17.02.2012

W poszukiwaniu straconego czasu albo Chruściana opowieść

Kochani moi...
Za nami jakże urocze święto Walentynek. Ulice, sklepy, restauracje i kina w Winnicy, podobnie pewnie jak te polskie dość intensywnie promowały swoje oferty na ten szczególny dzień. 
Jako fanka anty-walentek i zwolenniczka świętowania naszego starego pięknego zwyczaju Nocy Kupały, dzień ten spędziłam na nauce i czytaniu - z uśmiechem na ustach i myślą, że przecież za dwa dni mamy wspaniałe święto, z miłością również (jak dla mnie) powiązane - Tłusty Czwartek.

Mam wałek i nie boję się go użyć ;)
Z samego rana, zaraz po przebudzeniu moim (czyt.11 godzina) ruszyłyśmy z Iwoną kupić słodkie, lukrowane, pudrowane pączusie. Coś co miało być szybkim pójściem do cukierni przerodziło się w dwugodzinne błądzenie po mieście w poszukiwaniu (w końcowej fazie) już czegokolwiek co pączka by przypominało. Niestety - mission failed. Sklepy, bazar, lwowska cukiernia czy sklep Warszawa - pączków niet!
Buuu!
Oczywiście nie jesteśmy z tych, co biorą sobie porażkę do serca i siedzą w kącie płacząc i użalając się nad sobą. O nie! Postanowiłyśmy wziąć sprawy w swoje ręce. Najpierw trzeźwo oceniłyśmy sytuację - "oczywiście, że nie uda nam się samodzielnie upiec pączków" Później głośno wydychając powietrze wypowiedziałam słowa: "Usmażę chrust!"
Słów na wiatr nie rzucam i tak oto ja - Kacwin, co dwie lewe ręce ma, gotować nie potrafi, ale spalić, przypalić, zepsuć owszem - wypiekłam - drugi po pączkach - symbol Tłustego Czwartku - chrust (czy też faworki - nazwę dobierzcie sobie sami). 

Post factum mogę napisać, że największą trudnością w całym wydarzeniu okazało się być kupienie wałka do ciasta (który ostatecznie udało się nabyć w sklepie z pamiątkami ukraińskimi :DDD). Kuchnia nasza  - bidulka maleńka, totalnie nieprzygotowania na wypieki więc przygotowania i sam proces wyrobnictwa odbywał się na stole w moim pokoju. Czysty profesjonalizm. Chrust podano na stół!
Wydarzenie godne uczczenia więc i naszych znajomych na świętowanie Tłustego Czwartku (oraz moich pierwszych kroków kulinarnych) zaprosiłyśmy na wieczór. 

I tu niespodzianka! Na spotkaniu pączki się pojawiły! Jedna z naszych uczennic - Olena upiekła specjalnie dla nas pyszne maleńkie pączki z nadzieniem jabłkowym, za co jej ogromnie dziękujemy!!

A później już tylko "jedzą, piją, lulki palą..."
Tłusty Czwartek 2012 zaliczam do udanych!
(Choć dzień następny niekoniecznie - piosenka opisująca nastrój do posłuchania poniżej :))

Zdjęcia "proces wyrobnictwa faworków" w galerii "Tłusty czwartek" :)





1 komentarz:

  1. Wielceż to umysł piękny i godny, co pączki i chrust z nastrojem zakopowera łączy

    OdpowiedzUsuń