing it suppose to be orca you don't
believe it. Couple of minutes later all family of orcas swims just
before your eyes...
What to say more – paradise
for me! Because what you need to know is that my husband received
clear instruction – if I will not see penguins we're not moving
from Argentina anywhere. Seing them in Peninsula Valdes I thought I
am satisfed because I saw small colony of Magellan penguins. Till the
time we went to hitchhike further south from Puerto Madryn and funny
young Argentinians didn't stop to grab us. They were heading Punta
Tombo – the biggest colony of Magellan penguins outside
Antarctica... Yes, you're right – we decided to go with them and
start hitchhiking after. I am so much not regreting this decision. 80
thousands penguins live here! You're walking and you are just
surrounded by penguins! Paradise! Ok, that's enought talking in this
post I'm spaming with the pictures!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz