16.11.2011

Gdzie diabeł mówi dobranoc, albo gdzie Lenin krzyżuje się z Majakowskim...

Gdyby ktoś z Was miał zamiar kiedyś wybrać się na wycieczkę po delcie Dunaju i myślał, że bezproblemowo uda mu się przekroczyć granicę rumuńsko-ukraińską, aby móc nacieszyć oko urokami naddunajskich miast po obu stronach rzeki, cóż - proponuję przeczytać wcześniej moją subiektywną relację z tegorocznej eskapady tymże szlakiem.
(Fotografie z całej wyprawy można znaleźć tutaj )

Przed chatą w Peripravie
Jeśli obierzecie jako i ja obrałam trasę Tulcea-Periprava i myślicie, że tak jak jest napisane w przewodnikach, bądź jak informują Was autochtoni, uda Wam się namówić kogoś, aby łódką przeprawił się z Wami na drugi brzeg do miejscowości Wyłkowe, krótka wymiana zdań z strażą graniczną na miejscu, uświadomi Wam: "haha, nie-e, nie da rady, trzeba wracać do Tulczy po pozwolenie (o którym w Tulczy, rzecz jasna, nikt nie wie) albo jechać do Gałacza i stamtąd jechać". Hmm... Miejmy nadzieję, że będziecie mieć szczęście i następnego dnia katamaran będzie płynął z powrotem (bo one co drugi dzień mniej więcej kursują, i słowa "mniej więcej" w pełni oddają godziny kursów ;)). Nie ma jednak powodu, aby się bardzo stresować jeśli katamaran nie będzie miał ochoty na szybki powrót bo jedno mogę Wam obiecać - mieszkańcy tej maleńkiej wioseczki rumuńskiej są bardzo mili, przyjaźnie nastawieni do intruzów - stanowimy dla nich nie lada ciekawostkę i jakąś odskocznię od codzienności, w związku z czym chętnie przenocują, a może i nawet nakarmią i napoją:)
Spontaniczny nocleg i kolacja z gospodarzami w Peripravie

Tak więc już wiemy - do Wyłkowego z Peripravy nas nie puszczą a zatem powrót i -> Gałacz. Stąd ponoć można na Ukrainę się dostać. Oczywiście. Jasne. Kursuje tam aż jeden autobus.  Ciężko tylko określić o której jest on konkretnie godzinie... Ale do granicy dowiezie nas taksówka. Ile? No chyba żart - to tylko pięć kilometrów! Nie ze mną te numery. Tak więc rada: wychodzimy z dworca, pytamy gdzie granica i idziemy łapać stopa (wszyscy pukają się w czoło i mówią, że to niebezpieczne).
No risk, no fun :)

O poranku nad pięknym i modrym Dunajem
Zatrzymuje się pierwszy lub drugi samochód. Dopiero od kierowcy dowiaduję się, że nie ma tutaj granicy rumuńsko-ukraińskiej. Jest natomiast rumuńsko-mołdawska a żeby było śmieszniej nie można jej przekraczać pieszo... (czyli łapanie stopa i tak będzie konieczne, chyba że uda się komuś szybko zmontować jakiś pojazd).  Jeśli nie traficie akurat na kierowcę, który posiada żółte papiery nastawcie się na stanie w kilkugodzinnej kolejce na tymże przejściu. Później trzeba grzecznie podziękować kierowcy za podwiezienie, wysiąść i pieszo około kilometra przejść do granicy mołdawsko-ukraińskiej (samochody dziwnym trafem tam nie jeżdżą...) Czyli z Rumuni na Ukrainę jedzie się przez Mołdawię.
Pożegnanie z Rumunią
Na tej granicy idzie szybciutko - dość ospała atmosfera, turystki z plecakami podróżujące same, bywają dla strazników ciekawym obiektem (nadziwić się nie mogą, że sama, że z Polski, że z plecakiem, że bez męża i jeszcze jej się Ukraina podoba... świat schodzi na psy...:) ) Kawa ze strażnikami, którzy uświadamiają mnie że miejscowość Reni, do której chcę trafić jest oddalona jeszcze o jakieś 10 km... Dobrzy ludzie - mówią, że można tu poczekać na jakiś samochód i oni każą mnie podwieźć. Bosko, jednak po półgodzinnym oczekiwaniu, gdzie absolutnie NIC nie jedzie, trzeba się zebrać i ruszyć prosto przed siebie. I pisząc "prosto" mam na myśli "prosto" - drogę widzimy cały czas przed sobą, a wokół tylko pola kukurydzy albo zboża... i nie widać, żeby droga miała się skończyć... Po drodze psy, owce, krowy... Sielsko, anielsko, tylko plecak ciąży i nogi bolą niemiłosiernie.

