| Namioty partii "Batkiwszczyna" na Placu Teatralnym w Winnycy |
Na Ukrainie tydzień upłynął pod znakiem protestów i sądów nad Julią Tymoszenko (przypomnę: "Żelazna Julia" została uznana winną nadużyć związanych z zawieraniem kontraktów gazowych z Rosją w 2009 roku i skazana na 7 lat więzienia, otrzymała również trzyletni zakaz zajmowania stanowisk państwowych). Niestety zbyt późno zorientowałam się, że całkiem ciekawą fotorelację można by przeprowadzić z blokady przez zwolenników Julki głównej ulicy Kijowa - Chreszczatyku i pozostało mi jedynie sfotografowanie uroczych namiotów partii "Batkiwszczyna" (partia założona przez Tymoszenko) rozłożonych na placu teatralnym w Winnicy, gdzie z głośników można było posłuchać hymnu Ukrainy naprzemian z ukraińską popsą :) Takie rzeczy tylko na Ukrainie. Chociaż... momentami czułam się jak na Krakowskim Przedmieściu :)
Zawirowania na ukraińskiej scenie politycznej nie wpłynęły jednak w jakikolwiek sposób na nasz pierwszy wolontariacki tydzień. Tydzień, który zasponsorowało słowo "pierwszy". I tak za nami już:
- pierwsza wizyta w miejscu pracy - Centrum Informacji Europejskiej (http://vn.ukrcei.org/)
- pierwsze przygotowanie się do spotkań/zajęć,
- pierwsze spotkanie Klubu Języka Polskiego,
- pierwsza wizyta w lokalnym domu dziecka,
- pierwsze spotkanie z Klubem Angielskim
- pierwsze nieformalne spotkania z rówieśnikami.
Refleksja? Jest tego trochę, ale jeśli atmosfera i nastrój będą nadal tak dobre jak na tych dotychczasowych spotkaniach, zapewne pojawi się więcej inicjatyw.
Jeśli chodzi o Klub Języka Polskiego - fajnie być native speakerem i widzieć, że Twój język cieszy się sporym powodzeniem. Ostatecznie, po rozeznaniu się w sytuacji językowej potencjalnych uczniów sprawa wygląda tak: 3 grupy początkowe i jedna zaawansowana (każda po 15-17 osób). Nieźle jak na miasto, w którym istnieje kilka organizacji polonijnych, które starają się organizować własne szkoły językowe. Zobaczymy ile osób ostanie się u nas za pół roku:) Co mnie osobiście zaskoczyło to zróżnicowana motywacja osób przychodzących na zajęcia. Oj różna ona jest zaprawdę... - od studentów, którzy chcą jechać uczyć się do Polski, przez osoby mające krewnych w Polsce czy też chcące uzyskać Kartę Polaka, po rodziców, którzy chcą nauczyć się języka ponieważ ich dziecko uczy się w Polsce:) Wyłapałam już kilka dość charakterystycznych postaci wśród uczniów. Będzie się działo. Kaganek oświaty wzięty w dłoń:)
Największym wyzwaniem tego tygodnia była dla mnie wizyta w Domu Dziecka. Razem z trójką innych wolontariuszy odwiedziłyśmy dzieciaki w jednym z kilku winnickich ośrodków. Dość przyjazne miejsce (oczywiście na tyle, na ile takie miejsce w ogóle może być przyjazne :/ ...). Niemniej jednak - zadbane, ładnie urządzone, kolorowe, z placem zabaw przed budynkiem...
Dostała nam się moja "ulubiona" grupa wiekowa dzieciaków, czyli od 5 do 8 latków... Małe, biega, krzyczy, 5 min nie usiedzi w miejscu, nie słucha dłużej niż 3 min - generalnie ciężko okiełznać tak młodego ducha:) Trochę się jednak udało - zabawa w odgadywanie postaci z bajek, legenda o smoku wawelskim (tak, tak Kacwin opowiadał tę zacną polską legendę), zabawa w "Oleni" oraz list od Dziadka Mroza - wszystko to znalazło uznanie w oczach dzieciaków. Pomimo harmideru, wrzasków, bieganiny jakoś udało nam się "dogadać".
Patrząc i rozmawiając z niektórymi z dzieci naprawdę ciężko myśli się o tym, że to dzieciaki bez rodziny, które od każdego oczekują przytulenia, rozmowy czy po prostu - jakkolwiek banalnie by to nie brzmiało - czyjejś obecności... Nie jestem jakąś ogromną fanką przebywania wśród dzieci (można by nawet się pokusić o stwierdzenie, że odczuwam lekką awersję do tego typu spotkań), ale mogę zapewnić, że nie była to moja jedyna wizyta w ośrodku. Na pewno zjawię się tam jeszcze choćby i po to, aby przeczytać co napisała mi Katia w notesiku, który otrzymała...
Poniżej kilka zdjęć, które - mam nadzieję, oddają choć trochę atmosferę naszego spotkania.
| Wolontariuszki - Gala i Julia |
Czyli na nudę raczej nie narzekasz :)
OdpowiedzUsuńPodejrzewam, że nauczanie polskiego może być trudniejsze niż ukraińskiego, tym bardziej trzymam kciuki.
Zdjęcia dzieciaków bardzo ładne, choć zawsze w takich miejscach trudno o tyle miłości ile potrzebują.