| Gołębie serce |
Post specjalnie dla moich kochanych Stachowiczan - miłośników gołębi oraz zwolenników instytucji małżeństwa :)
| Jeden z wielu strojów, które mnie urzekły |
Spacer po centrum Winnicy sobotnim popołudniem zaowocował cudnymi ujęciami, które prezentuję w niniejszym poście. Wycieczka po mieście dłuższą chwilę spędziła przyglądając się sesjom zdjęciowym nowożeńców. Okazało się że Państwo Młodzi zaraz po wyjściu czy to z cerkwi, z kościoła czy też po prostu z urzędu udają się razem z rodziną do parku obok wieży w centrum miasta, aby uwiecznić swe szczęście na fotografiach. Miasto jest na to świetnie przygotowane: w dniu udzielania ślubów przed wieżą ustawiane są 3 różne klatki, w każdej para śnieżnobiałych gołębi, zalotnie spoglądających w obiektyw. Jak się dowiedziałam dostępna jest również atrakcja w postaci "wynajęcia" sobie tych ptaszęt do zrobienia zdjęcia pod tytułem "my biegnący pośród gołębi" bądź wariantu "oto uwalniam z klatki to boskie stworzenie, które od tej pory będzie symbolem naszej miłości". Gołąbie są tresowane i po każdym takim przedsięwzięciu wracają do właścicieli. Miłość miłością a biznes biznesem ;)
| "Mój piękny Panie ja go nie kocham, taka jest prawda..." :) |
Z ciekawostek dotyczących ślubów na Ukrainie...
Według badań przeprowadzonych w maju
tego roku przez niemiecką gazetę Die Presse dotyczących statystyki
rozwodów Ukraina jest w tej kategorii absolutnym liderem. Tu na 1000
mieszkańców
przypada 5,3 rozwodów. Choć to i tak nie tak źle jeśli weźmie się pod
uwagę zdanie ministra sprawiedliwości Ukrainy Aleksandra Ławrynowycza,
który swego czasu poinformował, że w 2010 roku na
Ukrainie zarejestrowano rekordowo małą liczbę rozwodów. Według
słów
ministra w zeszłym roku rozwiodło się 126 tysięcy par, to znaczy o 14%
mniej, aniżeli w 2009 roku, i prawie o 25% mniej, aniżeli w 2008 roku!
Pomimo tak ogromnej ilości rozwodów nie dotarła tu jeszcze tradycja ich
świętowania. Póki co panny wystrojone w złoto, srebro i koronki oraz
panowie w lakierkach i błyszczących garniakach spotykają się w
cerkwi/kościele/urzędzie, aby przysięgać sobie "вічну любов". A dalej
niech się dzieje wola nieba.
Ale wracając do tematu sesji -
spotkania w parku mają w sobie wiele uroku, wprawdzie niewiele z
prywatności, zwłaszcza kiedy wokół mnóstwo innych par i fotografują Cię
również obcy ludzie, ale przecież szczęściem trzeba się dzielić.
Generalnie Ukraińcy nie mają problemu z tym, że się im robi zdjęcia;
warto czasem tylko o tym uprzedzić lub poprosić o pozwolenie.
Stachowiczanie (i inni odwiedzający tę stronę) zapraszam na przechadzkę urokliwymi alejkami winnickiego parku pośród młodych popijających Igristoje i wesoło gruchoczących gołębi. Ogarniecie jako i ja ogarnąć się starałam co tuszę i na zacnych fotografijach widać ;) Pozdro!
Taki wpis, bez ujawniania jakichkolwiek kobiecych emocji zwykle towarzyszącym wszystkiemu, co wiąże się ze ślubami, mogłaś tylko Ty popełnić. ;)
OdpowiedzUsuńTwoje relacje bardzo miło się czyta - nie chciałem, żeby brak komentarzy Cię zniechęcił do pisania, bo robisz to bardzo ciekawie, więc postanowiłem skomentować :D Pisz mi tak jeeeszczeeee... ;)
heh, brak komentarzy bynajmniej mnie nie zniechęca ;) Powstrzymanie mnie od mówienia czy też pisania to jedna z tych rzeczy prawie niemożliwych do osiągnięcia...
OdpowiedzUsuńDzięki za słowa pochwały - nasycają mą próżność
Co to za opieprzanie się! Proszę o kolejny wpis.
OdpowiedzUsuńFajnie piszesz, ale szkoda, że literacka nagroda Nobla już została przyznana... :)
P.S. Kto to są Stachowiczanie?
hmm... ja się opieprzam? Czyżby ktoś pisał ten komentarz w godzinach swojej pracy?:P
OdpowiedzUsuńWiesz nie tylko Literacka została przyznana, Pokojowa również... Damn it!:)
Stachowiczanie to wszystkie osoby, które mieszkały bądź były ściśle związane z naszym mieszkaniem w Krakowie na ulicy Stachowicza a.k.a "friends"
już niedługo nowy wpis, ale na razie trochę brak czasu :)
Pisz dużo , bo jak przyjadę na Ukrainę to muszę być już obeznany we wszystkim... Wszelkie tradycje, zwyczaje i obyczaje związane z życiem codziennym za wschodnią granicą są mi obce ale dzięki Tobie nic mnie nie w przyszłosci nie zaskoczy :)
OdpowiedzUsuńFajny post i komentarze równierż!
OdpowiedzUsuńPoprzedni komentarz umieściłem chyba zbyt nisko, pod opisem podróży więc tym razem przechodzę w gorę. Gołębi są pięknie ujęte, to przymknięte oko pierwszego to przypadek? masz oko i umiesz posługiwać się obiektywem tylko szkoda że Twoja koleżanka się ukrywa. Pisanie także nie jest Ci obce.Czemu mówią na Ciebie "Kacwinek", kąpałaś się pod wodospadem kacwińskim?
OdpowiedzUsuńDziękuję Sławku. Bardzo mi miło, że Ci się podoba mój blog. Przymknięte oko u gołębia jest trochę przypadkowe, aczkolwiek trochę czekałam aż oba obrócą się w stronę obiektywu:) Kacwinek to zdrobnienie mojego nazwiska:) A o wodospadzie kacwińskim pierwsze słyszę... Czy znajduje się on na Spiszu w miejscowości Kacwin czy to jakaś inna historia?
OdpowiedzUsuńZnajduje się dokładnie w Kacwinie, są tam właściwie dwa wodospady jednak trudno dostępne. Aby dotrzeć do nich trzeba iść w górę rzeki oczywiście pokonując nurt rzeki. Latem jest to przyjemne, zimą proponuję wariant Chrystusowy(z wykorzystaniem pali najlepiej). Wodospad i sceneria są niesamowite aczkolwiek ubarwione spływającą gnojówką z obór które prawie wiszą nad wodą,o śmieciach nie wspominam. Ma wysokość ok 3m. Kiedy pojawi się ciąg dalszy bloga ze zdjęciem Twojej współtowarzyszki?
OdpowiedzUsuń