Reni
Finally! -> Reni.

Miejscowość, której nie opisują w przewodnikach, a która ma w sobie, jak się okazało, wiele uroku i mieszka tam sporo miłych ludzi o czym za chwilę.

Gdzie nocować?
Jest kilka hotelików, zajazdów, ale nie są one najtańsze. Ja proponuję dojść do Morskiego Wokzalu, choć nie wygląda na hotel zapewniam - mają tam całkiem niezłe miejscówki. Jest ciepła woda i pana na "portiertni", który chętnie się z Wami napije wódki i poopowiada ciekawe historie. Jeśli go zainteresujecie swoją osobą, następnego dnia, pomimo iż po nocnej zmianie, oprowadzi po miasteczku, zaprosi do domu  (zarówno swojego, jak i setki swoich znajomych) a potem pomoże znaleźć transport tam, gdzie potrzebujecie dalej jechać :)

Pomnik Lenina
Co ciekawego jest w Reni? Przede wszystkim należy się przespacerować uliczkami, które tylko przy głównej drodze mają pozmieniane nazwy. Zapuszczając się wgłąb, przejdziemy ulice Lenina i Majakowskiego, w parku natkniemy się na zadbany pomnik Wladimira Iljicza Uljanowa, na murach znajdziemy ogromne socrealistyczne plakaty, zaś w pobliżu portu mapę tych terenów z opisem, że znajdujemy się w Ukraińskiej Socrealistycznej Republice Radzieckiej... Miłośnicy socrealizmu z pewnością będą zachwyceni - to wioska, w której czas się zatrzymał...
Warto zagadać do kogoś z miejscowych i np. zapytać czy nie poczęstuje herbatą. To niezwykła okazja do pogawędki oraz zobaczenia wnętrza domów. Ukraińcy lubią pokazywać, opowiadać. Inna sprawa czym się chwalą ponieważ kiedy fotografujecie piękny stary kredens kuchenny mogą Was poprosić o sfotografowanie salonu, w którym jest wielki plazmowy telewizor...:)
W Reni mieści się jeden z portów ukraińskich - na większą część jego terenu nie można wchodzić, a jeszcze większej części nie wolno fotografować (taka pozostałość po dawnych czasach i przypuszczeniu, że każdy obcy z aparatem to szpieg).
Rodyna Mat' zovut!
Można również poszukać Muzeum Krajoznawczego - małe, przytulne, sporo w nim eksponatów, ale znalezienie go graniczy z cudem ponieważ o jego istnieniu, pomimo iż jest w centrum wioski, nikt z miejscowych nie wie. Zresztą posłuchajcie dialogu jaki odbyłam z panem, który otworzył drzwi, obok których wisiała tablica "Muzeum"





 
Wnętrze muzeum
"-Dzień dobry. Jestem turystką z Polski. Czy mogłabym wejść?
- Dzień dobry. A po co?
- Tutaj jest napisane, że to Muzeum. To prawda?
- No tak.
- Aha. To znaczy mogę wejść?
- Ale po co?
-...  chciałabym zobaczyć co macie w Muzeum? (nic innego nie przyszło mi do głowy:))
-No, cóż, proszę wejść...Dziwne, że to Panią interesuje"


Po wpuszczeniu mnie do środka Pan wrócił do oglądania telewizji (najwyraźniej mu przerwałam), zostawiając mnie wśród tych bezcennych rzeczy... Nie, nie przywiozłam sobie stamtąd pamiątki, choć nigdy chyba mnie tak nie kusiło :D
Gdzie dalej jechać z Reni?
Zbyt wielu opcji nie ma:) Albo jedziemy (a właściwie idziemy) z powrotem do granicy z Mołdawią albo jedziemy dalej w Ukrainę:) Reni ma bardzo dobre połączenia z miejscowościami obwodu odeskiego. Z dworca kursuje kilkanaście marszrutek dziennie do Odessy i kilka do większych miast w okolicy: Izmaiłu, Kilii, Białogrodu.

Skrzyżowanie ulic Lenina i Majakowskiego
Kacwin, Slav i jego koledzy :)


4 komentarze: