Na wariackich papierach… Jak zwykle…
Mimo przygód udało się w jednym
kawałku dotransportować bagaż na dworzec główny w Krakowie. Tutaj – serdeczne
dzięki dla Oli za pomoc w targaniu betów, jazdę na czerwonym oraz jazdę pod prąd ;) Bez Ciebie na pewno
nie udałoby mi się ostatecznie zasiąść w trzyosobowym przedziale pociągu
relacji Wrocław-Kijów o godz 12.56. Podziękowania również dla Sławka, który
pomógł wnieść rzeczy a następnie rozpracował logistykę rozmieszczenia ich na 3
metrach kwadratowych :)
Nie wiem czy to z racji tego, że pociąg międzynarodowy czy
jakieś inne siły zadziałały ale pociąg wyruszył punktualnie… Punktualnie
również dotarł w miejsce przeznaczenia… Dziwne. Polskie koleje pociągowe nie
przyzwyczaiły mnie do komfortu przybywania na czas.
Jazda przyjemna. Już na początku jazdy nasza
współtowarzyszka podróży poprosiła konduktora o rozłożenie nam łóżek, tak coby
każdy miał swoje i nie wtrącał się w życie drugiego. Słusznie. Po co się
integrować. Ale z drugiej strony co to
za podróż bez nowych znajomości? Skoro współspaczka nie wyraziła chęci
zapoznania się, trzeba znaleźć inną naiwną duszyczkę. Okazja przytrafiła się
dopiero w Przemyślu. Dwie godziny stania i zmiana kół w pociągu. Przecudny
zachód słońca.
I pan ze świetnym aparatem. I jak tu nie zagadać?
Greg. Lat 42. Szkot. Fotograf-podróżnik. Jedzie do Czarnobyla robić reportaż. Dałby
sobie rękę uciąć, że w polskim pociągu można kupić piwo i wódkę, a tu taka
niemiła niespodzianka i pół litra żubrówki już mu się skończyło… Lepiej trafić
nie mogłam :) przegadane pół nocy. Pobudka o poranku i o
6.41 pociąg zajechał na stację "Winnica".
Oksana i Anna pomimo wczesnej pory dzielnie czekały na
wokzalu.
1 dzień upłynął pod znakiem ogarniania mieszkania.
Sympatyczne, dwupokojowe, w ceglanych domkach (jedne z starszych budynków w Winnicy; mają np drewniane schody "w klatce schodowej"). Jest
klimat generalnie.
Prócz tego szybki spacerek po centrum miasta, kawa i ciasteczko (albo raczej woda mineralna i ciasteczko) u konsula, wizyta w centrum i „znajomstwo” z panią dyrektor biblioteki.
Prócz tego szybki spacerek po centrum miasta, kawa i ciasteczko (albo raczej woda mineralna i ciasteczko) u konsula, wizyta w centrum i „znajomstwo” z panią dyrektor biblioteki.
Ciekawe, bardzo interesujące zdjęcia,szczególnie gołębie i dzieci z domu dziecka. Chyba położyłaś się na podłodze i uchwyciłaś to coś w oczach dziecka. A za bagaż to nie ma sprawy. Słyszałem że podczas pokazu tańców kozackich miałyście sporą dawkę nacjonalizmu ukraińskiego a może to ich patriotyzm? szkoda że mu Polacy mamy złe skojarzenia z ich nacjonalizmem a może czas zmienić sposób postrzegania?
OdpowiedzUsuńech, myślę że i Ukraińcy mogliby co nieco o naszym nacjonalizmie powiedzieć... Cóż historii nie zmienimy. Trzeba się przyznać do błędów dziadków i "move on". Niestety ani nam Polakom ani Ukraińcom dialog na razie nie wychodzi najlepiej.
OdpowiedzUsuń