Trembowla. Nazwa miejscowości nic mi nie mówiła do momentu poznania Piotra. To on oświecił mnie, że to własnie TUTAJ stacjonował kiedyś 9 Pułk Ułanów Małopolskich... Super nie? :)
Jak się okazać miało później znalezienie koszar - miejsca stacjonowania owego pułku, Piotr postawił sobie chyba za punkt honoru w czasie naszej wycieczki... Ale od początku.
Do Trembowli najlepiej jechać z Tarnopola albo z Czerniowiec. My (albo raczej ja - jako Pierwszy Organizator Wypraw ;) ) wybraliśmy wariant pierwszy. Roztrzęsioną marszrutką (na którą, o dziwo, trzeba było wcześniej kupić bilet w kasie!) dojechaliśmy do tej uroczej wioski. Pogoda nam sprzyjała bo jakże inaczej - niemal połowa grudnia a wokół jeszcze złota jesień :)
Dla mnie wycieczka składać się miała z 2 głównych punktów: zamek i ruiny klasztoru bazylianów.
| Piotrek myśli, że wypatrzy koszary... |
Zamek zbudował król Kazimierz Wielki w drugiej poł. XIV wieku w miejscu wcześniejszego gródka. Zamek stał się ważną twierdzą po zaborze Podola przez Turcję w 1671 r. i zasłynął w 1675 roku bohaterską obroną żołnierzy starosty trembowskiego Bernarda Prittwicza przed Tatarami i Turkami. To, że załoga wytrzymała na posterunku było w dużym stopniu zasługą żony (kobiety rulez!) komendanta Jana Samuela Chrzanowskiego - Anny Doroty Chrzanowskiej, która zagrzewała ducha bojowego i miała nawet z szablą w dłoni uczestniczyć w wypadach na wroga. Gdy szlachta, oblężona przez oddziały wojsk tureckich na zamku trembowelskim nosiła się z zamiarem poddania twierdzy, Chrzanowska uprzedziła o tym męża, co zapobiegło kapitulacji Trembowli. Gdy sam komendant stracił wiarę w sens dalszej obrony, miała zagrozić, że w takim wypadku siebie i jego zabije (nosiła ze sobą dwa noże i groziła mężowi, że jeśli on zdecyduje się poddać zamek, jednym zabije jego, a drugim siebie - hej! :)). Według innych przekazów groziła podpaleniem prochów i wysadzeniem miasta (też nieźle). Podobno sama poprowadziła wycieczkę obrońców na szańce tureckie. Desperacja (:)) została nagrodzona i Turcy z powodu nadciągania Sobieskiego z odsieczą wycofali się nocą spod Trembowli.
Z obronnego zamku pozostały jedynie zewnętrzne mury i wały ziemne. Piotrek opowiedział historię że po murach zamku należało przejechać koniem. Dlaczego i w jaki sposób poczytajcie na jego blogu -> http://www.szachcior.blogspot.com/
| Annie Dorocie Chrzanowskiej |
Nikt nie wie gdzie jest ten klasztor, poza tym Piotr jest moim gościem - trzeba było z chmurną miną zacząć szukać tych całych koszar... Oczywiście tej lokalizacji również żaden z autochtonów nie zna. Ale.. od czego ma Kacwin główkę? Jest kościół katolicki. Jesteśmy na terenach dawnej Rzeczpospolitej - duża szansa, że ksiądz jest Polakiem. Idziem szukać. Kościół św. św. Piotra i Pawła z 1927 r. (od Piotra dowiaduję się później, że był kościołem garnizonowym), z charakterystyczną kolumnadą ( za czasów ZSRR pełnił funkcję kina). Ksiądz proboszcz, jak się dowiedzieliśmy od robotników, mieszka gdzieś tam - za Okiem (stacja benzynowa), ale przed sklepem z wódką i papierosami... (tak nam tłumaczono dojście). Przed wejściem samochód i urocza bestyja zwana Reksem, która szczeka i wygląda jak diabelskie stworzenie z tymi wyszczerzonymi kłami. Jednak słusznie, że tak ujadała bo pleban się zainteresował i do nas wyszedł. Nie wiedział ni o klasztorze, ni o koszarach (on dopiero dwa lata na parafii), ale od czego tutejszy sviaszczenyk grekokatolicki i jakaś tam pani Krysia/Zosia/Zdzisia... Co więcej, ksiądz dobrodziej transport nam załatwił w miejsce gdzie owe koszary miały się znajdować! Dwie szalone siostry jadące na katechezę do sąsiedniej wsi samochodem księdza! Czad! Siostra-kierowca rulez! "Gdzie on lezie? nie widzi że jadę?!" Typowo ukraińska jazda samochodem. Pełna asymilacja i aklimatyzacja :) Szkoda, że tak krótko trwała podróż z nimi.
Stare budynki są. Zamknięte. Brama. Pamiętajcie - zawsze trzeba zaglądać i próbować otwierać. Piotr w ekstazie i żywiole (jak się można domyślić) tak własnie robił i w ten sposób zwabił pana strażnika. Pan strażnik nie wie czego pilnuje... Ot, pustostan, jak stwierdził. Ale otworzył i pozwolił pochodzić po terenie. Bomba...zajęcie super - ale dla Piotrka, któremu oddałam aparat a sama pogrążyłam się w lekturze przewodnika, przysiadając na murku w pobliżu pasących się kóz... Tak nabawiłam się ciężkiego przeziębienia które do dzisiaj współtowarzyszowi mej podróży wypominam :D
| Budynki koszar? |
Do Trembowli wrócę jeszcze z pewnością - nie, nie - bynajmniej nie żeby oglądać dawne koszary. Fajnie jest wiedzieć, że były/są, ale zostawię ich odkrywanie entuzjastom pokroju Piotrusia :P Ja wrócę, aby obejrzeć ruiny obronnego manastyru bazylianów z XVIII w., gdzie nie udało nam się ostatecznie dotrzeć bo noc zaczęła się szybciej niż obliczyliśmy i trzeba było wracać...
Polecam to miejsce ze względu na klimat i malownicze ruiny twierdzy, którą tak dzielnie obroniła nam jakby nie było kobieta :) Yeah!
Więcej zdjęć z Trembowli w galerii - Trembowla
| Kacwin w grudniowej aurze |
Nice post,, i'm very enjoyed to visit this site :D
OdpowiedzUsuń