18.10.2011

Sól tej ziemi, albo: do czerwca ogłuchnę...


Dzieci. Taa-ak. Są cudowne. Zwłaszcza kiedy śpią. Wtedy nie wydobywają z siebie dźwięków. Jak wszyscy wiemy, skala którą operuje młodsza młodzież jest dość rozległa...
Jednym zdaniem - pierwsze zajęcia w tutejszym gimnazjum mamy już z Iwoną za sobą.

Anton
Nie było łatwo, ale pomimo iż prawie ogłuchłyśmy było całkiem miło i sympatycznie. Dzieciaków była garstka, choć momentami wydawało mi się, że w sali jest ich nie dziesięcioro a cały tabor cygański, który krzyczy, macha rękami przed oczyma, ma nieskoordynowane ruchy i czasem jeden z osobników wydaje z siebie dziwne dźwięki, które mają go wyróżnić spośród reszty... Cóż, przynajmniej nie można ich posądzić o flegmatyzm... Trzeba również przyznać, że wykazują  umiarkowane zainteresowanie tym, co się do nich mówi. Tak poza tym sami z siebie wyrazili chęć nauki polskiego i zarzucili nas mnóstwem własnych pomysłów - zdecydowanie przodował w nich Anton (który, nie ukrywam, został już mianowany moim ulubieńcem, oczywiście jeśli przestanie tak krzyczeć). W najbliższy piątek święto szkoły - z tej okazji występy w teatrze Sadowskiego zatem spodziewajcie się większej ilości tekstu o samej szkole i oczywiście relacji fotograficznje :) Poniżej kilka zdjęć z dnia dzisiejszego  -my i nasi podopieczni, z którymi będziemy się spotykać aż do czerwca (przy optymistycznym założeniu, że do tego czasu nie ogłuchniemy).



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz